Przejdź do głównej zawartości

Daniel Kalder. Zagubiony kosmonauta.


Wydane przez

Wydawnictwo Czarne

Autor tej książki jest Szkotem. Spędził z Rosji 10 lat. W czasie pobytu w stolicy imperium zapragnął poznać mało znaną część europejską Federacji Rosyjskiej. Pragnienie to zaprowadziło go do Kałmucji, Tatarstanu, Mari Eł, Udmurcji.

Daniel Kalder wybiera tereny jakie zamierza odwiedzić powodowany potrzebą nudy. Nie nudzi się w Moskwie, on chce doznać nudy, pobyć w świecie, w którym pustka i posucha knajpiano-towarzyska wypełnią mu wszelkie chwile.

Opowieść „Zagubionego kosmonauty” czyta się doskonale; nie znajdziemy tu nudy, a za to dowiemy się o maryjskich szamanach, dziwnych pasjach Piotra Wielkiego, pochodzeniu konstruktora kałasznikowa i Mieście Szachów. Spotkamy tu absurdy znane nam z minionych czasów i choć doświadczymy pewnego szoku kulturowego, nie będzie on tak silny, jak mógłby by być w przypadku ludzi Zachodu (Kaldera, po kilku latach mieszkania w Rosji, niewiele już dziwi).

Opisywana wędrówka może wywrzeć przygnębiające wrażenie. Portret miast, w których wciąż znajdziemy pomniki Lenina, w których rusyfikacja społeczności lokalnej jest tak wielka, że aż wypiera poczucie odrębności narodowościowej, miast-widm. Przejmujący obraz nie pozwala się nam jednak zanurzyć w odrazie, czy rozgoryczeniu – autor, z właściwym sobie poczuciem humoru i realistycznymi poglądami na życie – komentuje zastaną rzeczywistość budując historię ciekawą i prawdziwą.

Podobnie jak Andrzej Stasiuk w przedmowie do „Zagubionego kosmonauty” zachęcam, by uwierzyć Szkotowi.

Komentarze

Anonimowy pisze…
Zachęciłaś mnie do przeczytania tego tytułu. Lubię podróżowanie na kartach książki z ludźmi, którzy są otwarci na otoczenie i mają równocześnie poczucie humoru. Obcowanie z taką książką jest wtedy bardzo przyjemne.

Bardzo podoba mi się świąteczny nastrój, który tu wprowadziłaś :)
Monika Badowska pisze…
er_minio,
do książki gorąco zachęcam:)
A nastrój, cóż - tak przyjemniej:)

Popularne posty z tego bloga

Magdalena Okraska, Nie ma i nie będzie

Z dużym zainteresowaniem sięgnęłam po tę książkę, bo zanim do mnie dotarła przez sieć przetoczyła się dyskusja zwolenników i przeciwników tego, jak Magdalena Okraska o miastach opuszczonych przez dające zatrudnienie przedsiębiorstwach pisze. A jakie jest moje zdanie? Ta historia to wiele pięćdziesiątek wódki, udek kurczaka, cudzych kołder w cudzych domach (nigdy nie śpię w hotelach, śpię u bohaterów), długich rozmów i krótkich puent. To kilometry pokonane busikami, albumy rodzinne, lokalne biblioteki i lokalne mordownie. Pojechałam do nich i powiedziałam "Opowiedz mi". Tak kończy się jeden z tekstów wprowadzających do rozdziałów poświęconych poszczególnym miastom. Wraz z autorką odwiedzamy Wałbrzych, Włocławek, Będzin, Szczytno i kilka innych miejscowości, których przeszły rozwój osadzony był na istniejącym, prężnie działającym i rozwijającym się przedsiębiorstwie, a które wraz z jego likwidacją podupadły. Magdalena Okraska rozmawia zatem z mieszkańcami i tymi, którzy już owe...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...