Przejdź do głównej zawartości

Codzienność

Czy Wasze koty są ugniataczami? Nasza Sisi zdecydowanie. Od swojego wczesnego dzieciństwa miała nawyk ugniatania nas i ów nawyk jej pozostał. Codziennie wieczorem/nocą  delikatni, powoli wchodzi na jedno nas schowane pod kołdrą, odbywa rytualne ugniatania, po czym kładzie się na ugniecionym delikwencie i zasypia.

Gusia stała się baaardzo towarzyska. Wskakuje na nas i każe się głaskać. I już!

Nusia znów ma ruję. Poburkuje śpiewnie, miauczy pod drzwiami i domaga się uwagi. Na szczęście znalazłam w kocim pudełku dawno zapomiane kasztany, zabawa z którymi odwraca uwagę Nusi od ciągot Natury. Nie wiem tylko, co myślą sąsiedzi o kociej grze w hokeja kasztankiem;)

Komentarze

hersylia810 pisze…
Miło słyszeć o Gusi, że już jest Was pewna, że śmialo domaga się należnych pieszczot, takie zmiany zawsze mnie bardzo cieszą i wzruszają. Hesia ugniata sporadycznie, ale zawsze przy tym wystawia pazury więc specjalnie nie czekam na te chwile ;-)
Co z Nusi umówioną wizytą? Czy do 19 przejdzie ruja? A może można operować niezależnie, myślałam że nie. Pozdrawiam serdecznie.
kociokwik pisze…
Hersylio,
nasze kociaste są regularnie pozbawione iglastych końcówek pazurków:)
Co do Nusi i rui, to nie wiem... Szkoda mi jej strasznie, bo męczy się okrutnie.
Brahdelt pisze…
O tak, moja kota jest zdecydowanie ugniataczem. A czasami, jak się w tym ugniataniu zapamięta, to ugniata jak szalona - nas, kocyk, poduszkę... *^v^*
kociokwik pisze…
Brahdelt,
mnie za każdym ugniataniem rozczula maślany wzrok Sisuleńki:)

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...

William P. Young. Chata.

Wydane przez Wydawnictwo Nowa Proza Od godziny krążę po domu zastanawiając się jakimi słowami przedstawić Wam "Chatę" tak, by nie uderzyć w nadmierny sentymentalizm i by - z drugiej strony - nie skrzywdzić powieści chłodnym, beznamiętnym opisem. Mackenzie Allen Phillips ma troje cudownych dzieci i niemniej cudowną żonę. Umiarkowanie wierzy w Boga, nienawidzi swojego ojca, jest lubiany i ma przyjaciół. Ostatni weekend wakacji postanawia spędzić z dziećmi nad jeziorem Wallowa. W dniu powrotu do domu dwoje starszych zdecydowało się popływać kajakiem i przewróciło się. Mackenzie wskoczył do wody, by ratować dzieci, podczas gdy mała Missy została przy biwakowym stole kolorując książeczkę. Gdy mężczyzna z dziećmi wyszedł z wody, Missy nie było. Poszukiwania, w które włączyła się policja i wszyscy biwakujący, dały straszny rezultat - dziewczynka padła ofiarą seryjnego zabójcy. W życiu  Mackenziego zapanował Wielki Smutek. A list, który dostał, tylko go rozwścieczył. List ...