23 marca 2010

François Euvé. Darwin i chrześcijaństwo.


Wydane przez
Wydawnictwo WAM

Po tytule wydawać by się mogło, że jest to książka o relacji między darwinizmem i chrześcijaństwem i François Euvé rzeczywiście pisze na ten temat, ale moim zdaniem nie jest to temat główny. Autor przede wszystkim przystępnie przedstawia główne idee teorii ewolucji w wydaniu darwinowskim, przypominając przy okazji intuicje innych ludzi dotyczące ewolucji, w tym przede wszystkim ideę Lamarcka. Euvé daje nam świetny referat na temat tego, jak teoria ewolucji była przyjmowana w czasach Darwina i później, przedstawia nam także sylwetkę samego Karola Darwina, często sięgając po fragmenty jego pism.

To, jak Euvé przedstawił Darwina, a przede wszystkim fragmenty tekstów brytyjskiego uczonego, mogą być dużą niespodzianką dla tych, którzy dzieło Darwina znają jedynie z drugiej, albo nawet trzeciej ręki, czyli z gazet, z dyskusji prowadzonych w Internecie i, niestety, ze szkoły.

Euvé porusza wiele fundamentalnych kwestii. Przytacza zarzuty stawiane darwinowskiej teorii ewolucji i znakomicie odpiera te, które są niezasadne - stwierdza np., że zarzut polegający na tym, iż Darwin nie wyjaśnia pochodzenia życia, jest zarzutem skierowanym pod złym adresem. Kolejnym ważkim tematem jest kwestia tego, jak rozumie się ewolucję. Euvé pokazuje, że wielu ludzi terminów "ewolucja" i "postęp" używa zamiennie, co jest błędem. I tu idzie cytata ze Stephena Jaya Goulda, ikony ewolucjonizmu: "Postęp jest ideę szkodliwą, niesprawdzalną, nieskuteczną i niemożliwą do opracowania, którą należy zastąpić, jeżeli chcemy pojąć procesy historyczne".

Bardzo ważny jest rozdział zatytułowany "Prawdziwi i fałszywi spadkobiercy", w którym autor podkreśla, że teoria ewolucji łatwo daje się zastosować do innych dziedzin niż biologia, a przynajmniej wielu ludzi dokonywało i dokonuje nadal nadużycia, próbując nadać ewolucyjny charakter procesom nie mającym nic wspólnego z transformacją gatunków. Euvé pokazuje chociażby, że to, co powszechnie nazywa się "darwinizmem społecznym", powinno być określane mianem "spenceryzmu".

Rozdział o Pierre Teilhardzie de Chardin moim zdaniem został dołączony trochę na zasadzie kwiatka do kożucha, ale niech tam, w końcu jezuita napisał o jezuicie :-)

Brak komentarzy: