17 lipca 2010

Lech Kaczyński. Portret. Zebrał i opracował Michał Karnowski.


Wydane przez
Wydawnictwo M
Michał Karnowski zebrał teksty różnych ludzi traktujące o Lechu Kaczyńskim. Są to tekst napisane po 10 kwietnia 2010 roku. Bardzo różne są to teksty. Jedne zawierają przede wszystkim anegdoty, inne przedstawiają postać ś.p. prezydenta w szerszym kontekście, jeszcze inne można uznać za analizę sytuacji politycznej. To są teksty o Lechu Kaczyńskim, ale też o Polsce.

Wiele wypowiedzi zabarwionych jest smutkiem, a smutek ten wynika z tego, że postać prezydenta była przedstawiana w wielu mediach w sposób wręcz chamski. Oto Zdzisław Krasnodębski o Lechu Kaczyńskim pisze tak:

"Był jednym z przywódców Solidarności, jednak w świetle przekazów medialnych można było sądzić, że nie miał nic wspólnego z walką o wolność i dekował się na uniwersytecie, pisząc doktorat o Leninie. W otoczeniu Lecha Kaczyńskiego nie było ludzi pokroju Mieczysława Wachowskiego, Andrzeja Majkowskiego czy Marka Ungiera, ale oceniano je niezwykle krytycznie. W Pałacu nie balowali oligarchowie, on sam nigdy nie reklamował mebli japońskich, nie chwiał się pijany na grobach pomordowanych, nie niszczył urzędowych dokumentów, nie spiskował z generałami w Drawsku, mimo to właśnie jego oskarżano o zakulisowe machinacje i pomawiano o alkoholizm."

Tomasz Sakiewicz stwierdza:

"Lecz Kaczyński nie był krytykowany przez swoich przeciwników. Uczciwej krytyki mógł się doczekać co najwyżej we własnym obozie. To, co widzieliśmy przez pięć lat jego prezydentury, było świadomą egzekucją, której celem było wyeliminowanie go jako człowieka."

Myślę, że dzisiejsze wypowiedzi byłyby jeszcze smutniejsze, bo plucie na Lecha Kaczyńskiego nie skończyło się z chwilą Jego śmierci.

Książka jest cennym dokumentem - mamy w niej wypowiedzi matki Lecha Kaczyńskiego, Jego przyjaciół, polityków, dziennikarzy. Wiele faktów, o których ludzie powiedzieli w tej książce, nigdy nie pojawiło się w mediach, nawet po 10 kwietnia 2010. To nie jest książka dla hunwejbinów - to jest książka dla ludzi światłych, myślących i uczciwych. Bardzo dobrze, że książka wyszła teraz, niedługo po tragedii Smoleńskiej. Z pewnością powstanie jeszcze wiele książek o Lechu Kaczyńskim, o Polsce czasów, kiedy Lech Kaczyński był prezydentem, ale książka Karnowskiego ma, między innymi, ten atut, że teksty w niej zamieszczone są niekiedy ostre, pełne emocji, uczuć, pasji. I bardzo dobrze, bo to jest świadectwo.

29 komentarzy:

niebieska pisze...

to chyba książka też dla mnie

Elenoir pisze...

Ja oceniam prezydenturę Lecha Kaczyńskiego bardzo krytycznie i nie zamierzam zmieniać swojej opinii, choćby nie wiem ile pseudoautorytetów w rodzaju pana Krasnodębskiego czy Migalskiego (którzy nieustannie kompromitują się w mediach) lukrowało tamte czasy i tę postać.
Książka z pewnością dokumentuje pewną epokę, ale reprezentuje tylko jeden punkt widzenia i daleko jej do obiektywizmu, o ile można sądzić na podstawie doboru autorów.

wyrus pisze...

>Elenoir

A kto Ci każe zmienić jakąkolwiek opinię? Karnowski z pewnością nie zmontował tek książki po to, żebyś Ty opinię zmieniała :-))

Pozdro.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Niebieska,
zatem dobrej lektury.

Kasiek - o mnie pisze...

Będę musiała nabyć, aczkolwiek po to by wesprzeć moje dobre zdanie!.

Szkoda, ze autorowi dostanie się za subiektywizm i pisanie z jednego punktu widzenia, jak pluto ns Śp. to nikomu nieprzeszkadzało, że zasada audiatur et altera pars nie ma zastosowania....

Elenoir pisze...

