12 marca 2009

Susan Fletcher. Ostrygojady.


Wydane przez
Wydawnictwo Muza

To książka, która porusza trudny temat. Nasycona wyrzutami sumienia fabuła jest poruszająca w swym chłodzie.

Moira odwiedza swoją młodszą siostrę Amy, od czterech lat leżącą w śpiączce. Przy łóżku szesnastolatki dokonuje spowiedzi życia, tłumaczy się ze swej oschłości, nieufności, braku miłości. Opowiada siostrze o jej narodzinach i zmianie jaka zaszła w rodzinie ( w odczuciu Mojry) wraz z pojawieniem się w niej długo wyczekiwanego kolejnego dziecka. Zwierza się z bólu odosobnienia jaki stał się jej udziałem podczas szkolnych lat, gdy zgrabniejsze, piękniejsze i rozszczebiotane koleżanki dokuczały jej za wygląd, umysł, milczenie. Bo właśnie milczenie wybrała Moira jako swój sposób na kontakt ze światem. Pragnęła czuć się komuś bliską, a w nielicznych chwilach, gdy podejmowała próby zbliżenia się do koleżanek, przekonywała się o tym, że jest od nich zbyt różna, że znalezienie wspólnych obszarów nigdy się nie uda.

Moira kochała tylko jedno – kochała morze. Uwielbiała zanurzać się w wodzie, czuć igiełki chłodu atakujące jej ciało, uwielbiała kamieniste plaże, głazy wystające z wody, na których osobna od całego świata była zespolona z potęgą natury – żywiołem wodnym.

Amy, czująca niechęć starszej siostry do siebie, próbowała ją naśladować, chciała zyskać jej aprobatę. Tęskniła za Moirą i jej mężem, tęskniła za czasem spędzonym z dziewczyną. Zachwyt Amy Moirą przypomina nieco to uczucie jakim Moira darzyła Tili, siostrę Miriam, matki dziewcząt. 

Powieść trzydziestoletniej Brytyjki jest dojrzała, nasycona emocjami, przejmująca. Atmosfera jest nieco podobna tym powieściom, które powstały w Skandynawii.

Brak komentarzy: