Przejdź do głównej zawartości

Żyjemy...

i radośnie witamy coraz to mocniej rozsłonecznione dni. Kociaste wygrzewają się na parapetach, mają dodatkową energię, Sisi pyta gdzie owies (poprzedni zwiądł, a nowy rośnie), Nusia oznajmia, że idzie w świat jeśli nie zagramy z nią w pingponga dwa razy dziennie, Gusia uznała, że codziennie powinien być weekend i ładuje mi się na kolana gdzie tylko przysiądę, Sisi dotyka nosem do mojego nosa codziennie o 5:55, a Nusia tańcuje na swoich krzywiutkich nóżkach każdego ranka zmuszając mnie do ekwilibrystyki, o którą o 6:06 raczej trudno.

Niedługo przerwa świąteczna, podróż i spotkanie rodzinne. Ciekawe kto będzie cieszył się bardziej: Helenka z Nusi, czy Nusia z Helenki;)
Pomyślałam własnie, że zdjęcia przeczą temu, co napisałam;)))

Komentarze

zuzanna pisze…
Lefreksje mamy podobne,tylko ko-córki mnie miziają jeszcze o 2 w nocy-pewnie po to,żebym sobie powtórkę dr.Housa albo innego CSI obejrzała.A zajrzyj na bloga xmas_eve-okupująca torbę postać wygląda jak sobowtór Sisuleńki!

Do zobaczyska!
kociokwik pisze…
Zuzanno,
pewnie - co będziesz tak spać i spać;)))Ja mam dobrze, że to Z. spełnia kocie zachcianki zabawowe w środku nocy;) A z xmas_eve już przedyskutowałyśmy podobieństwo Kociastych - zdecydowanie uderzające:)
zuzanna pisze…
"Lefreksje"były celowo,jakby ktoś chcił mnie poprawić ;-)

Tylko się zdumiałam ,bo czarne koty w zasadzie są podobne(dużo widuję sobowtórów Czarciej),ale żeby takie specyficzne umaszczenie się zdublowało-zadziwiające....
kociokwik pisze…
Zuzanno,
prawda? Cudy, cudy!

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...

William P. Young. Chata.

Wydane przez Wydawnictwo Nowa Proza Od godziny krążę po domu zastanawiając się jakimi słowami przedstawić Wam "Chatę" tak, by nie uderzyć w nadmierny sentymentalizm i by - z drugiej strony - nie skrzywdzić powieści chłodnym, beznamiętnym opisem. Mackenzie Allen Phillips ma troje cudownych dzieci i niemniej cudowną żonę. Umiarkowanie wierzy w Boga, nienawidzi swojego ojca, jest lubiany i ma przyjaciół. Ostatni weekend wakacji postanawia spędzić z dziećmi nad jeziorem Wallowa. W dniu powrotu do domu dwoje starszych zdecydowało się popływać kajakiem i przewróciło się. Mackenzie wskoczył do wody, by ratować dzieci, podczas gdy mała Missy została przy biwakowym stole kolorując książeczkę. Gdy mężczyzna z dziećmi wyszedł z wody, Missy nie było. Poszukiwania, w które włączyła się policja i wszyscy biwakujący, dały straszny rezultat - dziewczynka padła ofiarą seryjnego zabójcy. W życiu  Mackenziego zapanował Wielki Smutek. A list, który dostał, tylko go rozwścieczył. List ...