Przejdź do głównej zawartości

Wiesław Myśliwski. Traktat o łuskaniu fasoli.



To moje pierwsze, udane, zetknięcie się z twórczością Myśliwskiego. Przyznam, że nieco się przed nim wzdragałam mając w pamięci próby przeczytania „Widnokręgu”. Czekała mnie miła niespodzianka.

Do pewnego mężczyzny przychodzi inny mężczyzna i pyta, czy ten mógłby sprzedać mu trochę fasoli. Odpowiedź jest twierdząca, ale do dokonania transakcji konieczne jest wyłuskanie fasoli ze strąków. Mężczyzna proponuje, aby jego gość usiadł i pomógł mu w łuskaniu.

Podczas wydobywania pięknych ziaren ze starych pomarszczonych strąków mężczyźni rozmawiają. Więcej w rej rozmowie jest monologu pierwszego mężczyzny. Opowiada o miejscu, w którym się znajdują, o dzieciństwie, wojnie, latach powojennych, o marzeniach, lękach, o ludziach, którzy wywarli na jego życie wpływ.

Mieli zamiar całą Ewangelię wyrzeźbić, bo jak mówił dziadek, świat jest taki, jak Bóg opisał, a nie jak człowiek widzi.

Przygotowanie lampy stanowiło jakby zwieńczenie dnia dla niej. Pewnie nawet jakiś rodzaj dziękczynienia, że znów się dzień przeżyło. Toteż wkładała w przygotowywanie całą swoją staranność, jakby od tej staranności zależało, czy się i następny przeżyje.

Bo też długo można z takim ślubnym? Raz, dwa i dość wierności. Na szczęście świat odrzucił te wszystkie przesądy, nawyki, przyzwyczajenia. Na dłuższy związek już człowieka dzisiaj nie stać. Każdy za czymś goni, do czegoś się wspina, to z kimś drugim jak z kulą u nogi. Mówić się nie chce, a tu trzeba. Nie ma o czym, a tu trzeba. Zdarzają się, nie powiem małżeństwa do śmierci. Ale to już zabytki. Niedługo będzie się do takich wycieczki prowadzić, jak do zamków, katedr, muzeów. Małżeństwo, prawdę mówiąc, to dziś spółka z ograniczona odpowiedzialnością.

(…) to porządek zmienia nasze życie w los. Nie mówiąc, że jesteśmy tylko drobinami w porządku świata. Dlatego ten świat jest dla nas taki niepojęty, jak przystało na drobiny. Bez porządku człowiek by się nie wytrzymał. A nawet Bóg czy bez porządku byłby Bogiem? Tylko, że człowiek jest najdziwniejszą istotą na tym świecie, kto wie, czy nie dziwniejszą od Boga. I nie chce zrozumieć, że lepiej dla niego, gdy zna swoje miejsce, czas, swoje granice. Przecież to, że się rodzimy i umieramy, jest już porządkiem, który nakazuje nam żyć.

Wolność ich ograniczam. Jakby ktokolwiek wiedział, co to znaczy. Czy przychodzą tu do mnie z różnymi żalami, skargami i muszę ich wysłuchiwać. Naturalnie, że i donoszą. Jak by bez donosów tyle domków, tyle ludzi. Czasem czuję się jak ksiądz przy spowiedzi. Tylko, że księży uczą jak zapominać. Odpuszczą i zapominają. A ja ani nie odpuszczam ani zapomnieć nie umiem. To kto czyja wolność ogranicza, niech pan sam powie.

I jak nie wstać, choćby się nie chciało, czy nie widział człowiek celu, dla którego wstać powinien. Oczy ich nie głodem świecą, lecz pewnością, że dostaną zaraz jeść. To jak nie wstać? Powiem panie, że nie mógłbym już bez nich. Nieraz mi się wydaje, że bez nich dzień by się nie chciał zacząć, nie chciał skończyć.

A w wolnych chwilach czytał. Pod tym względem był wyjątkiem, bo wszyscy inny w wolnych chwilach pili. Nawet przed zaśnięciem, żeby nie wiem, jak był umachany, musi, mówił, choć na te parę stron wziąć książkę do ręki. Książki powiedział mi kiedyś (…), to ratunek, żeby człowiek nie zapomniał, że jest człowiekiem. Książki to także świat i to taki świat, który człowiek sobie wybiera, a nie na który przychodzi.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

Wygrywajka

Dziś, w dniu moich urodzin, do wygrania dwie książki: Książkę  Marcina Wrońskiego udostępnił KDC , książkę  Danuty Noszczyńskiej -  SELKAR , za co bardzo dziękuję:) Proszę w komentarzu zostawić wiadomość zawierającą tytuł książki, w losowaniu której chcecie wziąć udział. Losowanie odbędzie się w niedzielę o 8:00. Zapraszam serdecznie:) *   *   * WYLOSOWANO :-D Officium Secretum. Pies Pański. Mogło być gorzej Gratuluję i proszę o kontakt na m1b1m1m@gmail.com :)

Daphne Du Maurier. Rebeka

Gdybym była damą w kapeluszu pijącą z przyjaciółką herbatę na tarasie w letnie popołudnie powiedziałabym o ksiażce: "Jakie to angielskie...". Młoda dziewczyna, podróżująca ze starszą, zgryźliwą, ciekawską kobietą dociera do Monte Carlo, gdzie poznaje zamożnego Maxima de Wintera, właściciela uroczej posiadłości Manderley, owdowiałego przed niespełna rokiem. Gdy starsza pani choruje, Maxim zaczyna opiekować się dziewczyną, a w dniu, w którym obie panie zamierzaja opuścić Monte Carlo, prosi ją o rękę. Młoda pani de Winter ma kłopoty z aklimatyzacją w nowym miejscu, wśród nowych ludzi, w nowej roli. Nie pomaga jej w tym zarządzająca domem niania pierwszej, tragicznie zmarłej, pani de Winter. Mąż nie dostrzega rozterek żony, wciąż walczy z upiorami przeszłości. Gdy dziewczynę ogarnia zniechęcenie i przekonanie, że ona nigdy nie dorówna Rebece, którą zachwycaja się wszyscy, pewnien splot okoliczności ukazuje jej zupełnie inne oblicze pierwszej pani de Winter. Ta wiedza wzmacnia ją ...