Przejdź do głównej zawartości

Zakładka

Gusia się zmienia. Pod koniec października minie osiem miesięcy, od kiedy zabraliśmy ją ze schroniska.

Nigdy nie myśleliśmy, że z Gusią będzie można się przytulać. A można... Trzeba tylko Gusię wziąć na ręce, przełożyć tam, gdzie zmaierza się uskuteczniać owe przytulanie, przytulić się i gładzić puchatą sierść Gusiaczka. Leży wówczas jak trusia i łypie tylko od czasu do czasu jakby sprawdzając, czy nie nudzi się nam to przytulanie.

Gusia się bawi. Coraz częściej widzimy ją jak nieco zawstydzona podrzuca sobie myszkę lub trąca łapką piłkę. Wczoraj Nusia ukradła ze stołu zakładkę do książki, a gdy tylko straciła nią zainteresowanie, Gusia postanowiła zbadać cóż to takiego i czemu służy. Podrzucała, wzięła w pyszczek, przeniosła zakładkę, a przy jej odkładaniu zrobiła fikołka. I znów podrzucała, odskakiwała od niej i atakowała na nowo. Cudnie było patrzeć:)

Cieszę się, że zaprosiliśmy ją do rodziny:)

Komentarze

ewung pisze…
Gusia ma wielkie szczęście że ma Ciebie :-)
pannakotta pisze…
Jak miło czytać takie opowieści! :)Cudowna sprawa! Jak to pięknie, że są tacy ludzie jak Wy, którzy chcą i potrafią pokochać zwierzaka ze schroniska! Gusia miała wielkie szczęście, że na Was trafiła! :) A Wy mieliście szczęście, że i ona Was pokochała! :)
Mizianki i głaski dla odmienionej Gusi oraz dla Maleńtaski i Sisi! :)
kociokwik pisze…
Pannakotto,
dzięki za dobre słowa:)

Popularne posty z tego bloga

Magdalena Okraska, Nie ma i nie będzie

Z dużym zainteresowaniem sięgnęłam po tę książkę, bo zanim do mnie dotarła przez sieć przetoczyła się dyskusja zwolenników i przeciwników tego, jak Magdalena Okraska o miastach opuszczonych przez dające zatrudnienie przedsiębiorstwach pisze. A jakie jest moje zdanie? Ta historia to wiele pięćdziesiątek wódki, udek kurczaka, cudzych kołder w cudzych domach (nigdy nie śpię w hotelach, śpię u bohaterów), długich rozmów i krótkich puent. To kilometry pokonane busikami, albumy rodzinne, lokalne biblioteki i lokalne mordownie. Pojechałam do nich i powiedziałam "Opowiedz mi". Tak kończy się jeden z tekstów wprowadzających do rozdziałów poświęconych poszczególnym miastom. Wraz z autorką odwiedzamy Wałbrzych, Włocławek, Będzin, Szczytno i kilka innych miejscowości, których przeszły rozwój osadzony był na istniejącym, prężnie działającym i rozwijającym się przedsiębiorstwie, a które wraz z jego likwidacją podupadły. Magdalena Okraska rozmawia zatem z mieszkańcami i tymi, którzy już owe...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...