Wyrus, nie twierdzę, że książka została napisana w tym właśnie celu. Osoby o moich poglądach odsądza się od czci i wiary, a tego typu laurkowate publikacje mają po prostu przesłaniać fakty. Przeczytają to zwolennicy Lecha Kaczyńskiego, aby się w swoich opiniach utwierdzić, i ludzie na co dzień niezainteresowani polityką, aby jakieś opinie zdobyć.

Szkoda, że niektórzy wykorzystują tę katastrofę lotniczą, ten dramat rodzin i bliskich 96 osób do własnych celów politycznych i zarobkowych. Przez kilka kwietniowych dni można się było łudzić, że tak się nie stanie. A jednak.

wyrus pisze...

>Elenoir

"tego typu laurkowate publikacje"

Słuchaj - a przeczytałaś tę książkę? Jeżeli przeczytałaś, to super - liczę na to, że wskażesz te laurkowate fragmenty, które powodują, że publikacja jest laurkowata. Jeżeli jednak książki nie przeczytałaś, to o czym w ogóle dyskutujesz? Wzięłaś sobie wzór z Bartoszewskiego, czy jak?

***

"Szkoda, że niektórzy wykorzystują tę katastrofę lotniczą, ten dramat rodzin i bliskich 96 osób do własnych celów politycznych i zarobkowych."

Podzielam to zdanie jak najbardziej! Też żałuję, że rząd Rzeczpospolitej Polskiej, zamiast - jak na suwerenną ekipę przystało - robić wszystko, aby sprawę wyjaśnić, wykorzystuje śmierć 96 ludzi do celów politycznych.

Pozdro.

navrant pisze...

Moim zdaniem zawsze szkoda, że Takie książki dopiero powstają po śmierci... Może gdyby powstały w trakcie opinia byłaby zupełnie inna?
Poza tym jak autor może próbować być obiektywnym skoro tragedia wydarzyła się raptem 3 miesiące temu? Trzeba lat i lat, żeby obiektywnie ocenić samego Lecha Kaczyńskiego jak i jego prezydenturę. Nie w jeden dzień Rzym zbudowano.
Ja nigdy nie lubiłam Lecha Kaczyńskiego jako polityka. Krytykowałam go i jego śmierć nie zmieniła mojej opinii o nim. Chociaż spowodowała wyznaczenie pewnej granicy między człowiekiem, który rządzi państwem, a człowiekiem-człowiekiem. Nieszczęśliwie media ten drugi wizerunek stłumiły. Dopiero po katastrofie wspominano wszystkie "dobre" uczynki. A szkoda, szkoda.

Anonimowy pisze...

A jakie konkretnie "dobre uczynki"? I nie pisz o Muzeum Powstania, bo to bylo czyste wyrachowanie polityczne...

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Elenoir,
w mojej recenzji nie ma ani słowa o tym, że a Kaczyńskiego popieram albo nie popieram. Ja tylko wykazuję, że przez pięć lat urzędowania Kaczyńskiego w zdecydowanej większości mediów trwała nagonka na tego człowieka - Autorzy niektórych tekstów zamieszczonych w książce właśnie o tym mówią. Powtarzam: jest w książce mnóstwo faktów, o których w mediach nie było ani słowa, aż do dzisiaj. Dla mnie jest to rzecz cenna - bo to jest kolejny przyczynek do pisania naszej historii. Jeszcze raz położę nacisk na to, o czym napisałam w swoim tekście - to nie jest książka dla huunwejbinów; to jest książka dla ludzi, którzy nie boją się faktów i którzy potrafią myśleć na przyzwoitym poziomie. Nie chcę rozszerzać pola dyskusji - nie chcę bawić się w socjologię, psychologię, czy metodologię - dictum sapienti sat.

Kasiek,
czekam na Twoje wrażenia z lektury:)

Navrant,
taka książka nie mogła powstać wcześniej.

Anonimowy,
a przytoczysz "złe uczynki"?

nicek pisze...

Eleonoir,

"Ja oceniam prezydenturę Lecha Kaczyńskiego bardzo krytycznie"

Czy mogę wiedzieć, dlaczego?
Rozumiem bowiem, że masz jakieś konkretne zarzuty odnośnie tej prezydentury i nie jesteś kolejnym kibolem nienawidzącym śp Lecha Kaczyńskiego bez żadnego racjonalnego powodu.
Gdybyś mogła tak w kilku punktach, ale konkretnie (nie ogólnikami typu "zła polityka międzynarodowa", tylko konkretnie, co w niej było złe itd.), napisać co takiego złego robił Prezydent, że oceniasz jego urzędowanie krytycznie, to byłbym ci bardzo wdzięczny. Staram się być człowiekiem otwartym na argumenty i chetnie modyfikuję swoje przekonanie by nie tkwić w błędzie.

To jak będzie, napiszesz?

nicek pisze...

Anonimowy,

"A jakie konkretnie "dobre uczynki"? I nie pisz o Muzeum Powstania, bo to bylo czyste wyrachowanie polityczne..."

1. tego, czy czyste wyrachowanie polityczne nie wiemy, chyba że masz jakiś wgląd do świadomości śp. Prezydenta. Porzuć więc te insynuacje, OK?

2. jakie znaczenie ma, dla oceny tego, czy czyn jest dobry czy zły, to w jakiej został dokonany intencji? Jeśli nakarmię głodnego (choćby z tego powodu, by samemu poczuć się lepiej), to głodny jest nakarmiony czy nie jest? Dobro, w postaci nakarmienia, się dokonało czy nie?

3. Niezależnie od wszystkiego Muzeum Powstania Warszawskiego powstało i jest to faktem. I faktem jest, że przez 20 lat polskiej koncesjonowanej wolności to właśnie Lech Kaczyński doprowadził do jego powstania i uhonorowania tych wszystkich ludzi, którzy w tym powstaniu brali udział i oddali życie. Nie zrobił tego ani prezydent Jaruzelski- morderca Polaków ze stanu wojennego, nie zrobił tego prezydent Wałęsa znany jako TW Bolek, nie zrobił tego prezydent Kwaśniewski, ex pzprowski aparatczyk i alkoholik chwiejący się po pijaku nad grobami polskich pomordowanych oficerów. Zrobił to prezydent Kaczyński.
Ja rozumiem, że dla jego politycznych przeciwników to bolesne, ale taki jest fakt. I to jest bezdyskusyjne.
Byłoby miło, gdyby zwalczanie przeciwników politycznych odbywało sie w atmosferze elementarnej uczciwości, bez kibolstwa. Nie uwazasz?

Sara (sarusia5@onet.eu) pisze...

Nie dla mnie:)

2lewastrona pisze...

no biorąc pod uwagę komentarze - tematyka sporna :)

wyrus pisze...

>2lewastrona

No sporna tematyka, ale to wynika z tego, że niektórzy Komentatorzy mylą, że tak powiem, metodologię z credo.

Pozdro :-)

2lewastrona pisze...

:) pozdro wyrus :)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Nicek,
miło Cię widzieć w moich progach:)

Saro,
;)

Mary,
ciekawe czy szum będzie podobny jak przy Domosławskim;)))

Elenoir pisze...

Nie czytałam książki, ale ze strony, do której linkowała Prowincjonalna Nauczycielka, dowiedziałam się, czyje teksty w niej zamieszczone. Poglądy większości tych osób znam z innych mediów, trudno żeby w tej publikacji zaczęły nagle głosić coś innego.

"Nagonkę" stosują wszystkie strony - taka jest nasza polska polityka, takie są polskie media, tak się u nas zdobywa wyborców.

Ten blog nie jest z pewnością miejscem odpowiednim do toczenia politycznych sporów, więc nie będę się długo rozwodziła na temat wad prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Za największą uważam to, że był prezydentem tylko określonej części obywateli - zwolenników swojego ugrupowania, dzielił Polaków na tych lepszych i tych gorszych. Dostosowywał się zwykle do polityki swojego brata, nawet gdy nie bardzo było mu z nią po drodze. Był populistą, podobnie zresztą jak brat - sprzeciwiał się wszelkim reformom, które godziły w przywileje jakiejś grupy społecznej, zupełnie nie zważając na koszty utrzymania status quo, które ponoszą wszyscy obywatele. Nie potrafił prowadzić polityki profesjonalnie, spojrzeć obiektywnie na pewne sprawy - ktoś tak drażliwy na punkcie swojej osoby powinien raczej zajmować się czymś innym. Pełnił ten urząd ponad cztery lata, a właściwie trudno wymienić jakieś jego osiągnięcia z tego okresu. Przecież gdyby nie ta katastrofa lotnicza, nie zostałby wybrany na drugą kadencję, może nawet nie byłoby drugiej tury. No ale cóż, wielu osobom wydaje się, że tragiczna śmierć uszlachetnia i wybiela ofiary.

magamara pisze...

