12 stycznia 2011

Edward Stachura. Dzienniki. Zeszyty podróżne 1.

Wydane przez
Wydawnictwo Iskry

Jest wiele sposobów na to, by pisać o Stachurze.  Wiele słów, od których mogłabym zacząć opowieść o jego, dotychczas niepublikowanych, tekstach. Tylko trudno mi znaleźć te właściwe.

"Dzienniki" Edwarda Stachury są specyficzne, takie bardzo "stachurowe". Znajdziemy w nich i uwagi związane z tym, co pisał, i notatki dotyczące odjazdów pociągów, wrażeń z podróży, znajdziemy zdania, które później znalazły się w jego wierszach, czy prozie, krótkie zapisy obserwacji z miejsc, spotkań. 

Krótkie zdania. Celne. Wymagające nieustającej uwagi, zaburzające rytm czytania. A przy tym frazy przepięknie się snujące, porywające melodią, opowiadające nawet zwyczajną rzecz w niezwykły sposób.

"Rozdzierający jak tygrysa pazur antylopy plecy jest smutek człowieczy".

Dla mnie ta książka ma szczególne znaczenie. Zaczęłam znajomość z Autorem od utworów muzycznych, wykonywanych przez... Właśnie... Wydawało mi się dotychczas, że przez Jacka Kaczmarskiego, ale teraz naszły mnie wątpliwości. Może to był Marek Gałązka, choć on wydaje mi się za łagodny w stosunku do tego co pamiętam... Wiem, że słuchałam aż do zatarcia muzyki zgranej na kasetę od kogoś, kto również zgrał ją od kogoś. (Kto miał oryginał - nikt nie wie.) Czas jakiś później odkryłam Stare Dobre Małżeństwo, by wreszcie wrócić do źródeł. Na półce szkolnej biblioteki odkryłam pięciotomowe wydanie* utworów Edwarda Stachury i przepadłam. Przepisywałam obszerne fragmenty do zeszytu, po wielokroć do nich wracałam, znałam niemalże na pamięć.

Echa emocji odczuwanych lata temu pojawiały się teraz, podczas czytania "Zeszytów podróżnych". Czytałam o spotkaniach Autora z przyjaciółmi, z ludźmi przypadkowymi, odkrywałam jego wrażliwość, patrzyłam na świat jego oczyma. " Są ludzie, z którymi gdy się rozmawia, to nie ma żadnej rozmowy, bo oni rozmazują rozmowę. Rozmowa z nimi rozmazuje się. (...) Są ludzie, z którymi, gdy się żyje, to nie ma żadnego życia. Rozmazują istnienie." [s.286]

Polecam gorąco. Tym, którzy już zdążyli się zachwycić twórczością Edwarda Stachury i tym, którzy mają ów zachwyt jeszcze przed sobą.

* Marzę o tych pięciu tomach. Gdyby ktokolwiek kiedykolwiek chciał mi zrobić prezent, to poproszę:)

17 komentarzy:

Matylda_ab pisze...

Właśnie czaję się na zakup tej książki, by zrobić prezent mężowi. Bo w sumie to on nie zaraził miłością do Steda.
A gwoli wyjaśnienia, to Jacek Kaczmarski nigdy nie śpiewał piosenek Stachury. Musiało Ci się coś pomylić. Owszem, najpopularniejsze wykonania to dzieło SDMu :)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Matyldo,
pewnie mi się pomyliło. Ale wiesz - jakoś tych kaset nie była powalająca;) I może ktoś mi powiedział, że to Kaczmarski, a ja w tym przekonaniu żyłam do dziś;)To, które pamiętam było znacznie ostrzejsze i nie tak płynne jak SDM.

Tajemnica33 pisze...

a moja miłość, ale to chyba za duże słowo, moje zauroczenie Stachurą jakoś tak pojawia się i znika, nigdy nie jest na stałym poziomie. W chwilach wzrostu sięgnę po książkę, na pewno wtedy odpowiednio ja poczuję :)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Tajemnica,
zauroczenie trzeba podsycać:)))

Tajemnica33 pisze...

