Przejdź do głównej zawartości

Szczęścia

Jedno szczęście nawiedziło mnie dziś w nocy. Łaziło po mnie, ocierało się, machało ogonem po twarzy, a przytrzymywane uwalniało się z sennego uścisku, by dalej barankować, czulić się i migdalić. Dopiero, gdy szczęście zeskoczyło i łóżka i zamiauczało (co mu sie raczej nie zdarza) uświadomiłam sobie, że ów napad czułości powodowany był głodem i jego efektem miało być obudzenie mnie i doprowadzenie do miski celem jej napełnienia. Spełniłam oczekiwania szczęścia.

Drugie szczęście, cichaczem, ułożyło się na dolnej połowie łóżka. Podkuliłam nogi, by szczęścia nie kopnąć, a gdy się nad szczęściem nachyliłam, szczęście - zdecydowanie przez sen - pocałowało mnie w nos.

Trzecie szczęście w porze zbliżonej do 4:30 postanowiło podrapać w lustro wykazując się tym samym sprytem niebywałym. Któż bowiem może znieść drapanie szczęścia o szklaną taflę? Mam też teorię, iż szczęście się do wspomnianej godziny wysypia i owo drapanie traktuje również jako element gimnastyki. Szczęście zostało nakarmione i dapało już tylko raz. Bo czasami drapie dwa razy. Albo i trzy.

Czwarte szczęście o wspomnianej 4:30 zasiadło na stoliku pod oknem i tęsknie wpatrzyło się w dal. Uznając, że przed piątą jest zbyt zimno, bym mogła spokojnie spać przy otwartym oknie, nie wypuściłam szczęścia na balkon. Za czas jakiś szczęście próbowało przesunąć koszyk wiklinowy, w którym spało pierwsze szczęście, wychodząc z założenia, że jak się uda zrobić podkop pod koszykiem, to koszyk da się przesunąć. Kopało tak długo, że zdążyłam kilka razy zasnąc i się obudzić. O 5:40 szczęście wywędrowało na balkon i jest tam do teraz.

Drugie szczęście uznało, że skoro już niektórzy wstają i jest w domu jakieś poruszenie, to trzeba wstać i posiedzieć nad miską. Albo się, mimo senności wielkiej, przespacerować po przedpokoju burcząc niczym traktor bizon i omiatając ogonem nogi nieprzytomnego człowieka.

Piąte szczęście zdecydowało się obudzić na dźwięk otwieranej lodówki. Jogurt, który miał trafić do "pracowej" sałatki trafił do miski szczęścia, które zaspokoiwszy przypadkową zachciankę powędrowało zająć wygodne krzesło na równie wygodnymi poduszkami.

Też nie moglibyście żyć bez swoich szczęść?

Komentarze

Antoni Kot pisze…
Ja mam tylko dwa szcześcia. Jedno śpi w nogach drugie na mnie. Uwielbiam nasze pranne rytuały i nocne pieszczoszki. Nie wyobrażam sobie życia bez moich szczęść..kocham je bardzo :)
Ja mam tylko jedno szczęście, ale za to dużo szczęścia w szczęściu :-) Nawiedza mnie zawsze nad ranem :-)
amyszka pisze…
Mam podobnie i nie zamienię na żadne inne szczęścia :-))
kociokwik pisze…
Antoni,
i prawidłowo:-)

Pomalowana,
na 10 minut przed budzikiem?:-)

Amyszko,
:-D
zu pisze…
Nasze szczęścia zaczynają ok.2.00,dobrze,że ok 4.00 raczą kończyć.Obejrzawszy odcinki seriali albo NatG,albo AnimalP,albo History położe sie wreszcie spać...dzwoni budzik TŻ,5.15!
wilddzik pisze…
Ja też uwielbiam moje szczęścia, nawet jeśli czasem mam ochotę je oskubać z kłaków ;-)))
L.B. Abigail pisze…
No... Zdecydowanie byśmy się nie wyspali w inny sposób niż nie wysypiamy się ze szczęściami. Chociaż u mnie tylko dwa szczęścia też uznają, że wschód słońca to dobry czas na pobudkę ;)
kociokwik pisze…
Zu,
:-)

Wilddzik,
ciekawe jak wielu kociarzy podziela Twoje uczucia względem swoich kotów:-)

Abigail,
za to zimą będą patrzeć potępieńczo na Twój dzwoniący budzik :-)

Popularne posty z tego bloga

Wygrywajka

Dziś, w dniu moich urodzin, do wygrania dwie książki: Książkę  Marcina Wrońskiego udostępnił KDC , książkę  Danuty Noszczyńskiej -  SELKAR , za co bardzo dziękuję:) Proszę w komentarzu zostawić wiadomość zawierającą tytuł książki, w losowaniu której chcecie wziąć udział. Losowanie odbędzie się w niedzielę o 8:00. Zapraszam serdecznie:) *   *   * WYLOSOWANO :-D Officium Secretum. Pies Pański. Mogło być gorzej Gratuluję i proszę o kontakt na m1b1m1m@gmail.com :)

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

Urodziny "Z lektur prowincjonalnej nauczycielki"

ImageChef.com Flower Text Dziś mijają trzy lata od dnia, w którym zamieściłam tu swój pierwszy wpis. Trzy lata, które wiele mnie nauczyły, otworzyły mi wiele ścieżek, pozwoliły upewnić się, że jest mnóstwo podobnych do mnie czytających szaleńców. "Z lektur prowincjonalnej nauczycielki" rozwija się dzięki Wam - tym, którzy odwiedzacie mnie bez słowa i tym, którzy dyskutujecie ze mną o przeczytanych książkach. Dzięki tym wszystkim, którzy mi zaufali. Rozwija się też dla Was. Piszę, bo przyjemność sprawia mi dzielenie się z Wami wrażeniami po lekturze, czytam, bo bez książek nie umiem żyć. Dziękuję Wam za codzienną obecność. Za nominację do Papierowego Ekranu, za link do mojego bloga na Waszych stronach, za wszystkie słowa jakie kierujecie do mnie w komentarzach, czy e-mailach. Poświętujecie ze mną?