11 grudnia 2010

Robert Louis Stevenson. Wyspa skarbów.


Wydane przez
Wydawnictwo Skrzat

Gdy byłam dzieckiem bardzo emocjonowałam się czytanymi książkami. Pamiętam jaka byłam zdenerwowana, gdy marynarze wyruszali na poszukiwanie skarbu, gdy stosunki między nimi przestawały być przyjacielskie. Utożsamiałam się w bohaterem, dla którego sytuacja w jakiej się znalazł, była po pierwsze czymś zupełnie obcym od tego, co znał, po drugie - czymś, co stanowiło źródło strachu/lęku.

Dziś czytałam książkę Stevensona z dużo mniejszym napięciem niż w latach dziecięctwa. Ale upodobanie do opisywanej Przygody nie zmieniło mi się z wiekiem, co więcej dorosłe czytanie pozwoliło mi wyłuskać z opowieści kilka smaczków, których jako dziecko nie dostrzegłam.

Wielki plus należy się tej książce za szatę graficzną - gruba twarda oprawa i ilustracje Łukasza Ryłko, który postarał się o symbolikę marinistyczną. Nawet paginacja umieszczona jest pośrodku kapelusza siedzącego na głowie-szkielecie, będącej niewątpliwie głową zmarłego dawni pirata.

Miło jest dzięki lekturze wrócić do przeszłości:)

2 komentarze:

Sen Endymiona pisze...

A ja za żadną cenę nie mogę się przełamać do tej książki. Mam stare wydanie moich rodziców, ale nie jestem do końca przekonany, bo nie przepadam z przygodówkami. W końcu nie podszedł mi też Pan Samochodzik czy Tomek Wilmowski.
Ach, ja wybredny :D

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Grzesiek,
a ja chciałam być żoną Tomka i brać udział w przygodach Pana Samochodzika, więc sam rozumiesz...