Przejdź do głównej zawartości

Pomysł na...

Sisi przez ostatnie parę dni wstaje wcześniej niż ja. I wcale jej się to nie podoba (mnie również nie, ale o tym za chwilę). Gdy już się obudzi, poprzeciąga, umyje, zaczyna kombinować jakby mnie obudzić.
Zaczyna gruchać. Spaceruje i grucha miłośnie zagadując mnie próbującą jeszcze pospać. Gdy gruchanie nie przynosi oczekiwanego przez Kocilkę skutku sięga po ostry środek. Zaczyna grzebać w kuwecie. Ona grzebie i nasłuchuje czy idę, a leżę i nasłuchuję cóż ona tam robi. Pierwsze grzebanie zakończone sikaniem nie podrywa mnie z łóżka, więc Sisi znów przychodzi pogruchać, a potem znów biegnie do kutety. I to już jest moment, w którym wstaję.
Jeśli Sisulek nie czuje potrzeby odwiedzania kuwety budzi mnie w inny sposób. Spaceruje pod moją wyciągniętą poza łóżko ręką. Podstawia pod moją dłoń łepetynkę, łuk brwiowy, który zrobiła na plecach i na końcu ogonek, zwany anakondem. Spaceruje do momentu, w którym moja dłoń zaciśnie się pieszczotliwie na anakondzie. Wędruje jeszcze raz - dla sprawdzenia reakcji - i zaczyna gruchać z bliskiej bliskości czyli znad mojej głowy. Cóż, na tym etapie kocich zabiegów odbiega ze mnie sen i wstaję uśmiechnięta od ucha do ucha.
Gdyby ktoś był ciekaw czemu Sisi dokłada tylu starań, by mnie obudzić, spieszę z wyjaśnieniami - chodzi o napełnienie kociej miski.

wtorek, 04 września 2007

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

Wygrywajka

Dziś, w dniu moich urodzin, do wygrania dwie książki: Książkę  Marcina Wrońskiego udostępnił KDC , książkę  Danuty Noszczyńskiej -  SELKAR , za co bardzo dziękuję:) Proszę w komentarzu zostawić wiadomość zawierającą tytuł książki, w losowaniu której chcecie wziąć udział. Losowanie odbędzie się w niedzielę o 8:00. Zapraszam serdecznie:) *   *   * WYLOSOWANO :-D Officium Secretum. Pies Pański. Mogło być gorzej Gratuluję i proszę o kontakt na m1b1m1m@gmail.com :)

Daphne Du Maurier. Rebeka

Gdybym była damą w kapeluszu pijącą z przyjaciółką herbatę na tarasie w letnie popołudnie powiedziałabym o ksiażce: "Jakie to angielskie...". Młoda dziewczyna, podróżująca ze starszą, zgryźliwą, ciekawską kobietą dociera do Monte Carlo, gdzie poznaje zamożnego Maxima de Wintera, właściciela uroczej posiadłości Manderley, owdowiałego przed niespełna rokiem. Gdy starsza pani choruje, Maxim zaczyna opiekować się dziewczyną, a w dniu, w którym obie panie zamierzaja opuścić Monte Carlo, prosi ją o rękę. Młoda pani de Winter ma kłopoty z aklimatyzacją w nowym miejscu, wśród nowych ludzi, w nowej roli. Nie pomaga jej w tym zarządzająca domem niania pierwszej, tragicznie zmarłej, pani de Winter. Mąż nie dostrzega rozterek żony, wciąż walczy z upiorami przeszłości. Gdy dziewczynę ogarnia zniechęcenie i przekonanie, że ona nigdy nie dorówna Rebece, którą zachwycaja się wszyscy, pewnien splot okoliczności ukazuje jej zupełnie inne oblicze pierwszej pani de Winter. Ta wiedza wzmacnia ją ...