Przejdź do głównej zawartości

Maeve Binchy. Głogowy gaj.

Wydane przez
Wydawnictwo Prószyński - S-ka

"Głogowy gaj" czekał na lekturę już dość długo. Gdy okazało się, ze wkrótce powinien wrócić na biblioteczne półki zmobilizowałam się i przeczytałam (nie lubię oddawać książek, których nie przeczytałam). Okazało się, że to idealna lektura na aktualne warunki pogodowe. A już czytanie jej z dwoma kotami ułożonymi na sobie stanowi prawdziwie szczęśliwe dopełnienie wyobrażań o miłym wieczorze.

Na obrzeżach miasta Rossmore, w głogowym gaju, jest studnia. Do jej patronki, Św. Anny, pielgrzymują ludzie z miasteczka, okolicznych miast, całej Irlandii, a także z zagranicy. Wierzący w moc sprawczą Św. Anny proszą ją o męża, dziecko, zdrowie, rozwiązanie kłopotów, żonę i mnóstwo innych, znanych tylko pielgrzymującym, spraw.

Maeve Binchy przedstawia losy różnych osób związanych z Rossmore. Co ciekawe - każdą z historii opowiada dwoje ludzi - żona i mąż, siostry, rodzeństwo, pracownica i właściciel salonu fryzjerskiego, jedno z rodziców i dziecko. Ich historie tworzą barwny kolaż, obraz mieszkańców miasta, odzwierciedlają jego klimat. Problemy osób portretowanych w "Głogowym gaju" są zwyczajne - od kogoś odszedł mąż, ktoś drugiemu zazdrości pogody ducha, kogoś irytuje się czyimś dobrobytem, a ktoś inny, z pomocą Świętej, odnajduje osobę sobie bliską.

Nie odkryłam jeszcze co stanowi o uroku książek Maeve Binchy. Wiem jednak, że ich lektura budzi pragnienie, by wierzyć w dobry świat.

Komentarze

Kinga pisze…
też nie lubię oddawać nieprzeczytanych książek do biblioteki. W efekecie tonę w bibliotecznym stosie a własne książki czekają i czekają ;)

Twoja recenzja mnie zaciekawiłą, muszę rozejrzeć się za tą lekturą (znów w bibliotece ;) )
Monika Badowska pisze…
Kinga,
bogactwo katalogu bibliotecznego wodzi mnie na manowce;)
Iza pisze…
O dziwo czytałam.:)
Ciesze się, że okładka wygląda na sklonowaną z wydania brytyjskiego (wreszcie koniec z koszmarnymi okładkami ze strszych wydań).
Monika Badowska pisze…
Iza,
a czemuż "o dziwo"?:)
Okładka faktycznie lepsza niż w np. opisywanym przeze mnie "Wieczorze...", dużo lepsza;)
kasia.eire pisze…
ja też się cieszę z tej okładki, faktycznie kopia wyd irlandzkiego. Kocham Maeve i się tego nie wstydzę, co już zresztą tutaj mówiłam. Dobrze to ujęłaś, ona ma coś, co sprawia, że człowiek nabiera wiary w innych ludzi, w to, że świat może być piękny. To jest magia literatury
Monika Badowska pisze…
Kasiu,
jej książki należą do tych, o których kiedyś pisała Padma - podnoszących na duchu ("comfort read"). Mimo, że na tej liście (http://indiaknight.posterous.com/ultimate-comfort-reads) jej nie ma.
Irena Bujak pisze…
Bardzo ciekawa recenzja ;)
kasandra_85 pisze…
Interesująca recenzja.... Mnie przekonałaś do książki :) Pozdrawiam
Scathach pisze…
Jeśli gdziekolwiek widzę słowo "Irlandia" od razu mam ochotę pędzić do sklepu lub biblioteki. A że jak czytam w komentarzach, ze książka podnosi na duchu, to przepadłam całkowicie.
:))
Monika Badowska pisze…
Bujaczek,
:)

Kasandra,
cieszę się:)

Scathach,
polecam gorąco! Mnie zaraziła w/w Kasia.Eire:)
szfagree pisze…
Pierwszy raz słyszę o tej książce, ale chętnie bym ją przeczytała :D
Anonimowy pisze…
a ja juz jakis czas temu ja przeczytalam...bo lubie "przegryzac" kryminaly innymi tematami...bardzo mi sie podobala- o ile dobrze pamietam,kupilam ja ze wzgledu na okladke...czesto tak robie! :)jesli nie znam autora...i bardzo rzadko zaluje... pozdrawiam wszystkich pozeraczy ksiazek....
Joanna
Anonimowy pisze…
Jak to dobrze, że Prószyński ją teraz tak ładnie wydaje... Ja sobie ostatnio w antykwariacie kupiłam dwie jej książki ze starymi okładkami i chyba muszę je obłożyć w jakiś ładny papier, bo patrzeć na nie nie mogę...
Monika Badowska pisze…
ysabellbooks,
nie wiem na ile nowe jest to wydanie, ale trzeba przyznać, że styl okładki jest zdecydowanie przyjaźniejszy:)

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...

William P. Young. Chata.

Wydane przez Wydawnictwo Nowa Proza Od godziny krążę po domu zastanawiając się jakimi słowami przedstawić Wam "Chatę" tak, by nie uderzyć w nadmierny sentymentalizm i by - z drugiej strony - nie skrzywdzić powieści chłodnym, beznamiętnym opisem. Mackenzie Allen Phillips ma troje cudownych dzieci i niemniej cudowną żonę. Umiarkowanie wierzy w Boga, nienawidzi swojego ojca, jest lubiany i ma przyjaciół. Ostatni weekend wakacji postanawia spędzić z dziećmi nad jeziorem Wallowa. W dniu powrotu do domu dwoje starszych zdecydowało się popływać kajakiem i przewróciło się. Mackenzie wskoczył do wody, by ratować dzieci, podczas gdy mała Missy została przy biwakowym stole kolorując książeczkę. Gdy mężczyzna z dziećmi wyszedł z wody, Missy nie było. Poszukiwania, w które włączyła się policja i wszyscy biwakujący, dały straszny rezultat - dziewczynka padła ofiarą seryjnego zabójcy. W życiu  Mackenziego zapanował Wielki Smutek. A list, który dostał, tylko go rozwścieczył. List ...