17 listopada 2009

Mark Lilla. Bezsilny Bóg. Religia, polityka i nowoczesny Zachód.


Wydane przez

Wydawnictwo W.A.B.

"Bezsilny Bóg" to książka opisująca historię wielkiej separacji, pod którym to terminem Lilla rozumie zapoczątkowane w czasach nowożytnych oddzielanie polityki i religii. Lilla twierdzi, że niezależnie od rozmaitych pomysłów na to, w jaki sposób powinno być zorganizowane społeczeństwo, Bóg ciągle jest obecny w polityce. Rzecz jasna w świecie Zachodu teologie polityczne, czyli systemy oparte na objawieniu, należą do przeszłości, albowiem zostały zastąpione filozofiami politycznymi, niemniej jednak religia ciągle odgrywa istotną rolę.


Lilla daje świetny przegląd rozmaitych myśli politycznych - pisze o judaizmie, chrześcijaństwie, następnie o Hobbesie, którego postulaty były najbardziej radykalne, prezentuje myśl Locke'a, Hume'a, Rousseau, Kanta, Hegla i Nietzschego, a także wielu innych myślicieli, którzy wnieśli duży wkład do formowania się myśli politycznej. Lilla stwierdza, że nam, ludziom Zachodu, bardzo trudno jest zrozumieć, że w innych częściach świata ludzie mają inne od naszych pomysły, że funkcjonują w oparciu o zasady obowiązujące u nas dawniej, ale całkiem przecież niedawno:


"Kiedy obserwujemy cywilizacje znajdujące się po przeciwnej stronie, jesteśmy zdumieni, ponieważ jedynie bardzo mgliście przypominamy sobie, jak to było, kiedy sami myśleliśmy w podobny sposób. Widzimy, że stają one wobec tych samych wyzwań życia politycznego, z którymi mamy do czynienia, i zadają sobie wiele takich samych pytań, jakie my sobie zadajemy, dotyczących sprawiedliwości, prawomocności władzy, wojny i pokoju, praw i obowiązków. Mimo to sposób, w jaki odpowiadają one na te pytania, wydaje się nam obcy. Dzieląca nas rzeka jest wąska, ale głęboka. Na jednym brzegu ludzie wyobrażają sobie podstawowe struktury polityczne społeczeństwa i poddają je krytyce, odwołując się do boskiego autorytetu; na drugim tego nie robią. I jak się okazuje, ta różnica ma fundamentalne znaczenie. Historycznie rzecz biorąc, to my jesteśmy inni, nie oni."


Lilla ciągle podkreśla, że zastąpienie teologii politycznej filozofią polityczną, owa wielka separacja, to stosunkowo nowy wynalazek ludzkości i nikt nie może mieć pewności, czym ta ambitna próba się zakończy:


"Wśród europejskich myślicieli politycznych dominuje dziś przekonanie, że niezależnie od ich osobistych sympatii, 'wiek religii' należy w krajach Zachodu do przeszłości; i chociaż na poziomie prywatnym wiara religijna wciąż się utrzymuje, teologia polityczna nigdy nie zdoła się odrodzić. To, co najbardziej zaskakuje w tym przekonaniu, które może być trafne albo nie, to pewność, z jaką jest wypowiadane. Zamiast postrzegać wielką separację jako pewien eksperyment myślowy, którego sukces był uzależniony od nieprzewidywalnych wydarzeń historycznych, filozofowie europejscy nadal oddają się mitologizującemu myśleniu o bezosobowych siłach historycznych, które rzekomo zrodziły nasz świat."


Lilla pokazuje wiele, często ukrytych, mechanizmów, które powodują, że ludzie funkcjonują jako społeczeństwo polityczne. Stawia też wiele istotnych pytań, a jednym z nich jest pytanie o to, czy fantazje o historycznej nieuchronności zdarzeń nie są lustrzanym odbiciem przekonania o boskiej opatrzności czuwającej nad ludźmi. Wydaje się, że to pytanie Lilli jest pytaniem retorycznym.

2 komentarze:

Anhelli pisze...

Witam serdecznie :)

To prawda, że współczesny świat, zwłaszcza ten europejski, zatracił więź z bogiem i na wiele kwestii natury moralnej patrzy poprzez pryzmat suchej, racjonalnej logiki, która stwarza więcej kłopotów niż daje gotowych odpowiedzi.
Jako panteistka z wyboru, na studiach zakochałam się w Spinozie i Rousseau, dlatego też postrzegam boga wszędzie gdzie spojrzę, gdyż bóg to natura, świat, wszechświat - czy jak zwał, tak zwał - i dlatego nie pojmuję, jak można oddzielić phisis od sacrum. Nie znaczy to oczywiście, że popieram jakiś rodzaj państwa kościelnego... broń boże, uważam jednak, że nie powinni na najwyższe stanowiska rządowe być wybierani tacy ludzie, którzy w nic nie wierzą. Jest to, tak mi się przynajmniej wydaje, niesprawiedliwe wobec zdecydowanej większości, która jednak w coś wierzy. A poza tym, czy naprawdę ateiści, racjonaliści itp, są w stanie tylko za pomocą etyki, rozróżnić dobro od zła?
Rozpisałam się zanadto, pardon :)

pozdrawiam serdecznie i wpisuję ten tytuł na listę książek, które muszę kiedyś przeczytać :)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Anhelli,
ależ rozpisuję się do woli:))) Miło, że ktoś komentuje i to w tak osobisty sposób.
Zapraszam ponownie i pozdrawiam:)