20 lutego 2011

Niedzielnik nr 14


Tak się jakoś zawsze dzieje, że w weekend mam najmniej czasu na czytanie i pisanie. Zazwyczaj są to dni przeznaczone na odpoczynek, u mnie jednak w sobotę i niedzielę dziwnie kumulują się wydarzenia wymagające mojej aktywności. Tym razem weekend upłynął nam pod znakiem kotów. Po pierwsze - wciąż świętowaliśmy Dzień Kota, po drugie - przekazywaliśmy Ingę do domu mającego być domem stałym. Szczególnie to drugie okazało się być wyczerpujące emocjonalnie.

*   *   *

Ostatnio trafiają w moje ręce książki o zwierzętach. I to, nie wiedzieć czemu, przeważnie o psach. Ufna w to, że tym sposobem los chce mi coś powiedzieć, wysłałam kupon lotka licząc na wysoką wygraną pozwalającą kupić dom na końcu świata. W domu, rzecz jasna, od razu pojawiłby się pies. Albo dwa. Niestety - los daje na razie znaki tylko książkami. Na resztę muszę poczekać;)

*   *   *

Zaraziłam moją Mamę "Dożywociem" :) Od wczoraj czyta o Konradzie i jego współmieszkańcach zaśmiewając się do łez. Czy istnieje fan klub Lichotki?

*   *   *

W raporcie nt. czytelnictwa w Polsce opublikowanym kilka dni temu znaleźć można informacje przerażające. Interesujący jest tekst dr Romana Chymkowskiego będący komentarzem do wyników badań. Jeden z fragmentów brzmi tak: "(...) u podstaw myślenia o kulturze czytelniczej Polaków tkwi pewne nieporozumienie. Polega ono na tym,  że wielu osobom zabierającym głos w tej sprawie wydaje się, że czytanie to część wąsko pojętej „kultury”, czyli sfery, która w tym ujęciu właściwie tożsama jest z tym, co ludzie robią  w  czasie wolnym, a zatem deklarowana „troska o stan czytelnictwa” to nic innego jak znany od dawna niepokój warstw wykształconych o stan duszy ludu. Znamienne, że same osoby wyrażające zatroskanie niskimi wskaźnikami czytelnictwa nazywają  siebie  na  przykład „miłośnikami książki”, przez co już w punkcie wyjścia sytuują  się  poza  sferą praxis. W tym duchu mówi się wiele o tym, że książki mają swoją  formą  zachęcać do czytania, a biblioteki publiczne powinny być  pełne atrakcji przyciągających zwłaszcza młodych ludzi, którzy – zapewne mimochodem – zainteresują się też czytaniem. Pomija się w tym rzecz najważniejszą – mianowicie to,  że czytanie jest  źródłem wiedzy, a zdobywanie wiedzy nie musi być  przedłużeniem zabawy; rzecz w tym,  żeby ludzie mieli potrzebę ciągłego rozwoju poprzez wzbogacanie swoich narzędzi rozumienia  świata, a nie  żeby znajdowali rozkosz w unikaniu telewizji czy kina." Zacne i słuszne, prawda?

*   *   *

W tym tygodniu będę przypominała Wam, że Romuald Pawlak pisze także dla dzieci, opowiadała co można zobaczyć oczami psa, przedstawiała zalety i wady korzystania z czytelni e-booków. Na pozostałe dni jeszcze nie mam planów, niemniej jednak życzę, abyście mieli udany tydzień.

5 komentarzy:

Bujaczek pisze...

Życzę wygranej ;)

monani pisze...

Jako "psiara" z niecierpliwością czekam na Twój komentarz do książki "Oczami psa". Jak dla mnie, za dużo ostatnio było tu kotów ;-)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Bujaczek,
dzięki:)

Monani,
już teraz Ci powiem, że to książka, która musi mieć każdy psiarz:)

nth pisze...

Co do przedstawionej opinii Doktora. Oczywiście, że czytanie jest źródłem wiedzy i jej zdobywaniem. Lecz przecież nie jedynym. I nie obowiązkowym. Wiedza nie jest wszystkim. A jeśli jest to ci, co jej nie pogłębiają po prostu przegrają. Pozwólmy ludziom przegrywać. Elita ma się kształtować na zasadzie walki i zdobywania szlachetnych przymiotów. To nie jest dla każdego. Jeśli czytanie jest częścią tego szlachectwa, to jasne jest, że nie każdego to zainteresuje. Szlachetnych jest zawsze mniej niż pospolitych. Nie znaczy złych! Ale jeśli czytani okaże się marnotrawieniem czasu to wygrają ci, którzy się bawią w tv. Musimy zaryzykować. Ale po co zmuszać wszystkich. I pamiętajmy też, że to właśnie etatystyczne państwo woli jak jesteśmy lepiej wykształceni. Ponieważ obecnie ma monopol na edukację. Uczy tego czego samo chce. A to co uczy uznaje za dobre (na pewno dla siebie) niezależnie od opinii rodziców. Już ta zasada jest niebezpieczna. A czytanie, to obiecujące, może być jakąś formą uwalniania się od propagandy. Daje większy wybór niż telewizja. Wybór jest ważny. Tak, wybór.

Agnes pisze...

Jeśli istnieje fanklub Lichotki, to poproszę namiary, chcę się zapisać!