Gdybym była damą w kapeluszu pijącą z przyjaciółką herbatę na tarasie w letnie popołudnie powiedziałabym o ksiażce: "Jakie to angielskie...". Młoda dziewczyna, podróżująca ze starszą, zgryźliwą, ciekawską kobietą dociera do Monte Carlo, gdzie poznaje zamożnego Maxima de Wintera, właściciela uroczej posiadłości Manderley, owdowiałego przed niespełna rokiem. Gdy starsza pani choruje, Maxim zaczyna opiekować się dziewczyną, a w dniu, w którym obie panie zamierzaja opuścić Monte Carlo, prosi ją o rękę. Młoda pani de Winter ma kłopoty z aklimatyzacją w nowym miejscu, wśród nowych ludzi, w nowej roli. Nie pomaga jej w tym zarządzająca domem niania pierwszej, tragicznie zmarłej, pani de Winter. Mąż nie dostrzega rozterek żony, wciąż walczy z upiorami przeszłości. Gdy dziewczynę ogarnia zniechęcenie i przekonanie, że ona nigdy nie dorówna Rebece, którą zachwycaja się wszyscy, pewnien splot okoliczności ukazuje jej zupełnie inne oblicze pierwszej pani de Winter. Ta wiedza wzmacnia ją ...
Komentarze
"Opowieści z Narni" miałam w dzieciństwie tylko niektóre, więc uzupełniam księgozbiór teraz. "Władcę pierścieni" poznałam na kilka miesięcy przed ekranizacją;)Klasykę lubię, ale ostatnio jakoś nam nie po drodze. Czasami z racji pracy wracam do baśni Andersena i cieszę się, że mam taką pracę;)))
Widzę, że podobnie, jak Ty i Padma, Christie, Chmielewską (starsze książki raczej), u mnie to jeszcze jest "Dziecko Rosemary"...za każdym razem tak samo denerwuję się, kiedy biedna Rosemary zaczyna powoli zdradzać objawy obłędu...
kiedyś - jedyny raz w życiu - czytałam"Dziecko Rosemary" i obecałam sobie nie robić tego więcej;)
Kilargis,
jak widzisz ostatnio też wróciłam do Misia Paddingtona i Kota Filemona;) Długie lata wracałam do przygód Ani z Zielonego Wzgórza. Bardzo lubię też Doktora Dolitte:)
Peek-a-boo,
mój egzemplarz ciotki Dee jest straszliwie zaczytany.Podobnie jak Mowat;) Książkę o Pannie Marple też mam, stoi za tą o Herkulesie:)
ja jakośnigdy nie dałam ady polubić Alicji i tych wszystkich dziwadeł z drugiej strony lustra;) Ale Jurgielewiczową czytywałam namiętnie:)
większość małych chłopaczków-
chciałem koniecznie zostać
żeglarzem lub ...kapitanem
statku ;) (jak mierzyć - to
wysoko! :) che) - i wtedy
zaczytywałem się w książkach
Karola Olgierda Borchardta
(trochę dziwna lektura, jak na
dziecko, ale coż... Mus, to
mus... ;) che ).
Niedawno chętnie wróciłem
do "Znaczy kapitan" i "Szamana
morskiego". Obie - wciąż czytałem
z pasją ;). Pozostałe książki
z dzieciństwa - jednak nie są
już dla mnie, teraz strawne.
Są zbyt naiwne (może wyjątkiem
jest "W pustyni i w puszczy"-
ale już bez tych wypieków , co wtedy ;) ).
Ostatnio - jakoś chętnie
powracam do Bruno Schulza -
"Sklepy cynamonowe" , miło
mi się ponownie czytało "Świat
według Garpa" Johna Irvinga,
czy Opowiadania F.S.Fitzgeralda.
Zawsze, ale to ZAWSZE - by
wprowadzić się w lepsze
"wibracje" - wracam do Stanisława
Dygata (WSZYSTKO!-uwielbiam),
czy opowiadań Iwaszkiewicza.
Ostatnio usiłowałem "wrócić"
do Stachury, ale... no jakoś
się kurcze, ;) nie dało...
Może jeszcze paaarę lat musi
upłynąć.
A! jeszcze coś!- przed świętami,
ponownie czytałem "Gałązkę
limony" i "Krwawe pomarańcze"-
John'a Howkes'a .
Pewnie jeszcze sporo książek i autorów powinienem dopisać,
alle podobnie, jak z moją
25 filmów, o której pisałem
w jednym z postów - trudno mi
"zmieścić" się w "lubionej 100",
a co dopiero kilku pozycjach...
:)
Pozdrawiam! ;)
mną też szarpią wątpliwości- po co czytać n-ty raz coś co świetnie znam kosztem czegoś, co być może warto a nie znam. Ale w znaną sobie fabułę wchodzi się tak jak w ulubiony fotel - zawsze jest miło i bezpiecznie, a przecież czasami trzeba nam specjalnego podkreślenia,że tak właśnie wokół nas jest:)
Mariuszu,
gdzie masz listę książek, które kupiłeś i planujesz wywieźć? Jeszcze nie powstała?;)
Ja w dzieciństwie czytywałam Pana Samochodzika i Tomka.W nieco młodszym dzieciństwie - Mary Popins i wspomnianego Dr Dolitte. Do Schulza wrcam zawsze z radością, podobnie jak do Golema. Uwodzi mnie język tych opowieści.
Książki, które zaprezentowałam na zdjęciach stoją na półkach w mieszkaniu moich rodziców. Nie mam zatem do nich codziennego dostępu. Ich lektura, taka między rodzinnymi gadułami, spacerem nad jezioro i wyprawą na działkę, jest dla mnie uzupełnieniem całości obrazu Domu.
Aaaależ pamiętam o liście! ;)
i już parę osób "zamaltretowałem"
bardziej, niż zrobiły to
świąteczne ciasta :) che.
Lista "się robi" -
a ja zacieram łapki
i już napalam się na
mój "desant w księgarniach".
:) che
Dam znać po powrocie do siebie-
bym nie piszczał ;), że
może jeszcze coś dokupię
tutaj.
Poza tym cykl o Mitford, Jeżycjada (starsze tomy) i wiele, wiele innych.
na "Dzieciach z Bullerbyn" nauczyłam się czytać;) Zastanawiam się czy współczesne dzieciaki mają też swoich "Tomków"? Jak myślisz?
Mariuszu,
zatem czekam:)
Agnieszko_azj,
cyklu o Mitford nie znam, co to takiego?
Bookishaga,
zapomniałam o "Braciach Lwie Serce" i "Ronji...". Ale to piękne książki... Książki Karola Maya Tata kupował w zeszytach, a później (np. Winnetou") dawał do introligatora:)
Pierwszy tom nazywa się "W moim Mitford".
Od razu zaznaczam, że wbrew kolejności w jakiej wydało te książki wydawnictwo Zysk, tom bożonarodzeniowy "Przybieżeli pasterze" jest PO tomie "Na tej górze". Akcja rozwija się z tomu na tom i należy czytać je w kolejności, choć ja zaczęłam przypadkiem od trzeciej części i tak mi się spodobała, ze sięgnęłam po poprzednie.