Moim zdaniem tego typu ksiazki powinny pojawic sie troche pozniej. Co nam po portrecie napisanym zaraz po smierci portertowanego? Tak, jak wspomnialas przebija przez niego smutek i same komentarze z pewnoscia mocno ubarwione sa tragedia. Czekam na portert, ktory pokazalby i postac i sama prezydenture z perspektywy czasu (za jakies 2 lata).

Pozdrawiam serdecznie

nicek pisze...

Prowincjonalna nauczycielko,

czytam w miarę regularnie, teraz się trafiło w co wbić zeby

;)

nicek pisze...

chyba mi wcielo odpowiedz dla Elenoir

Anonimowy pisze...

A ja się cieszę.że ktoś napisał książkę o śp.Lechu Kaczyńskim .niewiele mamy rzetelnej wiedzy nt.prezydentury.jego codziennego życia ze wspólpracownikami.chętnie przeczytam o tym.uważam .że im więcej na ten temat wiedzy. tym lepiej.jestem pod wrażeniem .że jako jedyny prezydent chciał oddać hołd pomordowanym w Katyniu naszym rodakom.i własciwie tak się stało. bo o tym usłyszał świat.nawet w dalekiej Ameryce.chylę czoła przed Panem Prezydentem Lechem Kaczyńskim .dla mnie jest bohaterem.

wyrus pisze...

>Elenoir

Bez obrazy, ale jest, jak napisałem w komentarzu wyżej - mylisz metodologię z credo :-)) Piszesz np., że książki nie czytałaś, ale poglądy autorów tekstów znasz, więc nie oczekujesz niczego, czego już nie znasz. Postępujesz właśnie tak, jak Bartoszewski, który innej też książki też nie czytał, ale wiedział a priori, że to przewodnik po burdelach. Ot, taki sznyt ludzi oświeconych.

Powiem Ci o co chodzi z książką Karnowskiego i co ma na myśli Autorka tego bloga. Otóż jest tam np. tekst Jana Żaryna - Ty pewnie znasz poglądy Żaryna i nie oczekujesz, że Żaryn swoje poglądy zmieni. A Żaryn pisze np. o tym, że Lech Kaczyński organizował systematycznie takie specjalne seminaria w Lucieniu (kto o tym wie? :-)). No i różni ludzie brali w tych seminariach udział, ludzie rozmaitych opcji politycznych i rozmaitych środowisk. Np. Janusz Tazbir, Andrzej Chojnowski czy Aleksander Smolar. O takie właśnie rzeczy chodzi w tej książce - o fakty, o masę faktów, których nikt nie zna, bo media o nich nie mówiły. No mnie się wydaje, że jak już gdzieś coś robił Smolar, to Gaz. Wyb. powinna o tym krzyczeć, a jednak nie krzyczała :-)))

Powtarzam - ustawiłaś się do książki pod kątem politycznym, książki nie czytałaś, w związku z czym jedyne, co możesz robić, to psuć tutaj powietrze. Zauważ, że napisałaś, iż jest to książka laurkowata, a później przyznałaś, że książki nie znasz - to są żenujące standardy.

Autorka dobrze napisała w swojej notce - to nie jest skiażka dla hunwejbinów.

Pozdro.

Gosia pisze...

Dzięki za recenzję. Mam tę książkę, ale jeszcze jej nie czytałam. Polecam też "Lech Kaczyński: opowieść arcypolska", dobrze się czyta a jest tam wiele ważnych faktów i ocen. I wcale to nie laurkowa książka.
Co do "dyskusji" o śp. Lechu Kaczyńskim. Nie ma co dyskutować z osobami, które tylko powtarzają opinie mediów mainstreamowych, a wydaje im się, że mają własne zdanie.
Pozdrawiam :)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Magmara,
ale czy dwa lata to odpowiedni czas, aby nabrać perspektywy? A jeśli nie dwa, to ile? To trudne, niemalże niemożliwe ustalenia, więc ja skłaniam się do tego, że czas opublikowania tej ksiązki jest czasem właściwym.

Nicek,
miło mi:)

Gosiu,
świetne zdanie podsumowujące;)

nicek pisze...

