Przejdź do głównej zawartości

Wawrzyniec Prusky. Ballada o chaosiku.



Wydane przez
Wydawnictwo Grasshopper

Premiera 24 kwietnia!

Wawrzyniec Prusky prowadzi bloga. Z tekstów opublikowanych na tym blogu wydano „Jędrne kaktusy”, a w drugiej połowie kwietnia ukaże się kolejna część przygód Prusky’ego w gronie rodzinnym, zatytułowana „Ballada o chaosiku”.

Autor ma doskonały zmysł obserwacyjny, odpowiednią dawkę ironii i umiejętność pisania o blaskach i cieniach życia rodzinnego z humorem na dobrym poziomie.

Wawrzyniec ma MŻonkę, Dziedzica i Potomkę. W „Balladzie…” śledzimy losy rodziny Pruskych na przestrzeni roku. I czegoż tam nie ma… Jest płacz i stres u progu przedszkola (któż się mógł stresować, no któż?), mecz Polska-Niemcy podczas Mistrzostw Świata oglądany na Rodos w towarzystwie kibiców drużyny przeciwnej niż ta, której kibicował Prusky, łazienkowe SPA i odwieczne pytania dorastających dzieci „dlaczego?” i „jaki?” (w wersji Potomkowej brzmiało „jakum?” ). Podczas czytania zapisków Prusky’ego dowiedzieć się można, że mania żarówkowa kiedyś mija, że w Irlandii nawet latem nie jest dobrze być obutym w sandały, że Adam doleci, Robert dojedzie, a tata nie musi tego oglądać, gdyż ludzkość ( w postaci Dziedzica i/lub Potomki) zna ważniejsze sprawy.

Lektura ku odprężeniu i przyjemności. Bardzo zacna lektura;)

Komentarze

Krytycznym okiem pisze…
Wziąłem ku odprężeniu... i coraz bardziej mnie irytuje...
alicjamic18 pisze…
Trzeba było wcześniej poczytać bloga W. Prusky'ego to byś wiedział o co biega. Mnie się podoba

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

William P. Young. Chata.

Wydane przez Wydawnictwo Nowa Proza Od godziny krążę po domu zastanawiając się jakimi słowami przedstawić Wam "Chatę" tak, by nie uderzyć w nadmierny sentymentalizm i by - z drugiej strony - nie skrzywdzić powieści chłodnym, beznamiętnym opisem. Mackenzie Allen Phillips ma troje cudownych dzieci i niemniej cudowną żonę. Umiarkowanie wierzy w Boga, nienawidzi swojego ojca, jest lubiany i ma przyjaciół. Ostatni weekend wakacji postanawia spędzić z dziećmi nad jeziorem Wallowa. W dniu powrotu do domu dwoje starszych zdecydowało się popływać kajakiem i przewróciło się. Mackenzie wskoczył do wody, by ratować dzieci, podczas gdy mała Missy została przy biwakowym stole kolorując książeczkę. Gdy mężczyzna z dziećmi wyszedł z wody, Missy nie było. Poszukiwania, w które włączyła się policja i wszyscy biwakujący, dały straszny rezultat - dziewczynka padła ofiarą seryjnego zabójcy. W życiu  Mackenziego zapanował Wielki Smutek. A list, który dostał, tylko go rozwścieczył. List ...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...