Przejdź do głównej zawartości

Katarzyna Szczepańska-Kowalczuk. Historia ze Świętym Mikołajem i mlecznymi zębami.


Wydane przez

Wydawnictwo Znak

W Krakowie zaginął renifer. Zula nie wiedziałaby o tym mikołajowym kłopocie, gdyby nie to, że obraziła się na mamę (która ponoć wyrzuciła puszkę z jej mlecznymi zębami) i postanowiła ze złości pójść w świat. Jako, że na świecie zimno było i śnieżnie, Zula schroniła się na rzadko odwiedzanym strychu. Strych – choć zazwyczaj opustoszały – tego dnia cieszył się powodzeniem; przyszła nań Zula, a i Mikołaj poszukiwał wśród wiszącego prania czerwononosego renifera.

Mikołaj pachniał cudnie – piernikami i czekoladą, a poza tym taki był zatroskany, że Zula zapomniała o swoim gniewie i postanowiła mu pomóc. Wyruszyli więc i odwiedzając Franciszkę oraz krakowskiej knajpy poszukiwali zwierzaka.

Autorka ciekawie pokazała to, że nawet wiele przedmiotów i zabawek nie zastąpi dziecku rodziców i nie stworzy mu prawdziwego domu. Zula uświadamiająca sobie różnice między sobą a koleżanką dostrzegała, do momentu spotkania z Mikołajem, tylko to, co Franciszka ma, a czego jej brakuje. Obecność Świętego pozwoliła, by Zula zauważyła, iż to ona jest bogatsza w obecność i miłość Rodziny.

Cechą, dla mnie wręcz kluczową, Mikołaja opisanego przez Katarzynę Szczepańską – Kowalczuk jest to, iż jest to prawdziwy Święty Mikołaj. Ma tiarę, pastorał i protestuje przeciw temu, by pokazywano go w telewizji ustrojonego w jakiś dziwaczny strój i z panią Mikołajową, wszak biskupi nie mają żon.

Świetna opowieść…

Komentarze

Anonimowy pisze…
Zainteresowała mnie ta książka jeszcze przed premierą - przeglądałam zapowiedzi wydawnictwa Znak i ją zauważyłam. Jeszcze nie czytałam, ale skoro piszesz, że świetna...:-)
Monika Badowska pisze…
Kultur-alnie,
podobała mi się - jest ciekawie opowiedzianą historią. A ilustracje kusiły, żeby je dokolorować;)

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

30 dni z książkami (1)

( źródło zdjęcia ) Tak oto przetłumaczyłam na własny użytek wyzwanie znalezione na facebooku . Nie wiem, czy owe trzydzieści dni należy traktować literalnie, jako miesiąc (i skutkiem czego powinnam pisać w ramach tego wyzwania od wczoraj), czy mogę sobie pozwolić na pewną dowolność i zacząć od dziś. Myślę jednak, że trzymanie się czegokolwiek poza listą książek na każdy dzień jest w tym wypadku nieobowiązkowe. Dzień 1 - ulubiona książka Pytania nie są łatwe i odpowiedź na nie stanowi dla mnie spore wyzwanie. Już pierwsze zmusza do prześwietlenia wszystkich życiowych wyborów książkowych i wyłonienia spośród tego, co kiedykolwiek czytałam książkę ulubioną. Analizując moje spotkania z książkami uświadomiłam sobie, że nie mam ulubionej powieści, książki popularnonaukowej, poezji, relacji podróżniczej, czy bajki dla dzieci. Jest wiele takich, które lubię; czasami tworzą serię, czasami są odrębnymi powieściami, ale wiąże je postać autora, którego cenię. Są też i takie, które poprawiają m...

Marzec nie mógł się zacząć niczym innym (wygrywajka)

Marzec na moim blogu zaczyna się książką o kobiecie. Silnej, odważnie stawiającej czoła przeciwnościom, o niebanalnej urodzie, nie mniej niebanalnym poczuciu humoru oraz interesującym życiu zawodowym. Mowa o Mma Ramotswe, bohaterce książek Alexandra McCalla Smitha. Czytający mnie od dłuższego czasu wiedzą, że bardzo lubię tego Autora (dałam temu wyraz także w gościnnej wizycie u Padmy , której serdecznie dziękuję za zaproszenie). Tak się jednak składało, że nigdy nie miałam własnego cyklu książek o pani detektyw z Botswany. Wyobraźcie sobie zatem moją radość, gdy dostrzegłam, że w jednej z sieciowych księgarni można kupić kolejne części za bardzo przyzwoitą cenę. Od razu zamówiłam egzemplarz z myślą o Was, gdyż zamierzam osoby jeszcze nie przekonane do twórczości Alexsandra McCalla Smitha zachęcać do sięgnięcia po jego powieści. Na zachętę link do filmu zrealizowanego na podstawie książki i kilka cytatów: Bóg był tutaj wcześniej od misjonarzy. Nazywaliśmy Go wtedy inaczej i...