31 lipca 2010

Migawki

Zrobiło się chłodniej i deszczowo, więc koty śpią z większym niż dotychczas zapałem.
Nusia polubiła moją torebkę:
Sisi z zaspania jest nieco zamglona:
Gusia zagrzebała się w transporterku:
Jedyne, co jest w stanie obudzić koty, to ugotowana rybka:
A gdy już się najedzą, umyją, to znów idą spać:

Ewa Zamorska-Przyłuska. Przewodnik literacki po Krakowie i województwie małopolskim.


Wydane przez
Wydawnictwo WAM

Kraków znam o tyle, że umiem trafić tam, gdzie potrzebuję, przy całkowitej nieznajomości jakiejkolwiek nazwy ulicy (o, przepraszam - znam Bracką z piosenek Turnaua). Uwielbiam się po Krakowie snuć, sprawdzać, co ciekawego kryje się w tej uliczce i gdzie zawiedzie mnie ten uroczy chodnik. W Krakowie zamieniam się w snuja ulicznego i wyrządziłabym sobie wielka krzywdę mieszkając tam i spiesząc się np. pracy, czy na tramwaj.

Do mojego krakowskiego leniwego wędrowania idealnie pasuje "Przewodnik literacki po Krakowie i województwie małopolskim". Wielość literackich tropów wskazanych przez Autorkę kusi, czy wręcz uwodzi.

Ewa Zamorska-Przyłuska zrobiła rzecz następującą - wycięła kawałek planu miasta, prześledziła związki każdej z kamienic, ulic, zaułków z literaturą polską lub zagraniczną, a później opisała to wszystko obficie wabiąc czytelników cytatami. Wycięła kolejny kawałek z planu miasta, a później województwa i stworzyła okazję do smakowania różnych form literackich opisujących Kraków i okolice. Wydaje się proste, ale składam głęboki ukłon przez Autorką za trud pracy włożonej w publikację, tym bardziej, że "Przewodnik..." czyta się niczym najlepszą opowieść.

Na końcu książki umieszczono źródła cytowanych fragmentów, wybraną bibliografię, indeksy osób oraz miejscowości i adresów, czyli tak naprawdę chyba wszelkie sposoby na to, by odnaleźć w książce realnie istniejące miejsca i by - jeśli kogoś najdzie ochota - pogłębić wiedzę o Krakowie portretowanym w literaturze (to wymarzona lektura do tego wyzwania).

Dzięki "Przewodnikowi literackiemu..." Ewy Zamorskiej-Przyłuskiej nabrałam ochoty na spacer ulicami Krakowa. Kto wie, może jeszcze w czasie wakacji...

P.S. Fragment książki do podejrzenia znajdziecie TUTAJ.

R. L. La Fevers. Teodozja i berło Ozyrysa.

Wydane przez
Wydawnictwo Egmont

Jesienią 2008 roku przedstawiałam na blogu pierwszą książkę o Teodozji. Gdy ukazała się kolejna opowieść, o przygodach mądrej dziewczynki zaplątanej przypadkiem w ogólnoświatowy konflikt, sięgnęłam po nią bez wahania:)

Teodozja jest córką archeologów. Wychowuje się pośród eksponatów Muzeum Legend i Starożytności i mimo młodego wieku jest specjalistką od odkryć dokonywanych w Egipcie - umie określać wiek eksponatów, wie, który z artefaktów symbolizuje władzę każdego z bogów, a poza tym ma niezwykłą zdolność wyczuwania tego, co niewidoczne okiem - klątw, błąkających się dusz, siły zaklęć.

Bohaterka książki budzi sympatię. Jest dzieckiem sprytnym, rzeczowym i choć czasami jej aktywność może budzić przerażenie, trzeba Teodozji przyznać to, że świetnie wykorzystuje swoje atuty. Historia o walczącej z Wężami Chaosu dwunastolatce, która oprócz uratowania świata musi zajmować się także niwelowaniem pomysłu swojej babci na kształcenie wnuczki przez kolejne guwernantki, jest doskonale wyważoną opowieścią zawierającą odpowiednio dużo spraw niezwykłych i zwyczajnych, będących codziennością jedenastolatek. 

30 lipca 2010

Nie ma na co czekać, czyli nowe wyzwanie czytelnicze


Pod recenzją książki "Wagon Rosja" zaczęłyśmy rozmawiać o wyzwaniu poświęconemu literackiemu obrazowi Rosji. Wspomniałam wówczas, że może 1 września zaproszę Was do wyzwania czytelniczego. Doszłam jednak do wniosku, że nie ma na co czekać - skoro temat jest interesujący, chętni do czytania są, to po cóż przedłużać?

Niniejszym mam przyjemność zaprosić Was do czytania autorów rosyjskich lub tych, którzy o Rosji piszą. Wszystkie szczegóły znajdziecie tutaj.

Nuttcie dziękuję za przypomnienie o wyzwaniu, a Futbolowej za nazwę wyzwania:)

Zapraszam:)

P.S. Tworzymy listy autorów/tytułów?

Najmniejsza w rodzinie


Tak się jakoś porobiło, że najmniejszą w rodzinie została Gusia. Nuśka, czyli nasz Mały Misiu, urosła wzdłuż, wszerz, wzwyż i Guziolek stał się kotkiem najmniejszym.

