Przejdź do głównej zawartości

Świątecznie

Goście przyjechali 25 grudnia. Koty ze zdumieniem przyglądały się kolejnym bagażom, wyłaniającej się spod szalika, czapki, kaptura i kurtki Helence. 

Sisi westchnęła i powędrowała do łazienki, by ułożyć się na stojącym nieopodal kaloryfera koszu na pranie; spędziła tam (z niewielkimi przerwami) całą trzydniową wizytę gości. Gdy wychodziła z łazienki i goście próbowali się do niej zbliżyć wydawała ostrzegawczy syk. 

Gusia spała przeważnie na bocianim gnieździe drapaka. Wystarczająco daleko od dziecięcych rąk;) Na wszelkie próby zbliżenia się do siebie reagowała groźnymi pomrukami. Ale i tak została raz czy dwa pogłaskana przez Helę.

Najszczęśliwsza była Nusia. Spała na fotelu nic sobie nie robiąc z gości. Dawała się czesać, głaskać, przynosiła Heli pod nogi miarę krawiecką i orzeszki zapraszając do wspólnej zabawy.
 (Jak widać nie tylko Nusia ma przyjemność z czesania)
Wieczorem koty schodziły się na wersalkę. Układały na mnie czytającej przed snem, myły się i tak zasypiałyśmy - wszystkie razem. (zdjęcie robione po ciemku telefonem stąd kiepska jakość)
Po wyjeździe gości koty odetchnęły. Odespały wszelkie zaburzenia rytuały, Gusia zbiegła z drapaka na moje kolana, Sisi przyszła dopominać się o głaski i całusy. Dom wrócił do równowagi:)))

Komentarze

abigail pisze…
Goście są bardzo mile widziani :)... przez pierwsze 3 godziny :D... :)
kociokwik pisze…
Abigail,
zgadzam się:) Później zakłócają kocie rytuały;)

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

30 dni z książkami (1)

( źródło zdjęcia ) Tak oto przetłumaczyłam na własny użytek wyzwanie znalezione na facebooku . Nie wiem, czy owe trzydzieści dni należy traktować literalnie, jako miesiąc (i skutkiem czego powinnam pisać w ramach tego wyzwania od wczoraj), czy mogę sobie pozwolić na pewną dowolność i zacząć od dziś. Myślę jednak, że trzymanie się czegokolwiek poza listą książek na każdy dzień jest w tym wypadku nieobowiązkowe. Dzień 1 - ulubiona książka Pytania nie są łatwe i odpowiedź na nie stanowi dla mnie spore wyzwanie. Już pierwsze zmusza do prześwietlenia wszystkich życiowych wyborów książkowych i wyłonienia spośród tego, co kiedykolwiek czytałam książkę ulubioną. Analizując moje spotkania z książkami uświadomiłam sobie, że nie mam ulubionej powieści, książki popularnonaukowej, poezji, relacji podróżniczej, czy bajki dla dzieci. Jest wiele takich, które lubię; czasami tworzą serię, czasami są odrębnymi powieściami, ale wiąże je postać autora, którego cenię. Są też i takie, które poprawiają m...

Marzec nie mógł się zacząć niczym innym (wygrywajka)

Marzec na moim blogu zaczyna się książką o kobiecie. Silnej, odważnie stawiającej czoła przeciwnościom, o niebanalnej urodzie, nie mniej niebanalnym poczuciu humoru oraz interesującym życiu zawodowym. Mowa o Mma Ramotswe, bohaterce książek Alexandra McCalla Smitha. Czytający mnie od dłuższego czasu wiedzą, że bardzo lubię tego Autora (dałam temu wyraz także w gościnnej wizycie u Padmy , której serdecznie dziękuję za zaproszenie). Tak się jednak składało, że nigdy nie miałam własnego cyklu książek o pani detektyw z Botswany. Wyobraźcie sobie zatem moją radość, gdy dostrzegłam, że w jednej z sieciowych księgarni można kupić kolejne części za bardzo przyzwoitą cenę. Od razu zamówiłam egzemplarz z myślą o Was, gdyż zamierzam osoby jeszcze nie przekonane do twórczości Alexsandra McCalla Smitha zachęcać do sięgnięcia po jego powieści. Na zachętę link do filmu zrealizowanego na podstawie książki i kilka cytatów: Bóg był tutaj wcześniej od misjonarzy. Nazywaliśmy Go wtedy inaczej i...