30 maja 2010

Adam Ubertowski. Inspektor Van Graaf.

Wydane przez
Wydawnictwo EMG

Ilekroć czytam książki wydane w ramach "Polskiej Kolekcji Kryminalnej" mam uczucie, że autor (którykolwiek z wydanych w tej serii) bawi się konwencją, mruży do czytelnika oko, łamie ryt pisania kryminałów modyfikując go tak, by było bardziej zaskakująco i zabawniej. I przyznam Wam, że to się sprawdza. Każda z dotychczas czytanych przeze mnie książek kolekcji (1, 2, 3, 4) sprawiła mi podczas lektury dużą przyjemność wnosząc odpowiednio dobraną dawkę ironii, budując dziwną-niedziwną więź z Autorem.

Inspektor Van Graaf, nieustający w zdobywaniu kobiecych wdzięków, ceniony policjant rozpoczyna urlop. Wyjeżdża do Sopotu, gdzie zamierza spotkać się z Nathanielem Ernstem, przyjacielem pełniącym funkcje komendanta tamtejszej policji. Do odpoczynku w swoim ulubionym mieście zachęca współpracownika, obdarzonego niezwykle przenikliwym umysłem, Doktora Figlona. Gdy Van Graaf traci życie, obecność doktora okazuje się być niemalże błogosławieństwem.

Sopot, w nigdy nie byłam, opisał Artur Ubertowski tak dokładnie, że nie mogłam pozbyć się wrażenia, iż miasto znam i na dodatek czuję zapach smażonych ryb i frytek oraz słyszę łomot zwany muzyką dobiegający z przeróżnych barów. Akcja powieści toczy się sprawnie, a tym, co pozwala na wyjawienie sprawcy morderstwa, okazuje się być dedukcja i sprawność myślenia. Postacie powieści obdarzone są holenderskimi nazwiskami. Tu, doszukując się owego łamania konwenansu, przypomniałam sobie wiedzę o mennonitach osiedlających się w Polsce.

"Inspektor Van Graaf" to kryminał dobrze napisany, z ciekawymi postaciami, pozwalający na przyjemne (i pouczające) spędzenie czasu.

Brak komentarzy: