Przejdź do głównej zawartości

Podsumowanie Kolorowego Czytania

W  kończącym się dziś Wyzwaniu wzięłam udział z wielką ochotę i kolejny już raz dziękuję Padmie za ogranizowanie wyzwań i za zapraszanie mnie do nich:)

Na kolorowo przeczytałam:

Borys Akunin. Pelagia i biały buldog.
Borys Akunin. Pelagia i czarny mnich.
Borys Akunin. Pelagia i czerwony kogut.
Konstanty Ildefons Gałczyński. Teatrzyk Zielona Gęś.
Lauren St. John. Biała żyrafa.
Bogdan Szczygieł. Mnisi w szafranowych szatach.
Iwona Czarkowska. Żółta przygoda Zenobiusza. Zielona przygoda pomarańczowej skarpety.
Zbigniew Nienacki. Pan Samochodzik i Złota Rękawica.
Stefan Chwin. Złoty pelikan.
Marta Fox. Czerwień raz jeszcze daje czerwień.
Fannie Flagg. Smażone zielone pomidory.

Dziękuję wszystkim biorącym udział w Wyzwaniu za miłe towarzystwo:)

P.S. Jakoś tak się złożyło, że większośc kolorowych książek przeczytałam zanim zaczęło się wyzwanie;)

Komentarze

Maniaczytania pisze…
Nauczycielko - ale sporo się tych kolorowych u Ciebie nazbierało :)

P.S. - kolor szafranu to chyba bardziej cos pomiędzy żółcią, pomarańczą i brązem :)
Monika Badowska pisze…
Manio czytania,
też miałam takie wrażenie, ale gdy poszukałam w necie to wyskoczyła informacja, że szafran to inaczej krokus;) Stąd fiolet;)
mnie też się szafran raczej z żółcią kojarzy- może krokusy też bywają zółtawe?
Znalazłam to:
http://www.foody.pl/strony/1/i/287.php
Czyli miałaś rację- krokus, ale jednak kolor nie ten:)
agulha pisze…
Troszkę bez związku, ale dorzucam Ci kolejny kolor - "Czerwoną orkiestrę" Andrzeja Mandaliana.
Mary pisze…
ranyyy sporo tego - mnie sie udało tylko jedną przeczytać..
Monika Badowska pisze…
Mary,
bo ja zachłanna jestem;)

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

William P. Young. Chata.

Wydane przez Wydawnictwo Nowa Proza Od godziny krążę po domu zastanawiając się jakimi słowami przedstawić Wam "Chatę" tak, by nie uderzyć w nadmierny sentymentalizm i by - z drugiej strony - nie skrzywdzić powieści chłodnym, beznamiętnym opisem. Mackenzie Allen Phillips ma troje cudownych dzieci i niemniej cudowną żonę. Umiarkowanie wierzy w Boga, nienawidzi swojego ojca, jest lubiany i ma przyjaciół. Ostatni weekend wakacji postanawia spędzić z dziećmi nad jeziorem Wallowa. W dniu powrotu do domu dwoje starszych zdecydowało się popływać kajakiem i przewróciło się. Mackenzie wskoczył do wody, by ratować dzieci, podczas gdy mała Missy została przy biwakowym stole kolorując książeczkę. Gdy mężczyzna z dziećmi wyszedł z wody, Missy nie było. Poszukiwania, w które włączyła się policja i wszyscy biwakujący, dały straszny rezultat - dziewczynka padła ofiarą seryjnego zabójcy. W życiu  Mackenziego zapanował Wielki Smutek. A list, który dostał, tylko go rozwścieczył. List ...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...