Najmniejsza w rodzinie


Tak się jakoś porobiło, że najmniejszą w rodzinie została Gusia. Nuśka, czyli nasz Mały Misiu, urosła wzdłuż, wszerz, wzwyż i Guziolek stał się kotkiem najmniejszym.

 Gusia nieodmiennie nas zachwyca. Zachwyca tym wszystkim, co dla innych Ko-córek jest zwyczajnością - robieniem "poka brzuszka", lizaniem człowieka po ręce", ocieraniem się o dłonie, czy twarz. Tę przedziwną optykę ustawiło w nas to, że kiedy trafiła do rodziny była dzikim dzikuskiem, który z opcji socjalizacyjnych miał włączona jedynie tę, by wspinać się człowiekowi po nodze, gdy jest się głodnym.

Pamiętam jak martwiliśmy się, że nie "dogadają się" z Sisi, jak pierwsze dni upływały nam w nerwowym spoglądaniu na koty i w obawach, czy nie wyrządzą sobie krzywdy. W końcu obydwie były już dorosłe i mogły nie życzyć sobie towarzystwa.

Gusia jest kotem najbardziej z naszych kotów osobnym. Może wpływ na to ma wiek w jakim do nas trafiła? I to, ze nie wychowywaliśmy jej od cztero-, czy sześciotygodniowego szkraba? Z drugiej strony - ona jedyna przychodzi leżeć na naszych kolanach, domaga się naszej uwagi, przy jednoczesnym - głośnym i burkliwym - oznajmianiu, kiedy ma już dość naszego zainteresowania.

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Piękny Guziolek ,z torbą jej do twarzy:)

abigail pisze...

Najmniejsza w rodzinie też wydaje się całkiem sporym kotkiem :))... Miziaki dla Gusi :).

kociokwik pisze...

Prawda?

Abigail,
bo to duże Kocice są;)))

ewung pisze...

Bura ślicznotka. Fajnie tak czasem zadumać się nad naszymi kotami, powspominać jak to było kiedy do nas trafiły. Wymiziaj najmniejszą kotusię ode mnie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Prowincjonalna nauczycielka , Blogger