Przejdź do głównej zawartości

Guziolek kontra witaminki

Gusia wskoczyła na stolik w kuchni. Ze stolika na lodówkę miała tylko jeden większy sus, więc po chwili go wykonała. Gdy już zasiadła wygodnie na lodówce dojrzała dziwne coś zwisające z sufitu (wcześniej nie wisiało). Próbowała sięgnąć, stanęła nawet słupka, ale było za daleko i kolejne próby groziły upadkiem. A Gusia stateczna jest i nie naraża się na niepotrzebne ryzyko.

Nagle uderzył ją w nos jakiś interesujący zapach. Odwróciła się w jego stronę, pociągnęła nosem i poczuła, że tuż obok niej, w jakims paskudnym foliowym, leżą ukochane witaminki. Sięgnęła łapką, przysunęła bliżej woreczek, po czym złapała go w zęby i stojąc na krawędzi lodówki wysunęła łepetynkę z woreczkiem odwróconym do góry nogami (wiem, woreczki nie mają nóg - to skrót myślowy) poza lodówkę i wysypała witaminki. (Na szczęście) były tylko trzy. Odłożyła woreczek, zeskoczyła na stół, a z niego na podłogę i już miała zabierać się do podjadania... Niestety, przyszedł Z., pozbierał witaminki, schował je do lodówki i cała zmyślność Gusi poszła na marne.

Komentarze

mosame pisze…
Biedna Gusia :( Niedobry Pańcio.

Co zwisało z sufitu, że tak zaintrygowało Gusię?
kociokwik pisze…
Mosame,
papierowy klosz na żarówce;)))
millena4 pisze…
Nadmiar witaminek szkodzi,
działanie uboczne - wielki apetyt :)i pobudka bladym świtem .
hersylia810 pisze…
Jedna witaminka mogłaby się koteczce dostać za skomplikowaną akcję; ci mężczyźni to są tacy niedomyślni... ;-)
kociokwik pisze…
Hersylio,
jakby Gusia dostała nadprogramową witaminkę reszta by się obraziła;)))

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

Wygrywajka

Dziś, w dniu moich urodzin, do wygrania dwie książki: Książkę  Marcina Wrońskiego udostępnił KDC , książkę  Danuty Noszczyńskiej -  SELKAR , za co bardzo dziękuję:) Proszę w komentarzu zostawić wiadomość zawierającą tytuł książki, w losowaniu której chcecie wziąć udział. Losowanie odbędzie się w niedzielę o 8:00. Zapraszam serdecznie:) *   *   * WYLOSOWANO :-D Officium Secretum. Pies Pański. Mogło być gorzej Gratuluję i proszę o kontakt na m1b1m1m@gmail.com :)

Urodziny "Z lektur prowincjonalnej nauczycielki"

ImageChef.com Flower Text Dziś mijają trzy lata od dnia, w którym zamieściłam tu swój pierwszy wpis. Trzy lata, które wiele mnie nauczyły, otworzyły mi wiele ścieżek, pozwoliły upewnić się, że jest mnóstwo podobnych do mnie czytających szaleńców. "Z lektur prowincjonalnej nauczycielki" rozwija się dzięki Wam - tym, którzy odwiedzacie mnie bez słowa i tym, którzy dyskutujecie ze mną o przeczytanych książkach. Dzięki tym wszystkim, którzy mi zaufali. Rozwija się też dla Was. Piszę, bo przyjemność sprawia mi dzielenie się z Wami wrażeniami po lekturze, czytam, bo bez książek nie umiem żyć. Dziękuję Wam za codzienną obecność. Za nominację do Papierowego Ekranu, za link do mojego bloga na Waszych stronach, za wszystkie słowa jakie kierujecie do mnie w komentarzach, czy e-mailach. Poświętujecie ze mną?