Elenoir,

tak jak sądziłem, zamiast konkretów zaaplikowałaś tu zestaw popularnych klisz, standardowych haseł propagandowych i pustosłowia.
Dlatego, jeśli jesteś w stanie, napisz:
1. w czym się rózni bycie prezydentem częsci Polaków przez Lecha Kaczyńskiego, od bycia prezydentem części Polaków wszystkich innych prezydentów, którzy też nie byli wybrani jednogłośnie, z Komorowskim na czele, którego ja za swojego prezydenta nie uważam np.?
2. Na czym polegało dzielenie Polaków na lepszych i gorszych? Czy doznałaś jakichś szykan z tego powodu, niesprawiedliwości, czy czegokolwiek? Jak odczułaś swoją gorszość?
3. W czym się rózni (hipotetyczne) dostosowywanie się Lecha do polityki brata, od dostosowywania się Komorowskiego do polityki Tuska? I co niby w tym złego, skoro jakąś politykę prezydent prowadzić musi jeśli nie chce być dodatkiem do żyrandola?
4. Na czym polegał populizm Lecha Kaczyńskiego i czym się rózni on od populizmu innych prezydentów/polityków?
5. Jakim to reformom sprzeciwiał się Lech Kaczyński i czy rząd Tuska przedłożyć jakiekolwiek reformy ze swoich szuflad pełnych ustaw?
6. Jakie to koszta ponoszą obywatele w wyniku działalności Lecha Kaczyńskiego i jak one się mają do rekordowego zadłużenia ufundowanego nam przez rząd Tuska?
7. Co to znaczy, że nie potrafił prowadzić profesjonalnej polityki?
8. Na czym polegała drażliwość na punkcie własnej osoby i czy reakcje na nazywanie prezydenta "chamem", "skurwysynem", "kartoflem" to jest nadużycie czy normalna rzecz u kogoś, kto szanuje sam siebie? Ty, jak rozumiem, nie reagujesz gdy ktoś cię opluwa?
9. To, że tobie trudno wymienić jego osiągnięcia nie znaczy, że ich się wymienić nie da, może uczciwiej by było, aby się zwyczajnie przyznać do ignorancji?
10. Skąd wiesz, jakie miał szanse w drugiej turze, skoro jego brat, ten "gorszy" i bardziej znienawidzony bliźniak o mało nie pokonał Gajowego?

I na koniec- śmierć zawsze uszlachetnia. Powinna też uszlachetniać tych, którzy zostali. W Polsce jednak nie tyle nie uszlachetnia, co prowokuje różnych impertynentów do opluwania i lżenia zmarłych, tobie to nie przeszkadza?

2lewastrona pisze...

uhuhu... ciekawie tu :D

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Mary,
prawda?:)Bardzo mnie to cieszy:)

Anonimowy pisze...

Był taki czas gdy prezydentem USA był Ronald Reagan. Priorytetem jego polityki było rozwalenie Sowietów. Sposobem na to był wyścig zbrojeń i w rezultacie zazbrojenie Sowietów na śmierć. Wielu uczonych "autorytetów" najczęściej idących na pasku KGB w ichnich mediach mieszała Ronalda z błotem, że "podżegacz wojenny" i co on chce od tego cudownego, demokratycznego ZSRR. Reagan jednak nie dał się zastraszyć i jak trzeba było to zwyzywał krytykujących go dziennikarzy na konferencjach prasowych słowami okreslanymi powszechnie jako jako obraźliwe. Minęły lata, rozleciał się Sowiet, wyszły na jaw rozmaite fakty na temat komunistycznego reżimu i raptem stał się cud: Reagan przestał był "najgorszym prezydentem", a stał się wizjonerem politycznym, najlepszym prezydentem po Roosevelcie o ile w ogóle nie największym w XX stuleciu. Piszą o nim książki wychwalające go pod niebiosa, rysują komiksy, tworzą filmy, albumy, fotokroniki etc. W Polsce upowszechnianiem raeganomanii zajmuje wydawnictwo FMP publikukąc książki o nim.

Śmierć prezydenta Kaczyńskiego przydała mu nimbu wybitności. Na topie jest pisać o nim. Autorów nie interesują żadne spory polityczne, ale pokazanie człowieka i faktów przemilczanych z premedytacją w mediach tzw. mainstreamowych. Książka się ma dobrze czytać.

Wyobraźmy sobie biografię Marszałak Piłsudskiego wydaną po jego śmierci w 1935 r. przez bardzo wpływowego historyka prof. Michała Bobrzyńskiego, który go po prostu nie cierpiał.