Przejdź do głównej zawartości

Batya Gur. Morderstwo w szabatowy poranek.


Wydane przez

Wydawnictwo EMG

Przyznam, że zanim odkryłam istnienie Wydawnictwa EMG literatura izraelska nie funkcjonowała w mojej świadomości. Teraz powoli ją poznaję i to całkiem miłe uczucie.

Batya Gur jest najbardziej znaną w świecie autorką izraelskich kryminałów. Stworzyła postać Michaela Ochajona, spokojnego, będącego wyjątkowym znawcą natury ludzkiej, inspektora policji. Każdy z jej kryminałów osadzony jest w innych realiach, które łączy ze sobą – oprócz postaci policjanta – jedno: zbrodnie są dokonywane w specyficznej, zamkniętej społeczności.

„Morderstwo w szabatowy poranek” opisuje środowisko psychoanalityków. Autorka skrupulatnie wprowadza czytelników w świat superwizji, superwizowanych i superwizorów, w działalność Towarzystwa Psychoanalitycznego. Zwraca uwagę na zależności panujące pomiędzy członkami owego Towarzystwa, podkreśla konieczność nienagannej postawy moralnej terapeutów podczas spotkań z pacjentami, wskazuje na wyindywidualizowanie psychoanalityków z grona psychologów, psychiatrów i lekarzy.

Powolne zagłębianie się w tematykę zawodową zamordowanej Ewy Neidorff daje Michaelowi Ochajonowi szansę na prowadzenie precyzyjnych obserwacji jej współpracowników. Nam – czytelnikom – pozwala zrozumieć prawa rządzące opisanym przez pisarkę światem, a jednocześnie zachęca do obdarzenia policjanta sympatią, a jego pracy szacunkiem.

Kolejna opublikowana w Polsce książka Batya Gury* nosi tytuł „Morderstwo na wydziale literatury”. Już zacieram ręce z radości...

* nie wiem jak się to odmienia

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Magdalena Okraska, Nie ma i nie będzie

Z dużym zainteresowaniem sięgnęłam po tę książkę, bo zanim do mnie dotarła przez sieć przetoczyła się dyskusja zwolenników i przeciwników tego, jak Magdalena Okraska o miastach opuszczonych przez dające zatrudnienie przedsiębiorstwach pisze. A jakie jest moje zdanie? Ta historia to wiele pięćdziesiątek wódki, udek kurczaka, cudzych kołder w cudzych domach (nigdy nie śpię w hotelach, śpię u bohaterów), długich rozmów i krótkich puent. To kilometry pokonane busikami, albumy rodzinne, lokalne biblioteki i lokalne mordownie. Pojechałam do nich i powiedziałam "Opowiedz mi". Tak kończy się jeden z tekstów wprowadzających do rozdziałów poświęconych poszczególnym miastom. Wraz z autorką odwiedzamy Wałbrzych, Włocławek, Będzin, Szczytno i kilka innych miejscowości, których przeszły rozwój osadzony był na istniejącym, prężnie działającym i rozwijającym się przedsiębiorstwie, a które wraz z jego likwidacją podupadły. Magdalena Okraska rozmawia zatem z mieszkańcami i tymi, którzy już owe...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...