Przejdź do głównej zawartości

Skończyło się weekendowanie...

i wydaje mi się, że Sisi odetchnęła z ulgą. Ona owszem lubi, gdy coś się dzieje, ale było nas za dużo jak na jej upodobania. I na dodatek była Helenka, które upierała się, by kotki głaskać. Sisi wyraźnie zaprotestowała przeciw takim praktykom. Szła przed Dziewczynką, a gdy ta wędrowała wciąż za nią, Sisuleńka odwróciła się i naprychała na ludzkie dziecko. Helena zawahała się, po czym sięgnęła do kociego ogona. Tym razem Sisi zastosowała metody poważniejsze - prychnęła długo i przeciągle, a dodatkowo pacnęła Dziewczynkę w rękę łapką zwiniętą w pięść. Helenka usiadła, rozejrzała się wokoło, spojrzała na swoją rękę, na Sisi i powędrowała w inną stronę.

Sisulka okazała się być zazdrosna. Gdy Mama z Helenką usiadły nieopodal na wersalce, na której spała Sisi i siedziałam ja, Kocinka natychmiast się obudziła i wdrapała na moje kolana - żeby nie przyszło mi do głowy usadowienie na nich Heleny.

Nusia nic sobie nie robiła ze zwiększonego stanu ludzi i zwierząt. Przyglądała się lekko zdziwiona warczącej na Ciri Lulu, ale dla Maleńtaska obecność wielu osób oznacza, więcej rąk do głaskania i do zabawy.  Z Heleną (jak widać na zdjęciach poniżej) bawiła się z ciekawości, a my wszyscy mieliśmy powód do śmiechu. Szybciutko przypomniała sobie wszystkie kąty, a najszczęśliwsza była leżąc w łóżeczku Helenki, z którego - ku jej niezadowoleniu - była zaraz przepędzana.

Gusia chwilę po przyjeździe znalazła miskę w łazience i tam relaksowała się po podróży. Ludzkie dziecko, owszem, zauważyła, ale jako, że Gusia ma spory dystans do otaczającej ją rzeczywistości, niespecjalną jej to zrobiło różnicę. Wracaliśmy wieczorem, gdy było już ciemno, zatem Gusia mogła podróżować spokojnie. Wiem, że nie powinno mnie śmieszyć samopoczucie Gusi podczas jazdy, ale... Gdy tylko zwalniam Gusia zaczyna nerwowo przestępować z nogi na nogę, gdy wjeżdżamy do miejsc oświetlonych podnosi się i rozgląda. Gdy się zatrzymuję, szczeka na mnie, że mam ruszać. Skutek tego taki, że kot nie pozwala mi jeździć wolniej niż 60 km/godzinę.

Ciri była przeszczęśliwa, gdy nas zobaczyła. Jedno z nas mogło odpakowywać koty, drugie musiało witać Sunię. Potem, rzecz jasna, i druga osoba musiała ucieszyć się radością psa. Zabraliśmy ją na spacer. Gdy zbliżaliśmy się do rzeki Ciri zaczeła szczekać na nas zachęcająco - chciała od nas zgody na pływanie. Nie chcieliśmy pozwolić, więc udaliśmy, że nie słyszymy. Ale na nas nakrzyczała... Gdy wracaliśmy przypałętał się duży, owczarkopodobny pies. Biegł za Ciruchną, a gdy ta jazgotliwie go odganiała (zza kagańca), nabierał jeszcze większej ochoty na zacieśnianie znajomości. Pół miasta przelecieliśmy biegiem z Ciri ujadającą na wielkiego psa i z owym wielkim psem radośnie biegnącym za nami. Nie było lekko...

Lulu, jako, że źle znosi podróżowanie, przed jazdą dostaje leki uspokajające. Po lekach ma chyba jakieś zwidy, bo warczała na wszystkie koty i psa, bez wyjątku i jednakowo monotonnie. Gdy już doszła do siebie przestała warczeć, zaczęła patrzeć ze zdziwieniem na tłumy wokół niej i przypomniała sobie, że Mama ma pyszną różę. Róża ma szczęście, że Lulu bywa u mamy dość rzadko, bo za każdą wizytą jest zjadana do gołych gałązek i ma czas, aby odrosnąć.

Z wizyty na łonie rodzinnym przywieźliśmy sobie wirusa grypy, więc lekko zdechnięci nie byliśmy w stanie odnotować wczoraj wydarzeń weekendowych. Koty na szczęście miewają się dobrze.

Komentarze

mustahelmi pisze…
hihi, o tak, koty wręcz uwielbiają małe dzieci :))) Moje kryją sie pod wanną i za kuchennymi szafkami, gdy pojawia się w domu jakiś maluch :))
kociokwik pisze…
Może małe dzieci nie byłybyu takie złe, gdyby nie ich ochota na kocie ogony;)

Popularne posty z tego bloga

Wygrywajka

Dziś, w dniu moich urodzin, do wygrania dwie książki: Książkę  Marcina Wrońskiego udostępnił KDC , książkę  Danuty Noszczyńskiej -  SELKAR , za co bardzo dziękuję:) Proszę w komentarzu zostawić wiadomość zawierającą tytuł książki, w losowaniu której chcecie wziąć udział. Losowanie odbędzie się w niedzielę o 8:00. Zapraszam serdecznie:) *   *   * WYLOSOWANO :-D Officium Secretum. Pies Pański. Mogło być gorzej Gratuluję i proszę o kontakt na m1b1m1m@gmail.com :)

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

Urodziny "Z lektur prowincjonalnej nauczycielki"

ImageChef.com Flower Text Dziś mijają trzy lata od dnia, w którym zamieściłam tu swój pierwszy wpis. Trzy lata, które wiele mnie nauczyły, otworzyły mi wiele ścieżek, pozwoliły upewnić się, że jest mnóstwo podobnych do mnie czytających szaleńców. "Z lektur prowincjonalnej nauczycielki" rozwija się dzięki Wam - tym, którzy odwiedzacie mnie bez słowa i tym, którzy dyskutujecie ze mną o przeczytanych książkach. Dzięki tym wszystkim, którzy mi zaufali. Rozwija się też dla Was. Piszę, bo przyjemność sprawia mi dzielenie się z Wami wrażeniami po lekturze, czytam, bo bez książek nie umiem żyć. Dziękuję Wam za codzienną obecność. Za nominację do Papierowego Ekranu, za link do mojego bloga na Waszych stronach, za wszystkie słowa jakie kierujecie do mnie w komentarzach, czy e-mailach. Poświętujecie ze mną?