Przejdź do głównej zawartości

Marsha Mehran. Zupa z granatów.



Powieść Marshy Mehran opowiada historię trzech sióstr, które uciekając z owładniętego rewolucja Iranu docierają do małego irlandzkiego miasteczka, by tam otworzyć i prowadzić Cafe Babilon.

Przeciwko tajemniczym przybyszkom spiskuje lokalne środowisko dewotek (choć pastor jada codziennie obiad w Cafe Babilon) i miejscowy właściciel sieci pubów liczący na to, że w budynku, w którym siostry otworzyły restaurację on stworzy dyskotekę.

Ta powieść nieco przypomina „Czekoladę” Joanne Harris. Są przybyszki uciekające przed okrutną przeszłością, smakołyki dotychczas nieznane większości mieszkańców irlandzkiego miasteczka, jest grupa osób przeciwna pojawieniu się dziewcząt i oczerniająca je bez powodu. Jest też grupa wyklętych – w tej książce ich role pełnią druciarze. Jednak „Zupa z granatów” ma bardziej pozytywny wydźwięk i jest, po prostu, lepiej napisana.

Szalenie interesującym uzupełnieniem historii opowiadanej przez autorkę są przepisy na potrawy kuchni perskiej. Znajdziemy tu przepis na gołąbki, zupę z czerwonej soczewicy, baklawę, miksturę na migrenę i herbatę lawendowo-miętową. To zachęta, by i w swoim domu odszukać nieco magii płynącej z gotowania.

Lejla ma swą młodzieńczą cynamonowo-różaną obietnicę, Mardżan ma dar przyrządzania nadzwyczajnych potraw – ale są to ich drogi życiowe, niewłaściwe dla niej. Bahar nie znała jeszcze swoich mocnych stron, ale wiedziała już teraz, gdzie ich szukać.

Zapraszam do przeczytania wywiadu z autorką.

Komentarze

Brahdelt pisze…
No to już widzę, że koniecznie musze tę książkę nie tylko przeczytać, ale kupić i mieć, skoro ma przepisy kulinarne! Dzięki za recenzję. *^v^*
Monika Badowska pisze…
Przepisów jest kilka, tyle ile rozdziałów (nie mogę sprawdzić, bo już oddałam książkę).

Popularne posty z tego bloga

Magdalena Okraska, Nie ma i nie będzie

Z dużym zainteresowaniem sięgnęłam po tę książkę, bo zanim do mnie dotarła przez sieć przetoczyła się dyskusja zwolenników i przeciwników tego, jak Magdalena Okraska o miastach opuszczonych przez dające zatrudnienie przedsiębiorstwach pisze. A jakie jest moje zdanie? Ta historia to wiele pięćdziesiątek wódki, udek kurczaka, cudzych kołder w cudzych domach (nigdy nie śpię w hotelach, śpię u bohaterów), długich rozmów i krótkich puent. To kilometry pokonane busikami, albumy rodzinne, lokalne biblioteki i lokalne mordownie. Pojechałam do nich i powiedziałam "Opowiedz mi". Tak kończy się jeden z tekstów wprowadzających do rozdziałów poświęconych poszczególnym miastom. Wraz z autorką odwiedzamy Wałbrzych, Włocławek, Będzin, Szczytno i kilka innych miejscowości, których przeszły rozwój osadzony był na istniejącym, prężnie działającym i rozwijającym się przedsiębiorstwie, a które wraz z jego likwidacją podupadły. Magdalena Okraska rozmawia zatem z mieszkańcami i tymi, którzy już owe...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...