Przejdź do głównej zawartości

Dynamizm z przerwą na drukowanie





Sisi długo spała. Spała całe popołudnie z jednym tylko wyjątkiem. Wychodziliśmy do biblioteki, więc należało to wyjście należało obmiauczeć solidnie zza zamkniętych drzwi. Potem Sisi zjadła z nami jajecznicę, zagrzebała się uroczo w kocyk i spała... spała... spała...

Obudziła się. I dostała dynamizmu. Biega i krzyczy na nas albo cichutko gdzieś coś broi. Na nasze nieszczęście Kocilka upodobała sobie wchodzenie za kuchenkę gazową. Przeczołgiwała się pod kaloryferem i nagle miauczała za kuchenką. Zabarykadowaliśmy. Reklamówką z cukrem, reklamówkami pustymi, ale w dużej liczbie, niepotrzebnymi półkami. Dziś usiłowała przewiercić się przez barykadę. Gdy wchodziłam do kuchni Sisi smętnie przyglądała się miseczce. Gdy wychodziłam szelest foliowych toreb oznajmiał, że Sisi daleka jest od smętności. W biegu Sisi wskakuje między szafę i ścianę. Wąsko tam straszliwie i zazwyczaj z tej szczelinki Sisul wyłazi tyłem. Ale gdy kot ma dynamizm - dokonuje rzeczy niemożliwych. Przed chwilą widziałam jak wychodziła głową, a nie ogonem, do przodu. Z trakcie biegu wydarzyło się coś od Sisulka niezależnego – włączyłam drukarkę. Sisi natychmiast przyszła oglądać cóż to z tego będzie. Kocilka uwielbia obserwować drukarkę. Zagląda energicznie w enigmatyczne wnętrze tego dziwnego stwora.

Po drukowaniu i wyłączeniu drukarki włączył się dynamizm Kocilki. W ramach szaleńczego biegu po mieszkaniu wskoczyła na szafki kuchenne, z szafki wskoczyła na półeczkę i... nagle usłyszeliśmy brzdęk spadającego słoika. Słoiczek z herbatą zamiast stać na półce leżał na szafce. Kota nie było. Zajrzeliśmy pod fotele. Pod łóżko. Za szafę. Za wc i do pralki. Nie ma kota. Weszłam do kuchni i zadziwił mnie szelest dobiegający spod sufitu. Nasza Sisi najspokojniej w świecie siedziała na szafce i obgryzała dawno zapomnianą palmę wielkanocną z suszonych kwiatów (chyba jeszcze poprzednich lokatorów). Z. Wdrapał się, zdjął naszego ukochanego strzępiona. Usiedliśmy, każde nas swoja pracą, by za chwile zerwać się na dźwięk kolejnego spadającego słoika. Sisi znów siedziała na szafce.

Mamy wysokopiennego kota.


niedziela, 07 stycznia 2007

Komentarze:

daria_nowak
2007/01/07 23:13:35
Trzeba mieć oczy dookoła głowy… A mieszkanie przystosowane lepiej niż do małego dziecka;)
Gość: Izolda, e1-134-u11.elartnet.pl
2007/01/08 16:01:56
Ale z tej Sisi łobuziak! Aż się boimy co to będzie :))) Przesyłamy dużo buziaczków w ten brojący pyszczek!
mbmm
2007/01/08 20:01:38
I słusznie czynicie:))) Bójcie się:))) I ślijcie Sisulkowi buziaczki:))) Czy Lulu nas jeszcze pamięta?
Gość: , acho107.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/11/25 00:20:05
Boże kocham tego Twojego kotka ;)
Uśmiałam się przy czytaniu że heeej :D pozdrawiam
Martyna!
PS.Ucałuj kota :D
mbmm
2007/11/25 18:09:14
Dziekuję za wyrazy miłości:)))
Ucałowałam;)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Konkurs na Blog Roku

Wczoraj ów konkurs wkroczył w kolejny etap. Za nami czas zgłaszania blogów, przed nami czas głosowania na te, co zgłoszone, a po południu 22 stycznia najpopularniejsze blogi oceniać będzie Kapituła Konkursu. Aby zagłosować na bloga, którego właśnie czytacie należy wysłać sms-a o treści E00071 (e, trzy zera, siedem, jeden) na nr 7144. Taki sms kosztuje 1,22 zł. Szczegóły konkursu: http://www.blogroku.pl/

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę

Paweł Beręsewicz. Kiedy chodziłem z Julką Maj.

Wydane przez Wydawnictwo Literatura Książka Pawła Beręsewicza wprawiła mnie w dobry nastrój. Opisując pierwsze drżenia serca, pierwsze zakochanie z punktu widzenia piętnastoletniego Jacka Karasia Autor dokonuje wyłomu - bodaj pierwszy raz mam szansę przeczytać, jak reaguje nastolatek szykując się na randkę, co i czy w ogóle mówi rodzicom o swojej dziewczynie i czy tylko dziewczyny martwią się o to, w którą stronę skierować nos przy pocałunku. Jacek Karaś, którego czytelnicy mieli okazję poznać w książce " Jak zakochałem Kaśkę Kwiatek ", kończy gimnazjum i w ostatniej klasie dostrzega niezwykły urok swojej klasowej koleżanki, Julki Maj. Zdobywając się na straceńczą odwagę pyta Julkę, czy zechciałaby być jego dziewczyną. Później, wbrew temu, co myślał Jacek, bywa trudniej - nagle trzeba myśleć o wielu sprawach, nad którymi nigdy nie było powodu się zastanawiać, funkcjonować w inny niż dotychczas sposób. Cenię sobie ostatnie rozdziały powieści. Nie powiem nic więcej - czytaj