29 lipca 2010

Lucinda Rosenfeld. Cieszę się twoim szczęściem.

Wydane przez
Wydawnictwo Prozami

Opowieść o przyjaźni Wendy i Daphne ma gorzki posmak. Gorzki, bo choć obydwie znają się z czasów studiów, to ich przyjaźń nie wytrzymuje próby mijających lat i, co ważniejsze, zmian w hierarchii ważności.

Wendy pracuje w lewicowym piśmie, ma męża, który zdecydował się na roczny urlop, by zrealizować swoje marzenie i napisać scenariusz, pragnie dziecka i nie może zajść w ciążę. Daphne po raz kolejny związana jest z żonatym mężczyzną, a związek ten skutkuje tym, że Daphne co jakiś czas budzi w środku nocy przyjaciółkę płaczem i groźbą odebrania sobie życia, bo jej aktualny kochanek nie chce zostawić żony.

Gdy w życiu Daphne zachodzą wielkie zmiany (narzeczony, mąż, olbrzymi dom, dziecko) Wendy przekonuje się, że jej życie w wynajętym niewielkim mieszkaniu, z niepracującym mężem, bez dziecka jest niesprawiedliwością, że tylko ona spośród zaprzyjaźnionych trzydziestokilulatek nie może gawędzić o niańkach, pieluchach, karmieniu bądź nie piersią i domu z sześcioma gościnnymi sypialniami. Frustracja powoduje, że coraz więcej zawiści pojawia się w relacjach między Wendy, Daphne i innymi koleżankami.

Chciałabym wierzyć, że to tylko fikcja literacka, że w życiu przyjaciółki są przyjaciółkami zawsze i nie ma niczego, co mogłoby doprowadzić do drastycznych rozstań. Niestety, wiem dobrze, że rzeczywistość bywa podobna do tej wykreowanej w powieści historii. Myślę, że sytuacja, w której zaczynamy postrzegać pozytywne zmiany w życiu naszych znajomych jako krzywdę wyrządzoną sobie, jest straszną sytuacją. 

Jestem pozytywnie zaskoczona książką Lucindy Rosenfeld.

2 komentarze:

Kaś pisze...

no cóż niestety jakbym czytała o swojej niedawno "rozlazłej" przyjaźni..;( a tak mi szkoda..było...ale "przyjaciółki" potrafią czasem zrobić wszystko, żeby poukładany (w jakiś sposób) świat rozbić w drobny mak...gdy to im się podoba...

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Kaś,
przykre to doświadczenie. Współczuję.