10 stycznia 2011

Maeve Binchy. Głogowy gaj.

Wydane przez
Wydawnictwo Prószyński - S-ka

"Głogowy gaj" czekał na lekturę już dość długo. Gdy okazało się, ze wkrótce powinien wrócić na biblioteczne półki zmobilizowałam się i przeczytałam (nie lubię oddawać książek, których nie przeczytałam). Okazało się, że to idealna lektura na aktualne warunki pogodowe. A już czytanie jej z dwoma kotami ułożonymi na sobie stanowi prawdziwie szczęśliwe dopełnienie wyobrażań o miłym wieczorze.

Na obrzeżach miasta Rossmore, w głogowym gaju, jest studnia. Do jej patronki, Św. Anny, pielgrzymują ludzie z miasteczka, okolicznych miast, całej Irlandii, a także z zagranicy. Wierzący w moc sprawczą Św. Anny proszą ją o męża, dziecko, zdrowie, rozwiązanie kłopotów, żonę i mnóstwo innych, znanych tylko pielgrzymującym, spraw.

Maeve Binchy przedstawia losy różnych osób związanych z Rossmore. Co ciekawe - każdą z historii opowiada dwoje ludzi - żona i mąż, siostry, rodzeństwo, pracownica i właściciel salonu fryzjerskiego, jedno z rodziców i dziecko. Ich historie tworzą barwny kolaż, obraz mieszkańców miasta, odzwierciedlają jego klimat. Problemy osób portretowanych w "Głogowym gaju" są zwyczajne - od kogoś odszedł mąż, ktoś drugiemu zazdrości pogody ducha, kogoś irytuje się czyimś dobrobytem, a ktoś inny, z pomocą Świętej, odnajduje osobę sobie bliską.

Nie odkryłam jeszcze co stanowi o uroku książek Maeve Binchy. Wiem jednak, że ich lektura budzi pragnienie, by wierzyć w dobry świat.

14 komentarzy:

Kinga pisze...

też nie lubię oddawać nieprzeczytanych książek do biblioteki. W efekecie tonę w bibliotecznym stosie a własne książki czekają i czekają ;)

Twoja recenzja mnie zaciekawiłą, muszę rozejrzeć się za tą lekturą (znów w bibliotece ;) )

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Kinga,
bogactwo katalogu bibliotecznego wodzi mnie na manowce;)

Iza pisze...

O dziwo czytałam.:)
Ciesze się, że okładka wygląda na sklonowaną z wydania brytyjskiego (wreszcie koniec z koszmarnymi okładkami ze strszych wydań).

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Iza,
a czemuż "o dziwo"?:)
Okładka faktycznie lepsza niż w np. opisywanym przeze mnie "Wieczorze...", dużo lepsza;)

kasia.eire pisze...

ja też się cieszę z tej okładki, faktycznie kopia wyd irlandzkiego. Kocham Maeve i się tego nie wstydzę, co już zresztą tutaj mówiłam. Dobrze to ujęłaś, ona ma coś, co sprawia, że człowiek nabiera wiary w innych ludzi, w to, że świat może być piękny. To jest magia literatury

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Kasiu,
jej książki należą do tych, o których kiedyś pisała Padma - podnoszących na duchu ("comfort read"). Mimo, że na tej liście (http://indiaknight.posterous.com/ultimate-comfort-reads) jej nie ma.

Bujaczek pisze...

Bardzo ciekawa recenzja ;)

kasandra_85 pisze...

Interesująca recenzja.... Mnie przekonałaś do książki :) Pozdrawiam

Scathach pisze...

Jeśli gdziekolwiek widzę słowo "Irlandia" od razu mam ochotę pędzić do sklepu lub biblioteki. A że jak czytam w komentarzach, ze książka podnosi na duchu, to przepadłam całkowicie.
:))

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Bujaczek,
:)

Kasandra,
cieszę się:)

Scathach,
polecam gorąco! Mnie zaraziła w/w Kasia.Eire:)

szfagree pisze...

Pierwszy raz słyszę o tej książce, ale chętnie bym ją przeczytała :D

Anonimowy pisze...

a ja juz jakis czas temu ja przeczytalam...bo lubie "przegryzac" kryminaly innymi tematami...bardzo mi sie podobala- o ile dobrze pamietam,kupilam ja ze wzgledu na okladke...czesto tak robie! :)jesli nie znam autora...i bardzo rzadko zaluje... pozdrawiam wszystkich pozeraczy ksiazek....
Joanna

ysabellbooks pisze...

Jak to dobrze, że Prószyński ją teraz tak ładnie wydaje... Ja sobie ostatnio w antykwariacie kupiłam dwie jej książki ze starymi okładkami i chyba muszę je obłożyć w jakiś ładny papier, bo patrzeć na nie nie mogę...

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

ysabellbooks,
nie wiem na ile nowe jest to wydanie, ale trzeba przyznać, że styl okładki jest zdecydowanie przyjaźniejszy:)