 Gusia nieodmiennie nas zachwyca. Zachwyca tym wszystkim, co dla innych Ko-córek jest zwyczajnością - robieniem "poka brzuszka", lizaniem człowieka po ręce", ocieraniem się o dłonie, czy twarz. Tę przedziwną optykę ustawiło w nas to, że kiedy trafiła do rodziny była dzikim dzikuskiem, który z opcji socjalizacyjnych miał włączona jedynie tę, by wspinać się człowiekowi po nodze, gdy jest się głodnym.

Pamiętam jak martwiliśmy się, że nie "dogadają się" z Sisi, jak pierwsze dni upływały nam w nerwowym spoglądaniu na koty i w obawach, czy nie wyrządzą sobie krzywdy. W końcu obydwie były już dorosłe i mogły nie życzyć sobie towarzystwa.

Gusia jest kotem najbardziej z naszych kotów osobnym. Może wpływ na to ma wiek w jakim do nas trafiła? I to, ze nie wychowywaliśmy jej od cztero-, czy sześciotygodniowego szkraba? Z drugiej strony - ona jedyna przychodzi leżeć na naszych kolanach, domaga się naszej uwagi, przy jednoczesnym - głośnym i burkliwym - oznajmianiu, kiedy ma już dość naszego zainteresowania.

29 lipca 2010

Jörg Disse. Metafizyka od Platona do Hegla.

Wydane przez
Wydawnictwo WAM

Książka jest, że tak powiem, zgodna z tytułem - traktuje bowiem o metafizyce :-) Disse bardzo ładnie opisuje, czym jest metafizyka:

"Człowiek może się zająć kwestiami metafizycznymi dopiero wtedy, gdy odzyska coś, co od dzieciństwa przeważnie zagubił, mianowicie zdolność dziwienia się. Zdziwienie, zdumienie, jest początkiem wszelkiej filozofii, jak już czytamy w platońskim dialogu >Teajtet<, a także u Arystotelesa. Większość >dorosłych< ludzie bierze rzeczy po prostu takimi, jakie one są, próbuje urządzić sie możliwie dobrze w tym, co dane. Wychodzenie z pytaniami poza to, co jest, stanowi tabu, a tabu jest także dziwienie się własnemu byciu w świecie. Już nauka wychodzi o krok dalej ponad to, zapytując o właściwość rzeczy leżącą u ich podstaw. Ale dopiero filozofia, zwłaszcza metafizyka, zdumiewa się tym, co w ogóle jest, względnie że w ogóle coś jest."

Nie ma się co kłócić z autorem o to, czy metafizyka jest filozofią, bo Disse doskonale wie, że dla wielu metafizyka filozofią nie jest - Disse pokazuje to w swojej książce, choćby na przykładzie wczesnego Wittgensteina czy Carnapa. Całe szczęście w historii było wielu myślicieli, którzy uznawali metafizykę i o nich właśnie jest ten tom. Książka zaczyna sie od Platona, bo i metafizyka zaczyna się od Platona, aczkolwiek sam Platon terminu >metafizyka< nie stosował - pojęcie to pojawiło się dopiero w związku z Arystotelesem. Co prawda Alfred North Whitehead stwierdził był kiedyś, że cała filozofia po Platonie  to tylko przypiski do Platona, niemniej jednak Disse znalazł w poplatońskiej filozofii na tyle ciekawych rzeczy, żeby napisać książkę o objętości ponad 300 stron :-))

To jest oczywiście przekrojówka, taka wędrówka przez historię i - tym razem wbrew tytułowi - nie kończy się na Heglu, bo Disse dodaje rozdział o metafizyce po Heglu, jakkolwiek na końcu tytułu rozdziału stawia znak zapytania, jakby nie był pewien, czy możemy jeszcze dzisiaj mówić o metafizyce :-))

Rzecz jest dobrze napisana, zawiera skorowidz osób i skorowidz pojęć, a także obszerną bibliografię, osobną dla każdego omawianego pisarza, w tym oddzielną bibliografię w języku polskim. Dla kogo jest ta książka? Chyba dla wszystkich, no może poza tymi geniuszami intelektu, dla których metafizyka sprowadza się do ględzenia o latających czajniczkach Bertranda Russella. 

Lucinda Rosenfeld. Cieszę się twoim szczęściem.

Wydane przez
Wydawnictwo Prozami

Opowieść o przyjaźni Wendy i Daphne ma gorzki posmak. Gorzki, bo choć obydwie znają się z czasów studiów, to ich przyjaźń nie wytrzymuje próby mijających lat i, co ważniejsze, zmian w hierarchii ważności.

Wendy pracuje w lewicowym piśmie, ma męża, który zdecydował się na roczny urlop, by zrealizować swoje marzenie i napisać scenariusz, pragnie dziecka i nie może zajść w ciążę. Daphne po raz kolejny związana jest z żonatym mężczyzną, a związek ten skutkuje tym, że Daphne co jakiś czas budzi w środku nocy przyjaciółkę płaczem i groźbą odebrania sobie życia, bo jej aktualny kochanek nie chce zostawić żony.

Gdy w życiu Daphne zachodzą wielkie zmiany (narzeczony, mąż, olbrzymi dom, dziecko) Wendy przekonuje się, że jej życie w wynajętym niewielkim mieszkaniu, z niepracującym mężem, bez dziecka jest niesprawiedliwością, że tylko ona spośród zaprzyjaźnionych trzydziestokilulatek nie może gawędzić o niańkach, pieluchach, karmieniu bądź nie piersią i domu z sześcioma gościnnymi sypialniami. Frustracja powoduje, że coraz więcej zawiści pojawia się w relacjach między Wendy, Daphne i innymi koleżankami.

