Przejdź do głównej zawartości

Święta i po świętach...

W drugi dzień Świąt na Mazury zawitała Helena z Rodzicami i Lulu. Sisi i Gusia najwyraźniej doszły do wniosku, że nie lubią gdy ludzi jest znacznie więcej niż kotów i zaszyły się w sypialni, a Nusia poczuła się w szerokim gronie rewelacyjnie i zupełnie na miejscu. Obwąchała bagaże, podjęła próbę zaprzyjaźnienia się z Lulu (nieudaną, bo Lulu oszołomiona środkiem uspakajającym i podróżą nie była nastawiona towarzysko) i zbadania czymże jest to małe ludziopodobne, co chodzi bardzo szybko, ale gadać jeszcze nie umie (tzn. umie, ale tak jakoś całkiem po swojemu).

Gdy tylko Lulu poczuła się lepiej Nusia zaraziła ją entuzjazmem i zdołały się zakolegować. Uprawiały wieczorne galopady, zapasy i nawet Nusia wypucowała Lulu pilnikowatym jęzorkiem.

Sisi i Gusia wyłaniały się z sypialni, ale w różnym celu. Sisi zasiadała pod choinką, ostrzyła sobie o nią pazurki, zaglądała do Lulusiowej kuwety i pokoju dziecka. Gusia wizytowała kuchnię i pokój z choinką, ale poza tym raczej chodziła innymi niż Sisi ścieżkami; bywało, że wyglądała przez okno, a bywało i tak, że znienacka wskakiwała na kolana rodzicom lub Izie, a oni oszołomieni zaufaniem gniewnej pantery głaskali ją bojąc się jednocześnie głośniej odetchnąć, by kota nie spłoszyć.

Stosunki między Helenką a Kociastymi ustaliły się szybko i wyraźnie. Nusia pozwalała się głaskać, ale ciągana za ogon zgłaszała głośny protest poparty pacnięciem, Sisi nie pozwalała się dotykać i każdą próbę kwitowała wściekłym sykiem, a Gusia na pojawianie się Helenki w pobliżu swojego miejsca do spania lub odpoczynku witała groźnym warczeniem (jeśli to nie pomogło, Helena dostawała lanie). Niestety Lulu na pociągnięcie za ogon reaguje odmiennie niż nasze Ko-córki – zamiera, a to nie jest najlepiej dla niej. Ciri wytargana za ucho obszczekała niesforne Dziecko i odepchnęła je od siebie. Helenka widząc wyraźny sprzeciw zwierząt zaczęła podchodzić do Kociastych i Pieski z większym, niż dotychczas, szacunkiem.

W międzyczasie Nusia poczuła się Kocicą. Gruchała miłośnie do nas wszystkich, zaplątywała się w supełki, układała i… zasypiała zmęczona targającymi ją namiętnościami. Na szczęście Helenka i centymetr krawiecki oraz suszone jabłko i orzechy włoskie zajmowały Kocinkę na tyle, że pochłonięta zabawą zdawała się zapominać o Naturze.

Wczoraj, około 19, wyjechaliśmy w drogę powrotną do domu. Nusia wtuliła się w Sisuleńkę, Gusia położyła się obok koszyczka i tak spokojnie, prawie bez jednego miauku dojechaliśmy do siebie. Nusia natychmiast sprawdzała, czy w kwiatku jest jeszcze ziemia do wykopania, Sisi zasiadła na półce pod lusterkiem czekając na całusy i głaski, Gusia pobiegła zająć miejscówkę na kartonie koło kaloryfera.

Dziś Nusia pomagała nam skręcać regał na książki, Gusia sprawdzała nośność półek, a Sisi kontrolowała przydatność regału dla spraw kocich (opinię wydała pozytywną – gdy się siedzi wysoko na regale można bawić się tablicą korkową wiszącą obok, na ścianie).

Teraz Koty śpią. W swoich kątach, na swoim ulubionym kocu i tuż obok źródła ciepła.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Magdalena Okraska, Nie ma i nie będzie

Z dużym zainteresowaniem sięgnęłam po tę książkę, bo zanim do mnie dotarła przez sieć przetoczyła się dyskusja zwolenników i przeciwników tego, jak Magdalena Okraska o miastach opuszczonych przez dające zatrudnienie przedsiębiorstwach pisze. A jakie jest moje zdanie? Ta historia to wiele pięćdziesiątek wódki, udek kurczaka, cudzych kołder w cudzych domach (nigdy nie śpię w hotelach, śpię u bohaterów), długich rozmów i krótkich puent. To kilometry pokonane busikami, albumy rodzinne, lokalne biblioteki i lokalne mordownie. Pojechałam do nich i powiedziałam "Opowiedz mi". Tak kończy się jeden z tekstów wprowadzających do rozdziałów poświęconych poszczególnym miastom. Wraz z autorką odwiedzamy Wałbrzych, Włocławek, Będzin, Szczytno i kilka innych miejscowości, których przeszły rozwój osadzony był na istniejącym, prężnie działającym i rozwijającym się przedsiębiorstwie, a które wraz z jego likwidacją podupadły. Magdalena Okraska rozmawia zatem z mieszkańcami i tymi, którzy już owe...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...