Przejdź do głównej zawartości

Danuta Zawadzka. Tea time stories. Moje pierwsze angielskie czytanki.

Wydane przez
Wydawnictwo Skrzat

Uwielbiam słowo podwieczorek. Imbryk - czy to nie brzmi pięknie? 

"Tea time stories" to seria książeczek dla najmłodszych odbiorców do nauki języka angielskiego (my mamy cztery: "Cathy the mouse is sad at night", "George the kitten goes on holiday", "Milly the monkey likes bananas", "Benjamin the bear bakes a cake"). Każda książeczka zbudowana jest wokół tego samego schematu - najpierw poznajemy głównych bohaterów, potem całą historię, a następnie dzieci odpowiadają na pytania. 

Wszystko jest w tych książeczkach udane - i sam pomysł (Pan Imbryczek opowiadający historię na podwieczorek - chyba trudno o coś bardziej "brytyjskiego"), i pokrzepiające opowieści, i ilustracje i metoda nauki. Jestem nimi zachwycona! 

Do każdej książeczki dołączona jest płyta z nagraniem tekstu (głosu użyczył Kevin Aiston) - czego chcieć więcej? Moim zdaniem to strzał w dziesiątkę, dzieci uczą się poszczególnych słówek i zwrotów nie wiadomo kiedy. My słuchamy ich co wieczór. Oczywiście z imbrykiem pełnym herbaty obok.

Izabela, mama Heleny


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wygrywajka

Dziś, w dniu moich urodzin, do wygrania dwie książki: Książkę  Marcina Wrońskiego udostępnił KDC , książkę  Danuty Noszczyńskiej -  SELKAR , za co bardzo dziękuję:) Proszę w komentarzu zostawić wiadomość zawierającą tytuł książki, w losowaniu której chcecie wziąć udział. Losowanie odbędzie się w niedzielę o 8:00. Zapraszam serdecznie:) *   *   * WYLOSOWANO :-D Officium Secretum. Pies Pański. Mogło być gorzej Gratuluję i proszę o kontakt na m1b1m1m@gmail.com :)

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

Urodziny "Z lektur prowincjonalnej nauczycielki"

ImageChef.com Flower Text Dziś mijają trzy lata od dnia, w którym zamieściłam tu swój pierwszy wpis. Trzy lata, które wiele mnie nauczyły, otworzyły mi wiele ścieżek, pozwoliły upewnić się, że jest mnóstwo podobnych do mnie czytających szaleńców. "Z lektur prowincjonalnej nauczycielki" rozwija się dzięki Wam - tym, którzy odwiedzacie mnie bez słowa i tym, którzy dyskutujecie ze mną o przeczytanych książkach. Dzięki tym wszystkim, którzy mi zaufali. Rozwija się też dla Was. Piszę, bo przyjemność sprawia mi dzielenie się z Wami wrażeniami po lekturze, czytam, bo bez książek nie umiem żyć. Dziękuję Wam za codzienną obecność. Za nominację do Papierowego Ekranu, za link do mojego bloga na Waszych stronach, za wszystkie słowa jakie kierujecie do mnie w komentarzach, czy e-mailach. Poświętujecie ze mną?