Chciałabym wierzyć, że to tylko fikcja literacka, że w życiu przyjaciółki są przyjaciółkami zawsze i nie ma niczego, co mogłoby doprowadzić do drastycznych rozstań. Niestety, wiem dobrze, że rzeczywistość bywa podobna do tej wykreowanej w powieści historii. Myślę, że sytuacja, w której zaczynamy postrzegać pozytywne zmiany w życiu naszych znajomych jako krzywdę wyrządzoną sobie, jest straszną sytuacją. 

Jestem pozytywnie zaskoczona książką Lucindy Rosenfeld.

Tilmann Bunz. Kraina zimnolubów. Skandynawia dla początkujących.

Wydane przez
Wydawnictwo Dolnośląskie


Fascynująca opowieść o niemniej fascynujących miejscach. Niemiecka rodzina: dwoje dorosłych i dwoje dzieci przeprowadza się do Szwecji. Jako, że pracują dla niemieckich mediów, z ekipą telewizyjną odwiedzają także okoliczne kraje. Wędrując zabierają czytelników do najdalej na północ wysuniętej wsi, na nurkowanie z orkami, proponują wizytę na Spitsbergenie i u tamtejszych niedźwiedzi polarnych, objaśniają fonemem ludzi północy próbując znaleźć się w rytmie życia wyznaczanego bardziej przez brak światła słonecznego niż jego nadmiar.

Czy wiecie, że w Szwecji zimowy rozkład jazdy wchodzi w życie 20 sierpnia? Albo, że - uwaga maniacy literatury - w Finlandii jeżdżą bibliobusy docierające do każdego, najmniejszego nawet, skupiska ludzi, co daje efekt w postaci stu milionów książek wypożyczonych i zapewne przeczytanych w ciągu roku? Z zapisków Tilmana Bunza możemy się dowiedzieć jak wygląda praktyczne zastosowanie postulatów dotyczących równego udziału kobiet i mężczyzn w życiu publicznym i politycznym. Oraz o tym, że dane osobiste oraz zarobki Szwedów są jawne i każdy kogo zaciekawi, kto jedzie tym pięknym czerwonym autem może to sprawdzić sms-em, a każdemu kto jest ciekaw zarobków sąsiada owe zarobki zostaną przedstawione w urzędzie.

Świetnie napisana książka i tylko szkoda, że skończyła się zdecydowanie za szybko. Na pocieszenie mam, z tej samej serii, książkę o Alasce i Chinach. Ależ się cieszę:)

Poniżej kilka zdjęć z miejsc opisywanych w "Krainie zimnolubów":

28 lipca 2010

Po mundialu i remoncie nadszedł czas na lekkoatletykę

Mariusz Czubaj. Etnolog w Mieście Grzechu.

Wydane przez
Wydawnictwo Oficynka

Nie jest łatwo pisać o książce Mariusza Czubaja. Ów trud nie kryje się w materii o jakiej Autor mówi w książce, a jedynie w wielości materiału z jakimi przychodzi się nam zderzyć w niniejszym opracowaniu. Podtytuł książki - "Powieść kryminalna jako świadectwo antropologiczne" - ukazuje punkt wyjściowy dla dokonywanej analizy. Sprzeciwiając się temu, by traktować literaturę kryminalną jak "literaturę z nieprawego łoża, niegodną namysłu i pióra badaczy" [s.12.] Mariusz Czubaj szuka w powieściach kryminalnych śladów świadczących o kondycji społeczeństw, a co za tym idzie - jednostek, w kontekście kulturowym.  Autor skrupulatnie przygląda się modelom literatury kryminalnej i wyróżnia znane nam przecież doskonale thrillery medyczne, prawnicze, czy militarne, klasyczną powieść detektywistyczną, powieść policyjnych procedur oraz postacie detektywa - eksperta oraz detektywa w roli rodzinnej.

W książce znajdziemy wiele znanych nazwisk. Począwszy od pierwszego mistrza kryminału Edgara Allana Poe'go, poprzez klasycznego Artura C. Doyle'a. Agatę Christie, Mickey'a Spillane'a, po piszących współcześnie P.D. James, H. Mankella, S. Larssona, J. Kellermana, I. Rankina. Oczywiście, w książce znalazłam mnóstwo nazwisk, których dotychczas nie znałam i mnóstwo sposobów na odczytanie powieści kryminalnych, o których to sposobach nie pomyślałabym.

Wędrówka, z Mariuszem Czubajem w roli przewodnika, przez świat literatury kryminalnej jest ciekawym doświadczeniem. Z pewnością jest to wędrówka otwierająca czytelników na meandry kulturowego postrzegania zagadnień kryminalnych, bohaterów powieści o morderstwach, pracy śledczych, fascynacji zbrodnią i odsłanianiem jej tajemnic

Na końcu książki zamieszczono indeksy autorski i rzeczowy oraz kilkustronicową bibliografię. Chyba nie muszę mówić, że ta ostatnia jest już popodkreślana, a dostępność wybranych książek - sprawdzona w lokalnych bibliotekach?

