Przejdź do głównej zawartości

Janusz Korwin-Mikke. Wolność do trzymania za mordę.


Wydane przez
Wydawnictwo Red Horse

„Wolność do trzymania za mordę” to zbiór tekstów opublikowanych w prasie w ostatnich latach. Tematyka i forma felietonów nie są niespodzianką – autor zajmuje się problematyką wolnościową a pióro ma świetne i cięte.

Niektóre felietony Korwn-Mikkego w większym stopniu dotykają spraw bieżących, inne pisane są z większym dystansem do codzienności ale we wszystkich znajdujemy fundamentalne zasady wyznawane przez wolnościowców i zwolenników wolnego rynku. Wyrobiony czytelnik o poglądach liberalnych (w dobrym, tradycyjnym rozumieniu pojęcia liberalizm) czyta te teksty z przyjemnością, zastanawiając się przede wszystkim nad tym, w jakich to jeszcze dziedzinach autor znajdzie przykłady na postępujące ograniczanie wolności. Z kolei czytelnicy jedynie prasy mainstreamowej co i rusz trafiają na bon moty, które wprawiają ich w osłupienie, jak chociażby ten:

Jeśli chcecie Państwo być traktowani poważnie, to przestańcie pieprzyć frazesy, że „chcecie pracy” i zrozumcie, że chcecie pieniędzy. Wcale nie chcecie być Ludźmi Pracy!

„Wolność do trzymania za mordę” to książka obnażająca istotę tyranii status quo, pod którym to pojęciem jego twórca, Milton Friedman, rozumiał układ petryfikowany przez władzę, biurokrację i beneficjentów systemu; to książka pokazująca rzeczywistość w sposób diametralnie różny od tego, w jaki szerokiej publiczności prezentują sprawy przede wszystkim symulakryczne media.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

Wygrywajka

Dziś, w dniu moich urodzin, do wygrania dwie książki: Książkę  Marcina Wrońskiego udostępnił KDC , książkę  Danuty Noszczyńskiej -  SELKAR , za co bardzo dziękuję:) Proszę w komentarzu zostawić wiadomość zawierającą tytuł książki, w losowaniu której chcecie wziąć udział. Losowanie odbędzie się w niedzielę o 8:00. Zapraszam serdecznie:) *   *   * WYLOSOWANO :-D Officium Secretum. Pies Pański. Mogło być gorzej Gratuluję i proszę o kontakt na m1b1m1m@gmail.com :)

Daphne Du Maurier. Rebeka

Gdybym była damą w kapeluszu pijącą z przyjaciółką herbatę na tarasie w letnie popołudnie powiedziałabym o ksiażce: "Jakie to angielskie...". Młoda dziewczyna, podróżująca ze starszą, zgryźliwą, ciekawską kobietą dociera do Monte Carlo, gdzie poznaje zamożnego Maxima de Wintera, właściciela uroczej posiadłości Manderley, owdowiałego przed niespełna rokiem. Gdy starsza pani choruje, Maxim zaczyna opiekować się dziewczyną, a w dniu, w którym obie panie zamierzaja opuścić Monte Carlo, prosi ją o rękę. Młoda pani de Winter ma kłopoty z aklimatyzacją w nowym miejscu, wśród nowych ludzi, w nowej roli. Nie pomaga jej w tym zarządzająca domem niania pierwszej, tragicznie zmarłej, pani de Winter. Mąż nie dostrzega rozterek żony, wciąż walczy z upiorami przeszłości. Gdy dziewczynę ogarnia zniechęcenie i przekonanie, że ona nigdy nie dorówna Rebece, którą zachwycaja się wszyscy, pewnien splot okoliczności ukazuje jej zupełnie inne oblicze pierwszej pani de Winter. Ta wiedza wzmacnia ją ...