05 marca 2009

Tadeusz Konwicki. Bohiń.


"Bohiń" jest w założeniu moją wyzwaniową książką. I przyznam, że to głównie zadecydowało o tym, że doczytałam ją do końca.

Powieść wydana w 1987 opowiada o babce pisarza, o jej samoświadomości, wgłębianiu się w siebie, analizowaniu z dużym zacięciem wspomnień, snów, majaków dziennych oraz wydarzeń będących udziałem Heleny Konwickiej. 

Czasy są niespokojne. W majątku należącym niegdyś do Konwickich zamieszkał z woli carskiej Rosjanin, a odwiedzający go isprawnik wciąż węszy szukając wrogów monarchy. Helena waha się przed zamążpójściem - wszak trzydzieste urodziny oznaczają starość. Konkurent do ręki panny jest i to bardzo zdecydowany; ponoć jego ojciec w testamencie zobowiązał go do zaślubin przed 40 rokiem życia pod groźbą utraty dóbr, a on woli mężczyzn. W tym trudnym momencie pojawia się Eliasz (ale imię piękne) Szyra, Żyd z Bojszowy, który mówi o swej wielkiem miłości do Dziedziczki Konwickiej i nawet ową miłośc z Helaną konsumuje.

Brzmi to wszystko dość ciekawie, ale podane jest wśród szumiących lasów, monologów wewnętrznych, awantur pijackich i zmęczenia. Depresyjność aż bije z dworku Konwickich i wszystko wydaje się być lekko nierzeczywiste, jak ksiadz, który Bogu służy, choć w niego nie wierzy.

5 komentarzy:

m pisze...

Mimo to polecam gorąco "Sennik współczesny" Konwickiego, rónież pisany jakby bohater widział rzeczywistość mając gorączkę, na granicy majaków, a mimo to wstrząsające, świeże i zapadające w pamięć.

Ada pisze...

A ja Konwickiego czytałam bardzo dawno, więc wspomnienia już się zatarły. Zawsze miałam tendencję do lektur niedopasowanych do wieku ;) i "Małą apokalipsę" przeczytałam zdecydowanie za wcześnie, tak sądzę. Natomiast chętnie powróciłabym (i polecam!) do książki "Nowy Świat i okolice"

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

M,
"Sennik..." znam i lubię:) W ogóle lubię Konwickiego (tylko "Bohiń" jakaś taka zbyt mglista); vide: "Wiatr i pył":)

Ado,
ja sobie również obiecuję powrót do dzieł Konwickiego:)

peek-a-boo pisze...

lepszy ksiądz, który Bogu słuzy, choc nie wierzy, niż ten co wierzy a nie służy ;). dlatego pewnie mimo wszystko miałabym ochotę na tę książkę, a Konwicki zawsze depresyjny jest nieco, wręcz na tym jego urok polega;)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Peek-a-boo,
to może akurat zły nastrój miałam na Konwickiego?