Nauczycielko to może jak w fazie wzrostu podsycę je jeszcze książką zapłonie światłem wiecznym ;)

Anulka pisze...

Mój idol z młodzieńczych lat... - w maturalnej klasie pisałam gigant pracę na temat - życie i twórczość Edwarda Stachury. Na półce stoi 5 tomów jego dzieł... . Wracam do nich i wracać będę :-)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Tajemnico,
może:)

Anulko,
zazdroszczę:)

Virginia pisze...

Jak ja kocham Dzienniki! Pewnie i te dopadnę, ale najpierw Iwaszkiewicz i Marai :)

Agnesto pisze...

Droga Prowincjonalna, wiem o jakie wykonanie Ci chodzi... pamiętam taką kasetę z czarno-białą okładką 'Missa Pagana', śpiewał Jan Kondrak (przynajmniej tak mi się zdaje, nie mam jak tego sprawdzić, bo kaseta została w rodzinnym domu, a jak mieszkam już gdzie indziej). Od dzieciństwa przywykłam do tych nagrań, i jak potem usłyszałam te same teksty w aranżacji SDM- u, to już dla mnie nie było to.
Stachurę lubię. A w kolejce do czytania stoi "Stachura totalny"Pachockiego.
Serdecznie pozdrawiam!

kasandra_85 pisze...

Stachura jeszcze przede mną, ale już od dłuższego czasu mam zamiar zapoznać się z jego twórczością. Jestem pewna, że niedługo mi się to uda. Pozdrawiam :)

maioofka pisze...

Nie miałam pojęcia, że jego dzienniki są wydawane teraz! Jego poezja to moje młodzieńcze przeżycia - ogólnie wtedy więcej liryki się czytało :)
Dziękuję za recenzję i dopisuję sobie do listy zakupowej na ten rok. Albo prezentowej ;)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Virginio,
:)

Agnesto,
poszperałam w sieci i podsłuchałam Jana Kondraka. To jednak nie on:( Ale rozumiem, o czym piszesz porównując jego wykonanie i wykonanie SDM. Czekam na recenzję "Stachury totalnego":)

Kasandro,
trzymam kciuki, bo warto!

Maioffko,
ten tom ukazał się bodajże w listopadzie. Drugi najprawdopodobniej wydany zostanie w tym roku. Lista prezentowa jest przyjemniejsza;)))

Bujaczek pisze...

Uwielbiam SDM, dawno tego nie słuchałam i chyba muszę to nadrobić. Stachurę też bardzo lubię. Z pewnością ją przeczytam.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Bujaczek,
miłej lektury:)

ysabellbooks pisze...

Podejrzewam, Nauczycielko, że słuchałaś tego Stachurę w wykonaniu... Stachury osobiście. Co jak co, ale chropowaty, to on był. Fałszował niemiłosiernie, ale szczerości w tym było mnóstwo.

Ja swego czasu lubiłam stachurowe kawałki SDMu, ale za samym artystą jakoś nie przepadam, więc do dzienników mnie nie ciągnie. Ale recenzję kolejnego tomu chętnie przeczytam.

Aglod pisze...

Pamiętam takie dżinsowe wydanie jego twórczości. Takie właśnie czytałam w czasach licealnych i bardzo je lubiłam. Może czas co nieco sobie przypomnieć, bo poza utworami śpiewanymi przez SDM (które, jak wielu znam na pamięć)nie zaglądałam dawno do jego książek.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Ysabellbooks,
Stachura śpiewający siebie brzmi jeszcze inaczej niż to, co pamiętam. Chyba już nie odgadnę któż to był. Kolejny tom dzienników we wrześniu:)

Aglod,
ciekawe są takie powroty:)