16 lutego 2011

Helle Helle. Prom do Puttgarden.

Wydane przez
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria

Gdy skończyłam czytać książkę uświadomiłam sobie, że najważniejsze w jej rozumieniu były dla mnie zdania:
"Od czasu do czasu myślałam o sobie jak o silosie stojącym na skraju zaoranego pola. Nie wiedziałam, co znajduje się w środku. Może nie było tam nic."[s.91]

Jane rzuciła studia i wróciła do domu. Mieszka ze starszą siostrą i jej córeczką. Zaczyna pracować w sklepie kosmetycznym na promie. Jej życie toczy się między dzielonym z krewnymi mieszkaniem, a ludźmi poznanymi w pracy. W tle siostrzanych rozmów trwają ich matka i babcia - kobiety samotnie wychowujące córki, silne, ale płacące za ową siłę długością życia.

"Prom do Puttgaeden" to niepokojąca historia. Emocje są w niej rzadko okazywane, a jeśli już - to nie przez główną bohaterkę. Jane patrzy na świat z dziwną obojętnością. Nawet relacje dziewczyny z mężczyznami przesycone są jej zdystansowanym stosunkiem wobec ludzi. Oschłość bohaterki chwilami może drażnić, chwilami wzmaga zainteresowanie światem wykreowanym przez Helle Helle.

Autor tej recenzji twierdzi, że Jane cierpi na atrofię uczuć. Podpisuję się pod tym i dopowiadam - atrofia bohaterki może zarazić czytelnika. Przynajmniej na chwilę.

2 komentarze:

biedronka pisze...

zainteresowałaś mnie ;)
Sięgnę :)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Biedronka,
dobrze:)