26 marca 2009

Bernhard Schlink. Lektor.



Wydane przez

Wydawnictwo Muza

Przyznaję – im książka jest głośniejsza, tym trudniej mi się do niej zabrać. Stąd też i długotrwałe czytanie „Lektora”.

Spodziewałam się czegoś innego. Spodziewałam się ckliwej historyjki przedstawiającej romans dojrzałej kobiety i młodego chłopca, która finał znajduje na sali sądowej. Dostałam świetnie nakreśloną historię namiętności, zdrady, odpowiedzialności moralnej wobec i za innych ludzi kończącą się nad grobem.

Duże wrażenie zrobił na mnie fragment, w którym opisane są wahania Michaela dotyczące definicji zdrady, jej relatywizmu. Interesująco brzmi również pogląd ojca Michaela, zajmującego się filozofią, który stwierdził, że „ filozofia nie dba o dzieci. Zostawiła je w rękach pedagogiki, ale to nie są dla nich dobre ręce.” Kolejnym tropem, za którym można by podążyć jest rozważanie na temat tego, jak pokolenia tych, którzy nie zawinili podczas Holokaustu, maja traktować przeszłość ( a w pewnym rozumieniu teraźniejszość) swoich rodziców, jak żyć ze świadomością, że ci których kochamy i z którymi przeżyliśmy wiele dobrych chwil, dla innych ludzi byli katami.

Najważniejszą, dla mnie, wartością tej książki jest to, że nie daje odpowiedzi, a zadaje wiele pytań.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Ostatnia książka, której recenzje pojawiły się w krótkim czasie na kilku blogach, to chyba "Kochający na marginesie". Teraz blogerki czytają "Lektora" :) A ja na obie książki mam w planach. Bliżej nieokreślonych, ale zawsze.

Lilithin

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Lilithin,
życzę urzeczywistnienia planów:)