Przejdź do głównej zawartości

Dobry zakup to podstawa

Wczoraj poszłam poszperać w ciuchlandzie za czymś, co można by włożyć między okna, by zatrzymywało hulający między tymi oknami wiatr. Osłonka na łóżeczko dziecięce kupiona za 1,50 zł w pełni zaspokoiła moje potrzeby, a Kociastym dała możliwość rozbudzenia ciekawości - trzeba było najpierw wejść między okna, zaprotestować przeciw temu, że się zamykają próbują przygnieść kota, a gdy już ochronna warstwa została osadzona tam, gdzie jej przeznaczono- można było się dziwić i skradać ku oknie z planem zapolowania na to dziwne coś.




Jednak osłonka na okno to nie jedyny zakup. Wypatrzyłam przecudnej urody śpiworek niemowlęcy, w cenie takiej samej jak osłonka, który to śpiworek natychmiast przypadł Nusi do serca.



Skoro jednak zabrałam śpiworek został pochłonięty przez pralkę Nusia stwierdziła, że należy się przytulić. Gusia okazała się być wymarzonym kompanem do przytulania. 



Potem jednam westchnęła z tęsknotą za śpiworkiem (suszącym się na kaloryferze) i postanowiła znaleźć coś, pod czym można schować głowę. Wszak wiadomo - najwięcej ciepła ucieka przez głowę;)


Komentarze

znaika pisze…
Słodziaki:)Szykujące się na zimę:)))
Anonimowy pisze…
Nusia w śpiworku wygląda uroczo,zaraz sobie przypominam jak Ciri spruła na spacerze kubrACZEK UDZIANY PRZEZEMNIE NA MROZY:)POMYSŁ Z OSŁONKĄ NA ŁÓŻECZKO SUPER:)A JAKI WZÓR CIEKAWY DO PODZIWIANIA:0
Kot Patapon pisze…
A już pomyślałam, że chciałaś użyć Sisi do uszczelnienia :D
kociokwik pisze…
Pataponie,
Sisi sama sie próbowała użyć;)

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

30 dni z książkami (1)

( źródło zdjęcia ) Tak oto przetłumaczyłam na własny użytek wyzwanie znalezione na facebooku . Nie wiem, czy owe trzydzieści dni należy traktować literalnie, jako miesiąc (i skutkiem czego powinnam pisać w ramach tego wyzwania od wczoraj), czy mogę sobie pozwolić na pewną dowolność i zacząć od dziś. Myślę jednak, że trzymanie się czegokolwiek poza listą książek na każdy dzień jest w tym wypadku nieobowiązkowe. Dzień 1 - ulubiona książka Pytania nie są łatwe i odpowiedź na nie stanowi dla mnie spore wyzwanie. Już pierwsze zmusza do prześwietlenia wszystkich życiowych wyborów książkowych i wyłonienia spośród tego, co kiedykolwiek czytałam książkę ulubioną. Analizując moje spotkania z książkami uświadomiłam sobie, że nie mam ulubionej powieści, książki popularnonaukowej, poezji, relacji podróżniczej, czy bajki dla dzieci. Jest wiele takich, które lubię; czasami tworzą serię, czasami są odrębnymi powieściami, ale wiąże je postać autora, którego cenię. Są też i takie, które poprawiają m...

Marzec nie mógł się zacząć niczym innym (wygrywajka)

Marzec na moim blogu zaczyna się książką o kobiecie. Silnej, odważnie stawiającej czoła przeciwnościom, o niebanalnej urodzie, nie mniej niebanalnym poczuciu humoru oraz interesującym życiu zawodowym. Mowa o Mma Ramotswe, bohaterce książek Alexandra McCalla Smitha. Czytający mnie od dłuższego czasu wiedzą, że bardzo lubię tego Autora (dałam temu wyraz także w gościnnej wizycie u Padmy , której serdecznie dziękuję za zaproszenie). Tak się jednak składało, że nigdy nie miałam własnego cyklu książek o pani detektyw z Botswany. Wyobraźcie sobie zatem moją radość, gdy dostrzegłam, że w jednej z sieciowych księgarni można kupić kolejne części za bardzo przyzwoitą cenę. Od razu zamówiłam egzemplarz z myślą o Was, gdyż zamierzam osoby jeszcze nie przekonane do twórczości Alexsandra McCalla Smitha zachęcać do sięgnięcia po jego powieści. Na zachętę link do filmu zrealizowanego na podstawie książki i kilka cytatów: Bóg był tutaj wcześniej od misjonarzy. Nazywaliśmy Go wtedy inaczej i...