Przejdź do głównej zawartości

Kociaste są cudowne!

Gdy ktoś powie Wam, że koty przyzwyczajają się do miejsca, a nie do ludzi odeślijcie go na kociokwik;)

W naszym dość małych rozmiarów pokoju najśmieszniej jest nocą. Koszyk na podłodze, drugi na fotelu, a Nusiowe pudełeczko tuż obok łóżka. Czasami Sisi śpi na TV, czasami Gusia przeczekuje aż Z. się położy, by zająć fotel, a rano wszystkie leniwie otwierają ślepka, by sprawdzić, czy już wstaję, czy tylko się przeciągam. Bo jak wstaję, to one też.

Galopują po całym domu. Gusia wynalazła miskę w łazience i dzienne drzemki uskutecznia właśnie tam. Maleńtas odkrył którędy wchodzi się do Maminej wersalki i jak nie wiadomo gdzie jest kot, to wiadomo, że wśród pościeli. Sisuleńka uwielbia wskoczyć na szafę i tam zwija się w kłębek obok lampionu i książek.

Ciri zaakceptowała zwiększony stan kociego posiadania i warczy tylko, gdy Ko-córki zbyt gwałtownie uprawiają zapasy przed psim nosem.

Pozdrawiamy spod zachmurzonych jezior.

Komentarze

millena4 pisze…
Brawo Gusia :):):)na parapecie :)
Czy Ciri jest już wyleczona ?
hersylia810 pisze…
Dziękujemy za pozdrowienia i wieści :-)
Chilu pisze…
Pozdrawiam również! :)
Chciałam jeszcze spytać czy staliscie się juz domem docelowym dla Maleńtaski, bo wszytkio mi na to wygląda ;)?
Brahdelt pisze…
No właśnie, też tak słyszałam i też zaprzeczam! Owszem, koty lubią swoje miejsca, ale gdy w innym miejscu są "ich" opiekunowie, to kot i tam znajdzie swoje nowe miejsca! *^v^*
kociokwik pisze…
Milleno - Ciri zdrowa:)

Hersylio - :)

Chilu - staliśmy się:) Choć moja Mama kombinuje jakby nam Maleńtaskę podebrać;)

Brahdelt - nasze Kociaste to prawdziwe wędrowniczki:)

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

William P. Young. Chata.

Wydane przez Wydawnictwo Nowa Proza Od godziny krążę po domu zastanawiając się jakimi słowami przedstawić Wam "Chatę" tak, by nie uderzyć w nadmierny sentymentalizm i by - z drugiej strony - nie skrzywdzić powieści chłodnym, beznamiętnym opisem. Mackenzie Allen Phillips ma troje cudownych dzieci i niemniej cudowną żonę. Umiarkowanie wierzy w Boga, nienawidzi swojego ojca, jest lubiany i ma przyjaciół. Ostatni weekend wakacji postanawia spędzić z dziećmi nad jeziorem Wallowa. W dniu powrotu do domu dwoje starszych zdecydowało się popływać kajakiem i przewróciło się. Mackenzie wskoczył do wody, by ratować dzieci, podczas gdy mała Missy została przy biwakowym stole kolorując książeczkę. Gdy mężczyzna z dziećmi wyszedł z wody, Missy nie było. Poszukiwania, w które włączyła się policja i wszyscy biwakujący, dały straszny rezultat - dziewczynka padła ofiarą seryjnego zabójcy. W życiu  Mackenziego zapanował Wielki Smutek. A list, który dostał, tylko go rozwścieczył. List ...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...