Przejdź do głównej zawartości

Jędrzej Fijałkowski. Emil czyli kiedy szczęśliwe są psy - szczęśliwy jest cały świat



Wydane przez
Wydawnictwo Zysk i S-ka



Emil to dog. Uratowany przez dobrych ludzi, przygarnięty do rodziny, co więcej należący do tejże rodziny na równych z innymi osobami, prawach. Chociaż początki nie były łatwe...
Jak każdy kto zaprosił do swojego domu zwierzę, którego zaufanie wobec zostało już nadszarpnięte, autor wie, że czeka go wiele pracy. Wie o tym także jego żona, która z właściwą sobie dobrodusznością faktem tym się nie przejmuje.

Opowieść Jędrzeja Fijałkowskiego jest mądrą, pełną humoru i przesyconą miłością historią psa i ludzi. Uznając dzieło jakiego dokonują codziennie wolontariusze odwiedzający schroniska dla zwierząt, autor z podziwem przedstawia prace tych, których zna, czyli wolontariuszy paluchowych.

Jest taki fragment w tej ksiażce, który równie dobrze mógłby opowiadać o wielu znanych mi osobach. Zaczyna się tak:

"Gdyby tak PAni trafiła się jakaś kumulacja... Strach pomyśleć. Mam już nawet gotową wizję. Najpierw zakupiłaby kilkunastohektarowe gospodarstwo i postawiła wysoki mur, żeby tą drogą nie podrzucano żadnych zwierząt. Byłyby przyjmowane wszystkie, ale na Izbie Przyjęć, gdzie podrzucający musiałby obowiązkowo udzielić wywiadu dotyczącego przynoszącego stworzenia (...)".

Przeczytałam "Emila..." uśmiechając się i mając mokre ze wzruszenia oczy.

P.S. Podoba mi się moda jaka zapanowała zdaniem autora na jego osiedlu - moda na to, by choć jedno zwierzę w domu było zwierzęciem uratowanym ze schroniska. Chciałabym, by ta moda się rozprzestrzeniła:)

Komentarze

Anonimowy pisze…
Piękna ,wzruszająca ale tez z chumorem napisana opowięść o dogu Emilu,czytam poraz drugi,polecam:)
Monika Badowska pisze…
Mnie ta książka zachwyciła - choc może jestem mało obiektywna jeśli chodzi o ksiażki o zwierzakach;)))

Popularne posty z tego bloga

Magdalena Okraska, Nie ma i nie będzie

Z dużym zainteresowaniem sięgnęłam po tę książkę, bo zanim do mnie dotarła przez sieć przetoczyła się dyskusja zwolenników i przeciwników tego, jak Magdalena Okraska o miastach opuszczonych przez dające zatrudnienie przedsiębiorstwach pisze. A jakie jest moje zdanie? Ta historia to wiele pięćdziesiątek wódki, udek kurczaka, cudzych kołder w cudzych domach (nigdy nie śpię w hotelach, śpię u bohaterów), długich rozmów i krótkich puent. To kilometry pokonane busikami, albumy rodzinne, lokalne biblioteki i lokalne mordownie. Pojechałam do nich i powiedziałam "Opowiedz mi". Tak kończy się jeden z tekstów wprowadzających do rozdziałów poświęconych poszczególnym miastom. Wraz z autorką odwiedzamy Wałbrzych, Włocławek, Będzin, Szczytno i kilka innych miejscowości, których przeszły rozwój osadzony był na istniejącym, prężnie działającym i rozwijającym się przedsiębiorstwie, a które wraz z jego likwidacją podupadły. Magdalena Okraska rozmawia zatem z mieszkańcami i tymi, którzy już owe...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...