15 lutego 2011

Wioletta Sobieraj. Aleja Róż.


Wydane przez
Editions sur Ner

W lipcu 2009 roku przeczytałam "Latawce" Wioletty Sobieraj i teraz motywowana ciekawością sięgnęłam po drugą powieść tej Autorki. Sięgnęłam i przyznam, że przeczytałam "Aleję Róż" do końca tylko z powodu własnego uporu i walcząc z chęcią odłożenia książki na kiedy indziej. Co spowodowało chęć zaprzestania lektury?

Justyna jest majętną kobietą. Ma wszystko, co tylko można osiągnąć w materialnych obszarach. Duży dom, luksusowe kosmetyki, drogie ubrania. Wszystko to jednak pokryte jest mentalną szarością i beznadzieją. Kontrastujący z otoczeniem dom stoi we wsi*, z której Justyna się wywodzi. Luksusowe kosmetyki podbiera jej nienawidząca macochy pasierbica, a w drogich ubraniach mogłaby oczarować na nowo męża, gdyby nie to, że mąż pod pozorem wyjazdu w trasę koncertową pomieszkuje u tzw. przyjaciółki Justyny i namiętnie z nią romansuje. Otoczenie Justyny przeraża brudem i smrodem, jedna z sąsiadek chodzi po okolicy zbierając do dziecięcego wózka złom i makulaturę, wiejscy mężczyźni po kolejce taniego wina starają się werbalizować głośno swe seksualne potrzeby, a przyjaciółki głównej bohaterki za punkt honoru uznają robienie sobie bolesnych emocjonalnie żartów.

Zostałam przy tej książce dla Zośki. Kobiety bitej i gwałconej przez męża, godzącej się na przemoc, czującej się gorszą od mężczyzny. Patrzyłam jak Zośka przypomina Justynie wspólną podstawówkę, jak rozkwita w podarowanych z pogardą niepotrzebnych sukniach, jak prostuje plecy i zaczyna patrzeć hardo.

Dlaczego miałam kłopot z doczytaniem tej powieści? Zniechęcała mnie niemoc i owo poczucie stałego braku nadziei, zgorzknienia, wręcz nienawiści tkwiącej w wielu przedstawianych w książce powieści.

Przeczytałam całą "Aleję Róż". I cieszę się, że to zrobiłam.

P.S. Strona Autorki.
P.S. To jednak nie wieś, a gorsza dzielnica miasta.

Brak komentarzy: