Przejdź do głównej zawartości

Kamila Shamsie. Sól i Szafran.


Wydane przez

Red Horse

Książka pakistańskiej pisarki należy do książek, które pociągają egzotyką. Historia sławnej rodziny Dard-e-Dil brzmi niewiarygodnie, a zapachy jakie wciąż towarzyszą bohaterom kuszą i pobudzają wyobraźnię.

Aliya wraca do domu. Spotyka się z rodziną, a że rodzina jest obfita i szalenie zasadnicza, a jednocześnie, wedle standardów europejskich/amerykańskich, szalenie ekscentryczna, dziewczyna zanurza się w świecie rodzinnych spraw powoli, ale i z dystansem nabytym wśród znajomych spoza własnego kręgu kulturowego.

Opowieści rodzinne przypominają te z „Baśni tysiąca i jednej nocy” i choć skojarzenie to wydawać się może banalne, jest najlepszym. Aliya opowiada o przodkach, a jej przodkowie opowiadają o swoich. Drzewo genealogiczne klanu Dard-e-Dil sięga korzeniami aż po czasy Tamerlana, a kobiety w rodzinie szczególnie mocno pilnują właściwych ożenków.

Bardzo podoba mi się wymowa tytułu, a szczególnie podkreślenie w nim znaczenia soli. Okazuje się, że podobnie jak w chrześcijańskim kręgu kulturowym, w rejonie opisywanym przez autorkę docenia się znaczenie metaforyczne i rzeczywiste soli. I choć zachwycałam się mało znanymi mi kwestiami nurtującymi pakistańską rodzinę ubranymi w zapachy, barwy i smaki, przyjemnie było znaleźć w powieści coś znajomego.

Jeśli komuś podobają się książki smakowite powinien koniecznie sięgnąć po „Sól i Szafran”.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

30 dni z książkami (1)

( źródło zdjęcia ) Tak oto przetłumaczyłam na własny użytek wyzwanie znalezione na facebooku . Nie wiem, czy owe trzydzieści dni należy traktować literalnie, jako miesiąc (i skutkiem czego powinnam pisać w ramach tego wyzwania od wczoraj), czy mogę sobie pozwolić na pewną dowolność i zacząć od dziś. Myślę jednak, że trzymanie się czegokolwiek poza listą książek na każdy dzień jest w tym wypadku nieobowiązkowe. Dzień 1 - ulubiona książka Pytania nie są łatwe i odpowiedź na nie stanowi dla mnie spore wyzwanie. Już pierwsze zmusza do prześwietlenia wszystkich życiowych wyborów książkowych i wyłonienia spośród tego, co kiedykolwiek czytałam książkę ulubioną. Analizując moje spotkania z książkami uświadomiłam sobie, że nie mam ulubionej powieści, książki popularnonaukowej, poezji, relacji podróżniczej, czy bajki dla dzieci. Jest wiele takich, które lubię; czasami tworzą serię, czasami są odrębnymi powieściami, ale wiąże je postać autora, którego cenię. Są też i takie, które poprawiają m...

Marzec nie mógł się zacząć niczym innym (wygrywajka)

Marzec na moim blogu zaczyna się książką o kobiecie. Silnej, odważnie stawiającej czoła przeciwnościom, o niebanalnej urodzie, nie mniej niebanalnym poczuciu humoru oraz interesującym życiu zawodowym. Mowa o Mma Ramotswe, bohaterce książek Alexandra McCalla Smitha. Czytający mnie od dłuższego czasu wiedzą, że bardzo lubię tego Autora (dałam temu wyraz także w gościnnej wizycie u Padmy , której serdecznie dziękuję za zaproszenie). Tak się jednak składało, że nigdy nie miałam własnego cyklu książek o pani detektyw z Botswany. Wyobraźcie sobie zatem moją radość, gdy dostrzegłam, że w jednej z sieciowych księgarni można kupić kolejne części za bardzo przyzwoitą cenę. Od razu zamówiłam egzemplarz z myślą o Was, gdyż zamierzam osoby jeszcze nie przekonane do twórczości Alexsandra McCalla Smitha zachęcać do sięgnięcia po jego powieści. Na zachętę link do filmu zrealizowanego na podstawie książki i kilka cytatów: Bóg był tutaj wcześniej od misjonarzy. Nazywaliśmy Go wtedy inaczej i...