Przejdź do głównej zawartości

Niewielka aktywność niedzielna





















Jako, że nie chcę być gołosłowna i tylko pisać o tym, że koty śpią, sfotografowałam Ko-córki podczas ich ulubionej czynności. Udało mi się przy okazji pstryknąć i inne zdjęcia.

Wczoraj popołudniu Sisi udało się zająć koszyk na koty. Śpi w nim najczęściej Gusia, więc wyczyn Sisi można uznać za znaczący. Sisi spała, spała i ani myślała się budzić, a Gusia co jakiś czas wskakiwała na szafkę i zaglądała – a nuż sytuacja uległa zmianie?

Jako, że Sisuleńka nie zamierzała opuścić cudem zdobytej przestrzeni, Gusia postanowiła zająć parapet. Rozepchnęła doniczki i ułożyła się wygodnie. I bardziej wygodnie…

Lulunia natomiast lubi spać na parapecie w sypialni. Mam wrażenie, że śniła jej się burza na morzu, bo wygląda jakby kurczowo się trzymała. Gdy już się wyspała postanowiła zajrzeć do misek i powędrowała do kuchni. Szukając ochłody położyła się na podłodze i okazało się, na podstawie drobinek zostawionych na łapkach, że Lulu korzysta z tej samej kuwety co Gusia i Sisi;)

Komentarze

hersylia810 pisze…
Ładnie polegują, Gusia z tym pokazywaniem brzuszka... słodka, no ale Sisi jako łabędzica na pierwszej fotce - ugotowała mnie :-)))
kociokwik pisze…
Hersylio,
mnie przypomina rzeźbę na statku wikingów:)))
sweepstake lotto pisze…
To the owner of this blog, how far youve come?You were a great blogger.
sweepstake lotto pisze…
Ive read this topic for some blogs. But I think this is more informative.
Anonimowy pisze…
dlaczego nie:)

Popularne posty z tego bloga

Magdalena Okraska, Nie ma i nie będzie

Z dużym zainteresowaniem sięgnęłam po tę książkę, bo zanim do mnie dotarła przez sieć przetoczyła się dyskusja zwolenników i przeciwników tego, jak Magdalena Okraska o miastach opuszczonych przez dające zatrudnienie przedsiębiorstwach pisze. A jakie jest moje zdanie? Ta historia to wiele pięćdziesiątek wódki, udek kurczaka, cudzych kołder w cudzych domach (nigdy nie śpię w hotelach, śpię u bohaterów), długich rozmów i krótkich puent. To kilometry pokonane busikami, albumy rodzinne, lokalne biblioteki i lokalne mordownie. Pojechałam do nich i powiedziałam "Opowiedz mi". Tak kończy się jeden z tekstów wprowadzających do rozdziałów poświęconych poszczególnym miastom. Wraz z autorką odwiedzamy Wałbrzych, Włocławek, Będzin, Szczytno i kilka innych miejscowości, których przeszły rozwój osadzony był na istniejącym, prężnie działającym i rozwijającym się przedsiębiorstwie, a które wraz z jego likwidacją podupadły. Magdalena Okraska rozmawia zatem z mieszkańcami i tymi, którzy już owe...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...