Przejdź do głównej zawartości

Zwierzowiec

Podróż upłynęła nam bez większych niespodzianek. Co więcej - im ciemniej się robiło, tym w aucie zapadał większy spokój. Gusia - wędrowniczek w końcu znalazła dobre dla siebie miejsce i choć pełna oburzenia podnosiła głowę przy zbyt, jej zdaniem, dużym zmniejszaniu prędkości jazdy nie płakała, nie marudziła i było ok. Ku naszemu zdziwieniu popłakiwała Nusia. Nie mogła się usadowić, źle jej jakoś było i ponosiła łepetynkę skarżąc się i piskając. Umęczona okrutnie, gdy zapadły ciemności, wprosiła się do Sisulkowego koszyczka i spały razem. Chyba musimy zabierać ze sobą kocie pudełko. Sisi jak zwykle była ostoją spokoju i wzorem podróżnika.

Ciri oszlała na nasz widok ze szczęścia. Położyła się na podłodze zagradzając nam drogę dokądkolwiek i czekała na głaski i... ciasteczka. Jako, że tym razem ciasteczek nie przywiozłam, zrobiło mi się wstyd, ale okazało się, iż Mama zabunkrowała poprzednie ciasteczka i skutkiem tego Pieska dostała to, na co czekała:)

Lulu zadziwiona hałasem jaki się wytworzył z okazji naszego przybycia wolała obserwować to wszystko z góry - siedziała na szafie jeszcze godzinę po naszym przyjeździe.

Teraz Sisi śpi na ulubionym odbiorniku tv, Ciri leży pod moim fotelem, Nusia próbuje zachęcić Lulu do wspólnej zabawy (i chyba się to nawet udaje, bo Lulu -w odróżnieniu od wczoraj - na nią nie warczy), a Gusia siedząca przed chwilą na parapecie zeskoczyła i poszła zwiedzać włości, wkurzając przy okazji Lulunię (warczenie rozległo się w całym mieszkaniu).

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

Wygrywajka

Dziś, w dniu moich urodzin, do wygrania dwie książki: Książkę  Marcina Wrońskiego udostępnił KDC , książkę  Danuty Noszczyńskiej -  SELKAR , za co bardzo dziękuję:) Proszę w komentarzu zostawić wiadomość zawierającą tytuł książki, w losowaniu której chcecie wziąć udział. Losowanie odbędzie się w niedzielę o 8:00. Zapraszam serdecznie:) *   *   * WYLOSOWANO :-D Officium Secretum. Pies Pański. Mogło być gorzej Gratuluję i proszę o kontakt na m1b1m1m@gmail.com :)

Daphne Du Maurier. Rebeka

Gdybym była damą w kapeluszu pijącą z przyjaciółką herbatę na tarasie w letnie popołudnie powiedziałabym o ksiażce: "Jakie to angielskie...". Młoda dziewczyna, podróżująca ze starszą, zgryźliwą, ciekawską kobietą dociera do Monte Carlo, gdzie poznaje zamożnego Maxima de Wintera, właściciela uroczej posiadłości Manderley, owdowiałego przed niespełna rokiem. Gdy starsza pani choruje, Maxim zaczyna opiekować się dziewczyną, a w dniu, w którym obie panie zamierzaja opuścić Monte Carlo, prosi ją o rękę. Młoda pani de Winter ma kłopoty z aklimatyzacją w nowym miejscu, wśród nowych ludzi, w nowej roli. Nie pomaga jej w tym zarządzająca domem niania pierwszej, tragicznie zmarłej, pani de Winter. Mąż nie dostrzega rozterek żony, wciąż walczy z upiorami przeszłości. Gdy dziewczynę ogarnia zniechęcenie i przekonanie, że ona nigdy nie dorówna Rebece, którą zachwycaja się wszyscy, pewnien splot okoliczności ukazuje jej zupełnie inne oblicze pierwszej pani de Winter. Ta wiedza wzmacnia ją ...