20 listopada 2011

Anna Fryczkowska. Kobieta bez twarzy.


Wydane przez
Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Jako że poprzednie książki Anny Fryczkowskiej okazały się być wymagającą, ale bardzo odświeżającą lekturą z dużą ciekawością sięgnęłam po "Kobietę bez twarzy". Sięgnęłam i...

Hanna Cudny zostając, dzięki samobójstwu męża, wdową, szuka odmiany w życiu. Postanawia zamieszkać na wsi, którą odwiedzała będąc dzieckiem. Wszyscy ja tam znają, ona zna większość, ale dorosłe twarze dzieci, z którymi niegdyś się bawiła, wymagają dopowiedzeń "kto", "z kim", "o czym". Nadwrażliwa Michalina i nastoletni (a to również świadczy o dużej wrażliwości) Maks próbują zaaklimatyzować się w miejscu wybranych przez matkę na ich nowy dom, ale idzie im to opornie, a ów opór wzmagają trupy i mało przyjazne środowisko wiejskie.

W książkę bardzo łatwo się zaangażować. Fabułę Autorka skonstruowała w tak udany sposób, że obserwując wraz z narratorkami - Michaliną i Hanną - wieś i panujące w niej nastroje, skrywane tajemnice, czujemy strach, obrzydzenie, zdenerwowanie i pewną beznadzieję w owym mentalnym zestawieniu środowiska miejskiego i wiejskiego, które dostrzec można poprzez pokazanie losów rodziny Hanki na tle losów osób żyjących w Świątkowicach.

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że "Kobieta bez twarzy" jest zupełnie inna niż "Straszne historie o otyłości i pożądaniu" oraz "Trafiona-zatopiona" (i nie chodzi tu o różnice między powieścią obyczajową, a kryminalną). Anna Fryczkowska, będąc doskonałą obserwatorką, sięgnęła do ciemnej strony ludzkiego życia. Sięgnęła i - mam wrażenie - rozsmakowała się w niej nadając jej plastyczny wymiar w swojej powieści. 

Bałam się tej książki. W głowie pobrzmiewało mi skojarzenie z filmem "Osiem milimetrów" i nie umiem przez to określić, czy podobała mi się powieść Anny Fryczkowskiej. Ta książka wymyka się takiemu kategoryzowaniu.

2 komentarze:

Claudette pisze...

Książki Anny Fryczkowskiej czytam w nieco odwrotnym kierunku niż Ty. Zaczęłam od "Kobiety bez twarzy" i powieść ta mnie nie tylko przeraziła, mocno zestresowała, ale też z przyjemnością smakowałam wszystkie słowa, wszystkie wątki zgrabnie nakreślone przez autorkę.

Po tej lekturze jestem w kropce. Kompletnie nie wiem po którą książkę Fryczkowskiej teraz powinnam sięgnąć. Piekielnie bowiem boję się rozczarowania...

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Claudette,
chyba nie czuję się na siłach, by Ci doradzić. Ale cieszy mnie, że rozsmakowałaś się w pisaniu Anny Fryczkowskiej.