Gdybym była damą w kapeluszu pijącą z przyjaciółką herbatę na tarasie w letnie popołudnie powiedziałabym o ksiażce: "Jakie to angielskie...". Młoda dziewczyna, podróżująca ze starszą, zgryźliwą, ciekawską kobietą dociera do Monte Carlo, gdzie poznaje zamożnego Maxima de Wintera, właściciela uroczej posiadłości Manderley, owdowiałego przed niespełna rokiem. Gdy starsza pani choruje, Maxim zaczyna opiekować się dziewczyną, a w dniu, w którym obie panie zamierzaja opuścić Monte Carlo, prosi ją o rękę. Młoda pani de Winter ma kłopoty z aklimatyzacją w nowym miejscu, wśród nowych ludzi, w nowej roli. Nie pomaga jej w tym zarządzająca domem niania pierwszej, tragicznie zmarłej, pani de Winter. Mąż nie dostrzega rozterek żony, wciąż walczy z upiorami przeszłości. Gdy dziewczynę ogarnia zniechęcenie i przekonanie, że ona nigdy nie dorówna Rebece, którą zachwycaja się wszyscy, pewnien splot okoliczności ukazuje jej zupełnie inne oblicze pierwszej pani de Winter. Ta wiedza wzmacnia ją ...
Komentarze
ano rekompensuje... Tylko malować trzeba;)
Mosame,
:)
ano rekompensuje... Tylko malować trzeba;)
Mosame,
:)
śliczne zwierzaki, ale do mnie by się nie nadawały, zbyt duży mam bałagan, który zaraz by został "uporządkowany"
Sisi z Gusia własnie urządzają Wielka Pardubicka z kwikami i podskokami i w ogóle migaja tylko w oczach... Nie wiem czy to mija z wiekiem;)))
;)))
http://szukam.blox.pl/2008/12/Swieta-by-ewko.html - polecam lekturze.
Niech żyje kawa! :D
a dało się zamalować ścianę? Ja rozważam kolor kawowy;)))
Wnioskując po Twoim wpisie, kawa i ściana zdążyły się z sobą, tentego, związać? :D
takie mam podejrzenie;) Bo z innej ściany, na którą samodzielnie (bez pomocy kotów) wylałam pół kubka kawy, napój ów czarowny się nie zmywa. Przedpokój też będę miała kawowy;)