09 maja 2010

Mariola Pryzwan. Lilka. Wspomnienia o Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej.

Wydane przez
Państwowy Instytut Wydawniczy

Mrówczą pracę Pani Marioli Pryzwan miałam okazję podziwiać już przy lekturze "Plastusiowej mamy. Wspomnień o Marii Kownackiej". Zgromadzenie informacji, wyłowienie z nich tych, które stworzą dobrą kompozycję ku jak najpełniejszemu ukazaniu portretowanej we wspomnieniach osoby, jawi mi się jako praca szalenie trudna, ale i interesująca. Zazdroszcząc nieco Pani Pryzwan twórczego pomysłu popadłam w opowieść o Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej z domu Kossak.

O utalentowanej artystycznie córce Wojciecha Kossaka przeczytać można przede wszystkim w książkach Magdaleny Samozwaniec. I, jakby uznając, że Madzia o siostrze powiedziała już dość, Pani Pryzwan opiera "Lilkę" o wspomnienia innych, niż druga córka Kossaków, osób, Magdalenie oddając głos na początku i końcu, podsumowując opinie przyjaciół, znajomych, słowami tej, która Lilkę ukochała ponad wszystko.

Z przyjemnością przeczytałam to, co o Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej pisały osoby znane powszechnie w literackim świecie: Jan Lechoń, Kazimiera Iłłakowiczówna, Zofia Kossak, Antoni Słonimski, Jalu Kurek, i inni. Śledziłam kolejne chwile z życia Poetki przedstawione przez tych, którzy ją znali, zetknęli się z nią. Nie ma tu tylko słodkich laurek, są słowa krytyczne wyrażające niezrozumienie dla faktu osadzenia poetyckiej duszy w szorstkiej postaci.

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska wymyka się wszelkim opisom, definicjom. Każda ze wspominających ją osób podkreślała jej  magiczność i eteryczność, ale jednocześnie doszukuje się innych przyczyn tego uduchowionego stanu. Lilka, wnuczka Juliusza Kossaka, zapisała się mocno w historii literatury budząc zachwyt lub stykając się z obojętnością. Mnie bliżej do tego pierwszego:)

P.S. Książka jest przepięknie wydana.

P.S.2. Wciąż nie przeczytałam dramatów, które napisała Pawlikowska-Jasnorzewska. I jakoś mi z tym niewygodnie...

3 komentarze:

Skarletka pisze...

Uwielbiam wiersza Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej, dramatów również nie czytałam, ale gorzej jest mi z tym, iż nie sięgnęłam jeszcze po "Zalotnicę niebieską", chociaż słyszałam skrajne opinie o tej książce.

Pozdrawiam :)

Lirael pisze...

Przed autorką było nader trudne zadanie - zmierzyć się z legendą "Zalotnicy niebieskiej" i "Marii i Magdaleny" Samozwaniec na pewno nie było łatwo. Z Twojej recenzji wynika, że pani Pryzwan stanęła na wysokości zadania. Bardzo się cieszę, bo postać Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej w pełni na to zasługuje.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Skarletko,
ja po "Zalotnicę..." sięgnęłam też dość późno i znam ją słabiej niż "Marię i Magdalenę";)

Lirael,
tak naprawdę to w tej książce nie widać Pani Pryzwan. Jej zasługą jest poskładania wypowiedzi różnych osób nt. Poetki i uczyniła to wyśmienicie.