Polecam:)

Roksana Jędrzejewska-Wróbel. Maleńkie Królestwo królewny Aurelki.

Wydane przez
Wydawnictwo Bajka

Opowieść o dziewczynce, która w paczce pocztowej dostała koronę i królestwo, jest prawdziwie magiczna i, jakby mimochodem, pouczająca. Aurelka - jak chyba każda kilkulatka - marzyła o byciu królewną. Marzenie stało się rzeczywistością, ale przy okazji okazało się, że codzienność królewny pełna jest wydarzeń o jakich wzdychające do korony dziewczęta nie myślą. Trzeba wydawać polecenia, stosować się do protokołu i wyjść za mąż.

Książka Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel uczy przełamywania stereotypów: wilk i smok są sympatycznymi postaciami, czarownica nie zjada dzieci, a królewskie obowiązki, ku rozpaczy Wielkiego Ochmistrza, można przekuć w przyjemności.

Interesujące są kłopoty Aurelki sprowokowane przez brak precyzyjnych wypowiedzi, podobnie jak działania zmierzające do przełamywania uprzedzeń, a całość jest naprawdę fascynującą opowieścią o sprawach, jakie związane są z dziecięcymi przeżyciami. Młodzi czytelnicy mogą w "Maleńkim Królestwie..." odnaleźć recepty na swoje problemy, niepokoje i wątpliwości.

Poczucie humoru, mądrość, którą Aurelka zdecydowanie może się pochwalić sprawiają, że bajka o niezwykłej królewnie zasługuje na miano wyjątkowo przyjaznej dzieciom.

27 lipca 2010

Przygnębiają mnie...

ostatnio wizyty w bibliotekach. Teraz, gdy czytam "Etnologa w Mieści Grzechu" i mam szansę podziwiać erudycję Mariusza Czubaja, spacerowanie pomiędzy bibliotecznymi regałami wpycha mnie niemalże namacalnie w dolne granice dobrego samopoczucia. Już nawet nie chodzi o to, że nie zdążę przeczytać wszystkich ważnych powieści (choć to również jest dołujące), ale przede wszystkim o to, że nie zwiedzę świata z pisarzami, że nie wczytam się w listy sławnych osób, nie zgłębię ich wspomnień, itd. Wiem, wiem - nie muszę. I wiem - nie powinno mnie to martwić. Ale chcę i mnie martwi;)

Macie czasami podobne myśli?

A tymczasem:

49 gier i zabaw. Scenariusze dla rodzin,

przedszkoli, szkół, kolonii i obozów wypoczynkowych. J. i B. Luvmour, D. i T. Weistar, A.i A. Kara.


Wydane przez
Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne

Autorzy książki są pracownikami Instytutu EnCompass zajmującego się propagowaniem koncepcji Naturalnych Rytmów Uczenia. Koncepcja ta zakłada holistyczne postrzeganie dziecka, dbanie o jego całościowy rozwój i dobro. Wynikiem współpracy Państwa Luvmour, będących dyrektorami Instytutu, oraz specjalistów zajmujących się kształceniem na świeżym powietrzu, kształceniem tradycyjnym i nietradycyjnym, jest książka, którą Wam przedstawiam.

Każda z przedstawionych gier zaczyna się od przedstawienia optymalnego wieku jej uczestników, liczebności grupy, w której najlepiej realizować ową zabawę, miejsce, niezbędne rekwizyty, sposób przygotowania do gry oraz opis jej przebiegu zgodnego z założeniami autorów.

Wszystkie zaproponowane w książce gry i zabawy podzielono na trzy grupy: gry i zabawy wymagające współpracy, zadania oraz całościowe uczenie się w formie zabawy.

Moją szczególną uwagę przykuł ostatni rozdział. W nim najbardziej uwidacznia się holistyczna koncepcja rozwoju człowieka. Mimo, że zaproponowano tu zaledwie trzy zabawy, łatwo zrozumieć ich przesłanie i samemu spróbować podjąć wysiłek stworzenia podobnego projektu edukacyjnego. Fascynująca jest na przykład propozycja tematu poświęconego drzewu - temu czym ono jest i - co bardzo ważne - jak je postrzegamy. Ciekawą przygodą intelektualną może okazać się uświadamianie dzieciom czym jest kultura, jak obyczaje kulturowe wpływają na nasze codzienne funkcjonowanie społeczne.

Wiele z gier i zabaw przedstawionych w pierwszym, najobszerniejszym, rozdziale możemy realizować podczas spotkań rodzinnych, czy - jak chcieli tego autorzy książki - podczas obozów czy kolonii. Te wspierające rozwój współpracy między uczestnikami zabaw są z pewnością zbyt cenne, by ich nie wykorzystać.

Jeśli zatem czeka Was spotkanie rodzinne lub dzieciaki kolonijne zastanówcie się nad przydatnością "49 gier i zabaw". Ja jestem na "tak".

26 lipca 2010

Zimno się zrobiło...

i spać się chce. Nieustannie...
P.S. I jeszcze P. pojechał. No, to ze smutku też się śpi...

25 lipca 2010

Podsumowanie pierwszego etapu wyzwania - Nagrody Literackie

Dokonuję podsumowania z niemalże miesięcznym opóźnieniem. Ale to nie jest jedyny powód do wstydu.

Takie miałam plany:


BOOKER PRIZE
"Zachować swój świat" Nadine Gordimer
"Bóg rzeczy małych" Arundhati Roy
PRIX GONCOURT
"Życie przed sobą" Romaina Gary'ego
"Alabama song" Gillesa Leroy'a
"Święta noc" Tahara Ben Jelloun
ORANGE PRIZE
"Kiedy żyłam w nowych czasach" Lindy Grant
NIKE
"Widnokrąg" Wiesława Myśliwskiego
"W ogrodzie pamięci" Joanny Olczak-Ronikier
BOOKER PRIZE
"Zachować swój świat" Nadine Gordimer
"Bóg rzeczy małych" Arundhati Roy

PRIX GONCOURT
"Życie przed sobą" Romaina Gary'ego
"Alabama song" Gillesa Leroy'a
"Święta noc" Tahara Ben Jelloun

ORANGE PRIZE
"Kiedy żyłam w nowych czasach" Lindy Grant

NIKE
"Widnokrąg" Wiesława Myśliwskiego
"W ogrodzie pamięci" Joanny Olczak-Ronikier

Ze wstydem przyznaję, że przeczytałam tylko te książki, w tytule których znajduje się link. Wysłuchałam też prawie całej powieści Romaina Gary'ego, ale muszę ją przeczytać od początku, by dobrze zrecenzować. 

Florence Noiville. Isaac Bashevis Singer.

Wydane przez
Wydawnictwo Cyklady

Kiedy miałam 11-12 lat ze zdumieniem przyglądałam się swojej Mamie z przyjemnością czytającej biografie. Nie rozumiałam tej przyjemności, nie umiałam pojąć fascynacji życiem kogoś innego tak wielkiej, by pisać o nim książkę i by tę książkę czytać.

Dorosłam do czytania biografii. Odnalazłam w sobie ciekawość innych ludzi. Doceniam mrówczą pracę jaką trzeba włożyć, by napisać dobrą biografię. Doceniam pracę Florence Noiville, bo jej książka o Isaacu B. Singerze jest bardzo dobra.

Autorka szuka śladów Pisarza w Polsce. Odwiedza Leoncin, Radzymin, ul. Krochmalną w Warszawie. Nieusatysfakcjonowana wędruje szlakiem jaki pokonał Isaac B. Singer w drodze do Stanów Zjednoczonych.   Sięgając do źródeł archiwalnych, do wspomnień ludzi wciąż żyjących, którzy z Singerem współpracowali, tworzy spójny, interesujący obraz Noblisty.

Nie wiedziałam, że Singer pisał swoje powieści w jidysz. Że choć świetnie znał angielski i sam tłumaczył swoje dzieła (jeszcze w Polsce tłumaczył Manna, Zweiga, Remarque'a i Hamsuna) uważał, iż porzucenie języka żydowskiego byłoby kontynuacją działań Hitlera. Nie wiedziałam jeszcze wielu innych rzeczy, nie znałam wielu faktów z życia Pisarza i przyznam, że lektura poszerzyła moją wiedzę i doskonale podsyciła moje zainteresowanie twórczością Singera (poznaną dość wybiórczo w czasach licealnych).

Bardzo się cieszę, że przeczytałam książkę Florence Noiville. Mam nadzieję, że ta lektura natchnie mnie do sięgnięcia po powieści Isaaca Bashevisa Singera, do odczytania ich na nowo. 

Gaja Grzegorzewska. Topielica.

Wydane przez
Wydawnictwo EMG

Bardzo lubię Julię Dobrowolską powołaną do życia na kartach powieści Gai Grzegorzewskiej. Bywa dość nieobliczalna, rozhulana, perfekcyjna w pracy no i posiada zdolność, której ja nigdy posiadać nie będę (czego nie żałuję) - rozpoznawania marki ubrania czy dodatków typu torebka oraz określenia ceny tychże po niemalże jednym spojrzeniu na osobę noszącą owe ubrania/dodatki.

Pani detektyw daje się namówić dawnemu współpracownikowi, Wiktorowi, na wspólny wyjazd na Mazury. Obydwoje lubią luksus i tak zwane odpowiednie warunki, jednak na pozór wbrew własnym potrzebom Julia decyduje się dołączyć do żeglarskiej ekipy Aarona (byłego kochanka Julii i Wiktora) i jego narzeczonej. Wiktor zostaje w Gołębiewskim;) 

Mazury okazują się nie być li i jedynie oazą spokoju, czy nawet miejscem, gdzie można się dobrze zabawić. Popełniona przed kilkunastu laty zbrodnia przywołuje na mazurskie jeziora sprawcę oraz rodzinę ofiary. Koszmar trwa, a Julia dąży do tego, by go przerwać.

Powieści Gai Grzegorzewskiej są specyficzne. Trzeba polubić ich narrację, bohaterów, by sięgać po nie z przyjemnością. "Topielica" jest nieco inna w wymowie niż "Żniwiarz" i "Noc z czwartku na niedzielę" - z racji miejsca, w jakim osadzona jest akcja powieści, pobrzmiewa bardziej niż poprzednie książki wakacyjnym rozleniwieniem, romansami i przygodą.

Ech, żałuję, że już przeczytałam:)

Zasypianie

Od kilku dni jest tak, że kiedy wieczorem idę do sypialni, na łóżku czeka na mnie Sisi. Otwiera oczy akceptując moją bliską obecność, a gdy po chwili czytania odkładam książkę i moszczę się do snu, podsuwa mi łapki. I tak zasypiam trzymając Sisuleńkę za łapkę i wedle słów Z. (ja śpię, więc nie wiem) śpimy tak długo w noc. Oczywiście, nie same, bo Nusia za chwilę dołączą do nas układając się na moich nogach. Nusia uwielbia się opierać. Nie może położyć się obok, wymaga podparcia i poczucia, że pod nią jest kawałek człowieka. Kilka nocy temu, w chwili, gdy próbowałam spod Nusi wyciągnąć nogę, postanowiła mnie przytrzymać. Pazurkami;) Nusia odkryła też ostatnio przyjemność wdrapywania się na łóżko pod kapę. Gdy tylko ma ochotę na sen, a szafka z ręcznikami jest zamknięta, wędruje do sypialni. Gusia, wciąż burcząca gniewnie, nie ustaliła sobie jeszcze stałego, wakacyjnego, rytmu przychodzenie po głaski, ale z mojej inicjatywy korzysta chętnie. I oczywiście też pakuje się nam do łóżka.

23 lipca 2010

Lechosław Herz. Wardęga. Opowieści z pobocza drogi.

Wydane przez
Wydawnictwo Iskry

"Nie przyjdzie im do głowy, że jak my umrzemy, a oni to wszystko rozdadzą, to nie będą mieć korzeni. W betonie nic nie urośnie."

Cytat z książki Agnieszki Szegedy "Kupię rękę" idealnie zharmonizował mi się z przesłaniem tekstów Lechosława Herza. Autor wiedzie nas bowiem w swoich opowieściach przez Nizinę Mazowiecką, Beskidy, Tatry, Pieniny i wiodąc przypomina o tym, jak istotne jest pamiętanie o tradycji i własnych korzeniach.

Urokliwość przedstawianych przez Lechosława Herza miejsc jest jednak podszyta smutkiem. Żal ludzi, którzy odeszli i bajań, których już nie dane będzie posłuchać, żal domów, które rozpadły się ze starości, żal tradycji wypieranych przez nowoczesność, bez których coraz trudniej zachować nam będzie tożsamość. 

We wspomnieniach Lechosława Herza znajdziemy wiele znanych nazwisk, sławetnych rodów i jednocześnie miejsca, które lata świetności mają za sobą i doceniane są przez pasjonatów (na szczęści ci wciąż istnieją). Zachwyt nad Magdalenką, jarmarkiem w Łowiczu, polami opisywanymi przez wielkich polskiej literatury, wąwozem nad Dunajem jaki znajdziemy w książce jest szczery i zaraźliwy - aż chce się wrzucić w plecak kilka niezbędnych rzeczy i wyruszyć na wędrówkę szlakiem pokonanym niegdyś przez Autora.

Cieszy mnie ta lektura, cieszy mądrość i empatia wobec świata jaką widać w słowach Lechosława Herza, cieszy wreszcie to, że wciąż ktoś zadaje sobie trud, by przypominać nam o miejscach, z których się wywodzimy, o tożsamości i korzeniach. Wszak na "betonie nic nie urośnie".

Agnieszka Szygenda. Kupię rękę.

Wydane przez
Wydawnictwo Bliskie

Książka Agnieszki Szygendy składa się z dwóch części. O ile ta pierwsza, dość drapieżna w wymowie, przypominała mi nieco tematyką "Kiedy byłem dziełem sztuki" E. E. Schmitta, to druga część - zdecydowanie refleksyjna - stanowiła spory kontrast wobec pierwszej części i nie przywoływała konkretnych skojarzeń moszcząc moje czytelnicze ego w ciepłej tematyce prorodzinnej i podnoszącej tradycje rodzinne do rangi leku na samotność.

Troje głównych bohaterów powieści cierpi z wyobcowania i osamotnienia. U każdego ów ból ma inne podłoże. Olgierd, rzutki trzydziestosiedmioletni biznesmen, wciąż próbuje poczuć się Kimś, bo w dzieciństwie mając rodziców nauczycieli nie czuł się wystarczająco doskonały. Inga, uzależniona mentalnie od rodziców i narzeczonego znanego od dzieciństwa, próbuje zaspokajać potrzeby innych poddając się zwyczajowemu dziewczyńskiemu poczuciu, że inni są ważniejsi od niej. Tomek, osierocony dość wcześnie przez ojca, czuje się niezręcznie wobec matki i w obliczu tego, że nie umie się nią zaopiekować tak jak obiecał to ojcu, że chce studiować, potrzebuje pieniędzy.

Potrzeba władzy, samostanowienia, pieniędzy rządzi ludzkimi losami już od wielu, wielu pokoleń. Nie omija też współcześnie żyjących, z tym, że doprowadzone do skrajnej postaci dążenie do zaspokojenia owych potrzeb może prowadzić do izolacji społecznej, większej niż ci dążący do władzy, samostanowienia i pieniędzy skłonni byliby przyznać.

Mimo, że wspomniane dwie części różnią się od siebie wymową, obydwie sprowokowały mnie do myślenia na tematy raczej przeze mnie omijane. Książka, którą "połknęłam" w jedno popołudnie, dała mi zaskakująco wiele. Z chęcią poszukam poprzedniej książki Pani Szygendy, by przekonać się, czy zawsze jej postacie są tak wyraziste, a powieści - przejmujące.

22 lipca 2010

Remontu ciąg dalszy...

Wróciliśmy do siebie w niedzielę. Wciąż jeszcze koty nie mogą odwiedzać wszystkich pomieszczeń, ale dwa pokoje i przedpokój zwiedzają swobodnie lekko zdumione zamkniętymi drzwiami do kuchni, czy łazienki;) Najważniejsze dla siebie miseczki i kuwetę oraz ludzi mają przy sobie i to - jak sądzę - liczy się najbardziej. 

Jako, że od kilkunastu dni jest u nas P. koty mają szansę zaprzyjaźnić się z kolejna osobą. Najwięcej uczuć okazuje P. Nusia. Liże go, bawi się z nim, ociera się o niego. Sisi jest zdecydowanie zdystansowana, a Gusia, jak to Gusia, pozwala się łaskawie głaskać, zasiada na kolanach P., ale gdy ów próbuje wykazać inicjatywę w kontaktach z Ko-córką, Gusia wyraża zdecydowane oburzenie;)

Zmierzamy powoli do oczyszczenia poremontowego balkonu, tak żeby się nie "marnował". 

A poniższe zdjęcie przedstawia Gusię w mieszkaniu M.:
:-D

21 lipca 2010

Danuta Wawiłow. Strasznie ważna rzecz.

Wydane przez
Wydawnictwo Pascal

Uwielbiam tę książkę dziś, tak samo jak uwielbiałam ją, gdy byłam dzieckiem. Wydanie, które leży na moim stole jest niemalże identyczne z tym sprzed laty - książka jest może tylko ciut dłuższa;)

Wiersze zgromadzone w tym tomie Danuta Wawiłow dedykowała córce. Jeśli tą córką jest Natalia Usenko, to można przypuścić, że owa dedykacja wpłynęła pozytywnie na młodszą z poetek:)

"Kałużyści", "Niewidzialna plastelina", Trudna zagadka", czy równie rewelacyjne jak inne wiersze "Urodzinki" towarzyszyły mojemu dziecięcemu poznawaniu świata. Recytowałam nie dostrzegając, że ich pamięciowe opanowanie należało włożyć jakiś wysiłek - zapisywały się w pamięci niedostrzegalnie. 

Jeszcze dziś zdarza mi się mówić "pożałuj mnie", gdy czuję, że codzienność gniecie mnie zbyt mocno...

"Strasznie ważna rzecz" budzi mnóstwo wspomnień, wywołuje ogrom skojarzeń. Podaruję tę książkę Helence, niech i ona rozsmakuje się w wierszach Danuty Wawiłow.

Robert Muchamore. Agenci Hendersona. Uciekinierzy.

Wydane przez
Wydawnictwo Egmont

Akcja powieści Roberta Muchamore'a rozgrywa się w czasach II wojny światowej, a dokładniej w chwili kiedy Niemcy zaatakowały Francję w 1940 roku. Dwoje dzieci ze zdumieniem dowiaduje się, że ich ojciec - szeregowy pracownik ambasady angielskiej - jest zaangażowany w działalność szpiegowską. Rose i Paul Clarke uciekają wraz z ojcem z Paryża chcąc dotrzeć jak najszybciej do swojej ojczyzny. Marc Kilgour, podrzucony na peronie dworca w Beauvais, przez dwanaście lat mieszkał w sierocińcu, aż wreszcie okrucieństwo dyrektora oraz sprzyjający moment ataku niemieckiego na okoliczne domy, skłoniły go do tego, by szukać ucieczki.

Osoba, która spaja losy trójki dzieci jest agent Henderson, przyjaciel Pana Clarka i właściciel mieszkania, w którym po przyjeździe do Paryża ukrył się Marc. W pewnym momencie Henderson przejmuje opiekę nad dziećmi i wyrusza z nimi w stronę upragnionej Wielkiej Brytanii.

Powieść jest adresowana do młodzieży, i to tej młodszej, około 12-13 lat. Akcja toczy się sprawnie, choć pewne opisane sytuacje z mojego, obrzydliwie dorosłego, punktu widzenia wydają się nieprawdopodobne. Ale z drugiej strony... Wojna przyniosła ze sobą wiele wydarzeń, które dziś wydają się niemożliwe.

Jako, że Agenci Hendersona to tytuł serii, spodziewam się wkrótce kolejnej równie atrakcyjnej powieści o dzieciach agentach.

19 lipca 2010

Natalia Kluczariowa. Wagon Rosja.

Wydane przez
Wydawnictwo Czarne

Jaka jest Rosja? Z czym ją kojarzymy? Bezkres Syberii, Plac Czerwony, kolej transsyberyjska, bieda, bogactwo... Pewnie mogłabym wymieniać długo... A co wiem o Rosji po lekturze książki Natalii Kluczariowej? Hm, to nie jest łatwa odpowiedź.

Nikita, niczym tajemne puzderko, gromadzi w sobie różne portrety Rosji i jej ludzi. Gromadzi w sobie ludzkie historie, żyje nimi, dźwiga nieszczęścia i pochłania smutki, stanowiąc jedynie element, który pozwala nam spojrzeć na bohaterów książki z większą uwagą, czy zainteresowaniem. On sam, zwyczajny Nikita, doświadcza w życiu dziwnych sytuacji, spotyka ludzi, których historie nie należą do codziennych.

W "Wagonie..." jest podobna różnorodność jak w pociągu z wiersza Tuwima. Tu starcy, tam transwestyci, tu pop, a tam Ala, która odrzucając dawne życie nie potrafi pokochać męża.Tu strach, a tam bezgraniczna miłość.

Ogromne wrażenie zrobiła na mnie manifestacja starych ludzi. Manifestacja, dzięki której biorący w niej udział chcieli zaistnieć w świadomości tych, decydujących o ich życiu. Zderzenie starości z młodością uczyniło z niemego krzyku o życie walkę rewolucyjną, ale czy taki był zamysł weteranów z błyszczącymi orderami na piersiach?

"Wagon Rosja" pozostawił we mnie uczucie niedosytu i wrażenie, że oszalały maszynista wciąż gna przed siebie ciągnąc za lokomotywą ów wagon. Że nie liczy się czas, ani miejsce... Że nie liczą się ludzie, a liczy się coś, co trudno określić - Rosja.

17 lipca 2010

Lech Kaczyński. Portret. Zebrał i opracował Michał Karnowski.


Wydane przez
Wydawnictwo M
Michał Karnowski zebrał teksty różnych ludzi traktujące o Lechu Kaczyńskim. Są to tekst napisane po 10 kwietnia 2010 roku. Bardzo różne są to teksty. Jedne zawierają przede wszystkim anegdoty, inne przedstawiają postać ś.p. prezydenta w szerszym kontekście, jeszcze inne można uznać za analizę sytuacji politycznej. To są teksty o Lechu Kaczyńskim, ale też o Polsce.

Wiele wypowiedzi zabarwionych jest smutkiem, a smutek ten wynika z tego, że postać prezydenta była przedstawiana w wielu mediach w sposób wręcz chamski. Oto Zdzisław Krasnodębski o Lechu Kaczyńskim pisze tak:

"Był jednym z przywódców Solidarności, jednak w świetle przekazów medialnych można było sądzić, że nie miał nic wspólnego z walką o wolność i dekował się na uniwersytecie, pisząc doktorat o Leninie. W otoczeniu Lecha Kaczyńskiego nie było ludzi pokroju Mieczysława Wachowskiego, Andrzeja Majkowskiego czy Marka Ungiera, ale oceniano je niezwykle krytycznie. W Pałacu nie balowali oligarchowie, on sam nigdy nie reklamował mebli japońskich, nie chwiał się pijany na grobach pomordowanych, nie niszczył urzędowych dokumentów, nie spiskował z generałami w Drawsku, mimo to właśnie jego oskarżano o zakulisowe machinacje i pomawiano o alkoholizm."

Tomasz Sakiewicz stwierdza:

"Lecz Kaczyński nie był krytykowany przez swoich przeciwników. Uczciwej krytyki mógł się doczekać co najwyżej we własnym obozie. To, co widzieliśmy przez pięć lat jego prezydentury, było świadomą egzekucją, której celem było wyeliminowanie go jako człowieka."

Myślę, że dzisiejsze wypowiedzi byłyby jeszcze smutniejsze, bo plucie na Lecha Kaczyńskiego nie skończyło się z chwilą Jego śmierci.

Książka jest cennym dokumentem - mamy w niej wypowiedzi matki Lecha Kaczyńskiego, Jego przyjaciół, polityków, dziennikarzy. Wiele faktów, o których ludzie powiedzieli w tej książce, nigdy nie pojawiło się w mediach, nawet po 10 kwietnia 2010. To nie jest książka dla hunwejbinów - to jest książka dla ludzi światłych, myślących i uczciwych. Bardzo dobrze, że książka wyszła teraz, niedługo po tragedii Smoleńskiej. Z pewnością powstanie jeszcze wiele książek o Lechu Kaczyńskim, o Polsce czasów, kiedy Lech Kaczyński był prezydentem, ale książka Karnowskiego ma, między innymi, ten atut, że teksty w niej zamieszczone są niekiedy ostre, pełne emocji, uczuć, pasji. I bardzo dobrze, bo to jest świadectwo.

Christopher McDougall. Urodzeni biegacze.

Wydane przez
Wydawnictwo Galaktyka

Nigdy nie lubiłam biegać. Mam wciąż w pamięci trzy z dwoma minusami jakie dostawałam w podstawówce za bieg na 600 metrów. A jednocześnie zazdroszczę tym, którzy - ot, choćby jak moja siostra - biegają i czują się z tym dobrze. I ta zazdrość popchnęła mnie do lektury książki o biegaczach, którzy z umiejętnością doskonałego biegania się urodzili.

Tarahumra to plemię żyjące w Meksyku i w środowisku biegaczy znane z niezwykłych zdolności organizmu pozwalających im na bieganie ponad zwyczajową ludzką wydolność.

W książce oprócz opisów niezwykłych wyczynów biegaczy znajdziemy teorie dotyczące przyczyn kontuzji u osób uprawiających bieganie, związane z wyginięciem neandertalczyków i przetrwaniem homo erectus. Poczytamy o treningu przed bieganiem, o najlepszych w historii sportu biegaczach, o sposobach na utrzymanie siebie, a właściwie swojego ciała w doskonałej do biegania kondycji.

Zwykłe - niezwykłe przypadki biegaczy, wydarzenia, w które trudno uwierzyć, a to wszystko przedstawione z humorem i fachowością i tak, że aż trudno powstrzymać się przed tym, by spróbować biegania. Może na boso?

Gorąco polecam:)