Przejdź do głównej zawartości

Sandor Marai. Dziedzictwo Estery.



Wydane przez
Wydawnictwo Czytelnik

Po wielu latach od rozstania Estera dostaje wiadomość, że Lajos przyjeżdża w odwiedziny. Wspominając go uzmysławia sobie jego wady, z całą wyrazistością dostrzega jego skłonny do przesady i oszustw charakter, niesmak jaki pozostawiał po swoich wizytach. Podobne uczucia wobec Lajosa żywią najbliżsi przyjaciele i rodzina Estery. Oczekując przyjazdu mężczyzny Estera uświadamia sobie jeszcze jedną rzecz – mimo, że Lajos nie dawał jej nigdy oparcia, że wciąż musiała wątpić w jego obietnice i nie mogła zaufać żadnym jego słowom, ona nadal obdarza go miłością.

Opowieść Sandora Maraia toczy się niespiesznie, a owemu spokojnemu nurtowi słów sprzyja ich wycyzelowanie – frazy są gładkie, poetyckie, dogłębne i przejmujące. Za jedno z piękniejszych mogę uznać sportretowanie Estery:

Włosy w ostatnich latach trochę mi posiwiały, ale srebrne nitki, nie zwracając na siebie uwagi, wmieszały się w gąszcz jasnych włosów, które mnie zawsze wyróżniały.

Fascynująca jest postać Lajosego – mężczyzny, który przesuwa się przez życie dzięki sztuczkom, umiejętności robienia dobrego wrażenia, czarowi osobistemu i zupełnie niezrozumiałej dla mnie bezczelności.

Przeczytałam z dużą przyjemnością.

Komentarze

Anonimowy pisze…
"Opowieść Sandora Maraia toczy się niespiesznie..." raczej nie dla mnie
Monika Badowska pisze…
Mr Lupa,
Marai pisze powieści, które się odczuwa, takie wciskające się w myśli:) Dlatego są niespieszne. Spróbuj:)
Anonimowy pisze…
może i spróbuję, ale nie teraz, nie jutro:) aktualnie męczę się z 'Lalką'. mam czas do poniedziałku:/ (terminy gonią!)
Monika Badowska pisze…
Mr_Lupa,
dasz radę:) Powodzenia:)

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

William P. Young. Chata.

Wydane przez Wydawnictwo Nowa Proza Od godziny krążę po domu zastanawiając się jakimi słowami przedstawić Wam "Chatę" tak, by nie uderzyć w nadmierny sentymentalizm i by - z drugiej strony - nie skrzywdzić powieści chłodnym, beznamiętnym opisem. Mackenzie Allen Phillips ma troje cudownych dzieci i niemniej cudowną żonę. Umiarkowanie wierzy w Boga, nienawidzi swojego ojca, jest lubiany i ma przyjaciół. Ostatni weekend wakacji postanawia spędzić z dziećmi nad jeziorem Wallowa. W dniu powrotu do domu dwoje starszych zdecydowało się popływać kajakiem i przewróciło się. Mackenzie wskoczył do wody, by ratować dzieci, podczas gdy mała Missy została przy biwakowym stole kolorując książeczkę. Gdy mężczyzna z dziećmi wyszedł z wody, Missy nie było. Poszukiwania, w które włączyła się policja i wszyscy biwakujący, dały straszny rezultat - dziewczynka padła ofiarą seryjnego zabójcy. W życiu  Mackenziego zapanował Wielki Smutek. A list, który dostał, tylko go rozwścieczył. List ...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...