Przejdź do głównej zawartości

Laura Lippman. Wzgórze Rzeźnika.


Czytaliście książki Dennisa Lehane’a? Np. „Rzekę tajemnic” i „Gdzie jesteś Amando”? Między książką będącą oddzielną powieścią, a książką, która jest jedną z cyklu jest wyczuwalna różnica.

Podobną inność dostrzegam w książkach Laury Lippman. O ile „To, co ukryte” zafascynowało mnie siłą fabuły, świetnie skonstruowanymi postaciami i opowieścią mającą swój początek i koniec, tak we „Wzgórzu Rzeźnika” znalazłam i interesującą fabułę, i zajmujących bohaterów, i … furtkę do kolejnych tomów z serii. Nie twierdzę, że to źle. Twierdzę jedynie, że inaczej, a owo inaczej można wyczuć.

Tess Monaghan zakłada agencję detektywistyczną. Dwoje pierwszych klientów stanowią starszy mężczyzna, którego oskarżono o zastrzelenie dziecka, szukający przyjaciół owego dziecka i kobieta, która pragnie odnaleźć bliską sobie osobę. Pierwsza sprawa wydaje się być niemożliwa do zrealizowania, a gdy mimo to Tess się w nią angażuje, okazuje się mieć szerszy – niż dziewczyna przypuszcza – zasięg i być znacznie groźniejsza niż mogłoby się wydawać komukolwiek. Sprawa jaką Tess powierza zamożna młoda kobieta dotyczy spraw obyczajowo-społecznych.

Podobnie jak w przypadku pierwszej książki Laury Lippman jaką czytałam i podczas lektury „Wzgórza Rzeźnika” zapadłam w świat wykreowany przez autorkę. Baltimore zjawiło się nagle w moim mieszkaniu i jego zakorkowane ulice, niebezpieczne kwartały oraz księgarnia „Kobiety i dzieci przodem” zawładnęły mną zupełnie.

Czego i Wam życzę;)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

William P. Young. Chata.

Wydane przez Wydawnictwo Nowa Proza Od godziny krążę po domu zastanawiając się jakimi słowami przedstawić Wam "Chatę" tak, by nie uderzyć w nadmierny sentymentalizm i by - z drugiej strony - nie skrzywdzić powieści chłodnym, beznamiętnym opisem. Mackenzie Allen Phillips ma troje cudownych dzieci i niemniej cudowną żonę. Umiarkowanie wierzy w Boga, nienawidzi swojego ojca, jest lubiany i ma przyjaciół. Ostatni weekend wakacji postanawia spędzić z dziećmi nad jeziorem Wallowa. W dniu powrotu do domu dwoje starszych zdecydowało się popływać kajakiem i przewróciło się. Mackenzie wskoczył do wody, by ratować dzieci, podczas gdy mała Missy została przy biwakowym stole kolorując książeczkę. Gdy mężczyzna z dziećmi wyszedł z wody, Missy nie było. Poszukiwania, w które włączyła się policja i wszyscy biwakujący, dały straszny rezultat - dziewczynka padła ofiarą seryjnego zabójcy. W życiu  Mackenziego zapanował Wielki Smutek. A list, który dostał, tylko go rozwścieczył. List ...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...