01 lipca 2013

Zygmunt Miłoszewski. Bezcenny.


Wydane przez
Wydawnictwo W.A.B.

Twórczość Zygmunta Miłoszewskiego bardzo lubię, a szczególnie mocno wspominam "Domofon". Lubię Szackiego, polubiłam także bohaterów najnowszej powieści Miłoszewskiego. Niestety, podczas czytania okazało się jak wielki wpływ ma na mnie forma w jakiej czytam. Czemu o tym piszę? Nie mogąc się doczekać papierowej książki sięgnęłam po jej elektroniczną wersję, z którą zapoznawałam się na monitorze komputera. I to było straszne... Zdarzyło mi się przerwać lekturę w fascynującym momencie, bo oczy odmawiały posłuszeństwa, albo bolały plecy, bo niewogoda spowodowana czytaniem z komputera przebijała wszelką przyjemność płynącą z zapoznawania się z książką. Ale dość o tym - obiecuję sobie solennie, że nie będę czytała e-książek.

Temat skradzionych z Polski podczas wojny dzieł sztuki powraca co jakiś czas w literaturze pięknej. Pokolenia urodzone w latach 60 i 70 doskonale pamiętają Pana Samochodzika, który ratował grabione skarby. I chyba przede wszystkim do czytelników wychowanych na Nienackim Zygmunt Miłoszewski kieruje swoją powieść.

Bohaterów jest czworo: agent specjalny u progu emerytury, kobieta, która o skradzionych zabytkach wie wszystko i dzięki której wiele z nich wróciło do Polski, człowiek, który mniej lub bardziej legalnie zajmuje się sprzedażą i kupnem różnych dzieł sztuki oraz złodziejka specjalizująca się w impresjonistach. Dość dziwnie dobrani przez władze wyruszają, by odzyskać jeden ze szczególnie cennych obrazów. Ich droga wiedzie przez Stany Zjednoczone, Skandynawię, Ukrainę, czy Chorwację do Zakopanego. 

Wątek malarstwa zagrabionego z ziem polskich Autor udanie łączy z innymi legendami (lub nie) na temat skarbów jakie Niemcy wywozili z Polski. Umiejętnie prowadzi swoich bohaterów przez meandry historii pozwalając im snuć teorie związane np. z Bursztynową Komnatą. A poza tym - nie zapominając wszak o tym, że Zofia Lorentz i Karol Boznański w przeszłości stanowili parę - pozwalał rozkwitać emocjom, uczuciom, przywiązaniom, które wystawia na próbę.

Zygmunt Miłoszewski napisał kolejną książkę, z którą nie dość, że przyjemnie spędza się czas to i takż, która sprawia, że czas mija niepostrzeżenie. Gdybym tylko wykazała się cierpliwością i poczekała na książkę w wersji drukowanej miałabym o wiele większą frajdę. A tak... Cóż - przeczytam książkę raz jeszcze:-)

5 komentarzy:

Agussiek pisze...

Coś mi się zdaje, że to idealna książka na lato. Absolutnie mój klimat - w Nienackim się zaczytywałam jako dziecko.
Kupię koniecznie przy najbliższej okazji :)
Pozdrawiam!

ksiazkowiec pisze...

Cóż za zbieg okoliczności! Właśnie skończyłam czytać. Wierna jestem papierowi i jak widzę, ta miłość się odwzajemnia. Książka bardzo mi się podobała i wróżę autorowi międzynarodową karierę. To polski Dan Brown - o ile Miłoszewskiemu to porównanie się spodoba. Lektura na lato? Chyba tak, ale i na każdą porę roku. Pozdrawiam wakacyjnie:)

Claire G. pisze...

Okładka nie podoba mi się w ogóle...
Co do treści - nie jestem pewna czy akurat ta powieść przypadłaby mi do gustu, ale warto spróbować! ;)

Pozdrawiam i zapraszam:

im-bookworm.blogspot.com

Mada pisze...

Jeśli chodzi o Miłoszewskiego to polubiłam serię o Teodorze Szackim. Z sympatii do Autora sięgnę pewnie i po najnowszą powieść. Zainteresował mnie w poście jednak wątek e-booków. Czytanie na ekranie to rzeczywiście męka dla oczu ale czytniki to jest inna bajka. Warto spróbować. Pozdrawiam :)

ewenement pisze...

Czy rzeczywiście chodzi o formę? ;) Ja czytałam wersję papierową "Bezcennego" i, niestety, również regularnie odkładałam ją na bok - zmęczona nie niewygodą, lecz niezbyt wciągającą akcją. Niestety.

Podzielam Twój entuzjazm wobec autora ("Domofon" również w mojej pamięci zapisał się jako emocjonujący :), ale na "Bezcennym" się zawiodłam. Sporo schematycznych rozwiązań z kina akcji (wystrzały z karabinów, pościgi samochodowe, quady spadające w przepaść, tygrysy..), które jednak nie składają się w przemyślaną, wciągającą intrygę. Taką, jaką ZM zauroczył mnie w "Ziarnie prawdy".

Więcej wrażeń opisałam w swojej recenzji:
http://kieszeniejakocean.blogspot.com/2013/07/kronika-wypadkow-mioszewskiego.html
a póki co - czekam na Szackiego! :)