24 lutego 2011

Akcent (4 2010)

Ostatni numer "Akcentu" zaczyna się mocno, bo tekstem Hanny Krall będącym jedną z części książki "Biała Maria", która ukaże się już niedługo, bo wiosną.  W "Domu opieki" śledzimy monolog starszej pani wspominającej lata wojny i przysposobienie żydowskiej dziewczynki. O Hannie Krall i jej książce "Różowe strusie pióra" pisze zajmująco Joanna Krocz. 

Z dużym zainteresowaniem przeczytałam tekst Istvana Kovacsa opisującą wizyty Ryszarda Kapuścińskiego na Węgrzech, rozmowę jaką przeprowadził tłumacz z reportażystą i fragmenty korespondencji obydwu panów. Dała mi do myślenia wypowiedź Kapuścińskiego: "Dzisiaj postawa pisarza jest czasem dla społeczeństwa ważniejsza od utworów, jakie ów pisarz napisał, i od wrażenia, jakie one robią na czytelniku. Nie twierdzę, że to jest w porządku, ale tak jest. Kiedy w kraju biorę udział w spotkaniach autorskich i pytają mnie o moich kolegów po piórze, to owe pytania nie dotyczą tego, co X czy Y napisał, lecz tego, jak się zachowuje. Bo to jest dla czytelnika ważniejsze. Dlatego sądzę, że zmieniła się rola i miejsce twórcy w społeczeństwie..." [s. 25]

Artykuł Agaty Firlej "Kolekcjonować, żeby być" rozważającej to, czy kolekcjonerstwo stanowi tendencję nieodłączną postmodernizmowi sprawił, że na mojej liście lektur pojawiły się kolejne tytułu warte tego, by się nimi zainteresować. Marcin Czyż interesująco analizuje prozę Jurija Andruchowicza i wyłaniającą się z jego utworów Ukrainę, a Maria Szlachetko zachęca do sięgnięcia po "Kręgi obcości" Michała Głowińskiego. Andrzej Orłowski pisząc o powieści Wojciecha Chmielewskiego przytacza - uwaga - recenzje blogerów, szczególnie podkreślając opinie nt. książki zamieszczone na blogu Słowem Malowane i Czytanki Anki (Gratuluję!). Wiesława Turżańska przykuła moją uwagę tekstem poświęconym Melchiorowi Wańkowiczowi. Ciekawym zabiegiem okazała się analiza wierszy Marianny Bocian dokonywana w dwugłosie przez Alinę Kochańczyk i Ewę Dunaj. Zamieszczony już pod koniec czasopisma esej Marka Danielkiewicza zatytułowany "Węgrzy, czyli pochwałą ulicy". zapachniał mi wakacjami.

Brak komentarzy: